20 maja Netflix wyemitował finałowy odcinek polskiej edycji "Love is Blind" i stało się jasne, które pary podjęły decyzję o wzięciu ślubu. Program wzbudza ogromne emocje, a w mediach społecznościowych widzowie masowo dzielą się swoimi komentarzami na jego temat. Mocno obrywa się przy tym niektórym uczestnikom, a oni sami także tłumaczą się z pewnych zachowań w mediach społecznościowych. Czy w takim wypadku możemy traktować "Love is Blind" wyłącznie jako niewinną rozrywkę?
Ewelina Salwuk-Marko, ekspertka PR i kreacji wizerunku, w rozmowie z nami zauważa, że "Love is Blind" nie jest nowym ani przełomowym formatem, a podobne programy od lat realizowane są za granicą. - Budzą ogromne emocje, dyskusje społeczne oraz zainteresowanie widzów. Polska edycja jest po prostu pierwszą lokalną odsłoną formatu, dlatego naturalne jest, że wywołała tak silne reakcje, szczególnie w social mediach, gdzie dziś praktycznie każdy fragment programu może stać się viralem, memem lub elementem internetowego mainstreamu - podkreśla.
- Widzimy to chociażby po zwrotach, które błyskawicznie zaczęły żyć własnym życiem, jak kultowe już "auuu", "nice" czy "jela, jela" wypowiadane przez Jacka, które momentalnie zostały podchwycone przez internautów i zaczęły funkcjonować poza samym programem - dodaje ekspertka.
Zdaniem Eweliny Salwuk-Marko ogromną rolę w show odgrywa montaż oraz sposób narracji. - Pamiętajmy, że program był realizowany rok temu, natomiast widzowie oglądają dziś jedynie wybrane fragmenty rzeczywistości, odpowiednio zmontowane tak, aby budować emocje, napięcie i zainteresowanie odbiorców. Telewizja i platformy streamingowe żyją emocjami, a widzowie oczekują zwrotów akcji, silnych charakterów oraz osobowości, które będą wywoływać skrajne reakcje. I właśnie takie osobowości zostały wybrane do programu. Dzięki temu uczestnicy stali się nie tylko bohaterami reality show, ale również elementem popkultury i internetowej dyskusji - tłumaczy specjalistka w rozmowie z Plotkiem.
Ewelina Salwuk-Marko uważa również, że niezależnie od ocen widzów wszystkich uczestników łączyło jedno - autentyczna potrzeba znalezienia bliskości, relacji i miłości. - Oczywiście można dyskutować o formie programu, presji kamer czy tempie budowania relacji, jednak nie zmienia to faktu, że dla wielu osób udział w takim formacie jest realną próbą poznania drugiego człowieka poza wyglądem i codziennymi schematami randkowania - podkreśla w rozmowie z nami.
Ekspertka od PR w udziale w "Love is Blind" dostrzega również potencjał wizerunkowy. - Dziś reality show bardzo często stają się trampoliną do budowania marki osobistej, rozwoju biznesu czy kariery influencerskiej. Uczestnicy zdobywają gigantyczne zasięgi, rozpoznawalność oraz społeczność, którą później mogą przekuć w konkretne działania zawodowe i biznesowe - tłumaczy.
Jako przykład wskazuje tutaj stylistkę paznokci Martę, która wykorzystała popularność programu do promocji swojej działalności i kanałów w mediach społecznościowych. - Słyszałam nawet, że po emisji programu praktycznie nie ma już terminów na paznokcie, co pokazuje, jak ogromny wpływ na biznes może mieć dziś telewizja połączona z siłą internetu - dodaje ekspertka.
- Czy więc "Love is Blind" jest szkodliwym formatem? Myślę, że odpowiedź nie jest zero-jedynkowa. To przede wszystkim format rozrywkowy, który pokazuje emocje, relacje i ludzkie zachowania w bardzo intensywny sposób - mówi nam Ewelina Salwuk-Marko i przypomina, że widzowie również mają wpływ na odbiór show. - Ostatecznie jednak ogromną odpowiedzialność za odbiór takich programów mają zarówno twórcy, poprzez sposób montażu i narracji, jak i sami widzowie, którzy coraz częściej traktują tego typu produkcje jako element popkultury, temat do dyskusji i internetowego komentarza - podsumowuje specjalistka.
Kultura napiwków dzieli Polaków. Krzan mówi wprost, jaką kwotę zostawia obsłudze
Laskowska komentuje aferę wokół "Ambasadorów Pamięci Powstania". "Mam przepraszać za piękno?"
Wykształcenie Edwarda Miszczaka może zaskoczyć. Nie ma nic wspólnego z mediami
Skandaliczne zachowanie Skolima w towarzystwie dzieci. Jeżowska nie wytrzymała
Taki majątek ma Alicja Bachleda-Curuś. Kwota zwala z nóg
Krzan dosadnie o medycynie estetycznej. "Boję tego, że za jakiś czas będziemy mieć po prostu..."
Lewandowska natrafiła na pierwszy problem w Chicago. "To niemałe wyzwanie"
Drzyzga zamieniła Warszawę na taki azyl. Wystarczy spojrzeć, co ma tuż za oknem. "Czuję się wolna"
Hyży komentuje decyzję Nawrockiego. "Żłobek już nie może, a rodzic?"