Rewolucja się nie udała! "Zamknijcie tę budę. Moje nazwisko znika stąd w ciągu minuty!" Gessler naprawdę oburzona

Magda Gessler nie miała łatwego zadania. Zobaczcie, co ją spotkało w Goczałkowicach Zdroju, małej uzdrowiskowej miejscowości na Śląsku.
Kuchenne rewolucje w Goczałkowicach-Zdroju Kuchenne rewolucje w Goczałkowicach-Zdroju TVN

Problem

Hmmm... Od czego by tu zacząć? Przede wszystkim Magda Gessler nie mogła zapamiętać nazwy - "Matalmara". Nie dziwimy się. Nie jest to fortunne - zwłaszcza w zestawieniu z wyglądem restauracji. W środku Francja-elegancja. Kryształowe żyrandole, obrazy Marii Antoniny czy Ludwika XVI. Barok, rokoko, złoto i ozdoby. I właśnie ten wystrój był największym problemem dla Magdy Gessler.

To jest totalna kostnica. Nie mam pojęcia, jak można jeść w takim wnętrzu - mówiła.

Restauratorka trafiła jednak na gruby mur, prawie nie do przebicia - właścicielkę lokalu.

Pani ma złą restaurację. To może być dom weselny - usłyszała właścicielka. - Pana żona jest przekonana, że jest genialnie i tylko brakuje mojego nazwiska - powiedziała mężowi.

Ten wystrój był dumą właścicielki i uwagi Gessler ją wręcz rozwścieczyły:

Byłam wściekła. Nie pozwolę wyrzucić nic stąd. Wystrój jest piękny i nie wierzę, że to przez niego nie ma ludzi - buntowała się pani Alicja.

Magda Gessler, Kuchenne rewolucjeTVN

Kolejny problem - okropne jedzenie.

Kicz wiejski w pałacu. Tak skomplikowanego i prostackiego jedzenia nie jadłam - krytykowała Magda Gessler. - Wasz kucharz nie ma pojęcia o gotowaniu!

Trochę się tego nazbierało. Co jak co, ale takie wyzwania Magda Gessler chyba lubi najbardziej.

Kuchenne rewolucje w Goczałkowicach-Zdroju Kuchenne rewolucje w Goczałkowicach-Zdroju TVN

Złote rady Magdy Gessler

Magda Gessler stwierdziła, że docenia trud i pracę włożoną w wystrój, więc nic nie wyrzuci, a jeszcze doda. Żeby było cieplej i bardziej przystępnie. Pani Alicja jakoś to przełknęła, ale nie powstrzymała się od komentarza:

Zawsze to można w razie czego wyrzucić.

No i zmiana nazwy. Uwielbianą przez właścicieli "Matalmarę" zastąpiła "Willa pod Złotym Ziemniakiem".

Będzie z tego restauracja ziemniaczana! - zapowiedziała Magda Gessler.

Miało być niedrogo i swojsko, ale w eleganckim wnętrzu, zachęcającym ludzi do powrotu. Wszystko wydawało się iść jak po maśle. Nawet pani Alicja była w dobrym humorze i bardzo dobrze zareagowała na zmiany w wystroju:

Przytkało mnie. Nie powiem, że byłam od początku pełna optymizmu - stwierdziła.

No cóż, trudno się nie zgodzić :)

Kuchenne rewolucje, magda gesslerTVN

Gotowanie także szło dobrze. W dzień uroczystej kolacji gości poczęstowano sałatką ziemniaczaną, gulaszem dzika z plackiem ziemniaczanym i ziemniaczaną zapiekanką. Wszyscy byli zachwyceni, wszystko smakowało. Magda Gessler nie ukrywała radości:

Restauracja wygląda na pałac, a tak naprawdę to prawdziwy dom - stwierdziła.

I zostawiła restaurację z dobrą perspektywą na przyszłość. Wydawałoby się, że od teraz wszystko pójdzie we właściwym kierunku. Ale...

Kuchenne rewolucje w Goczałkowicach-Zdroju Kuchenne rewolucje w Goczałkowicach-Zdroju TVN

Efekt?

Kilka tygodni po "rewolucji francuskiej" Magda Gessler wróciła do "Willi pod Złotym Ziemniakiem". I od razu przykra niespodzianka. Przed wejściem witały ją dwie nazwy. I już był pierwszy minus. No to wchodzimy do środka, może będzie dobrze. A skąd! W wazonach sztuczne kwiaty, a ozdoby i przedmioty, które miały wystrój uczynić cieplejszym, zniknęły. Pani Alicja zrobiła tak, jak zapowiedziała - po prostu je schowała. Restauracja wyglądała prawie tak samo jak przed rewolucją.

Przyszedł czas na spróbowanie potraw. I tu kolejne rozczarowanie.

Ku**a, to jest w ogóle niedoprawione! O ku**a, co to jest! To nie jest jadalne! Smak tego okropny. Zamknijcie tę budę - ostro krytykowała Magda Gessler.

Magda Gessler nie mogła uwierzyć, że właściciele restauracji zupełnie zlekceważyli jej uwagi. Zostawiła "Willę pod Złotym Ziemniakiem" w świetnym stanie, a to, co zastała po powrocie, było jakimś nieporozumieniem.

Wytłumaczcie mi, skąd w was ta pewność siebie, że ja nie poznam, że nie ma kucharza i że odważacie się robić moje menu osobą, która nie ma zielonego pojęcia o gotowaniu? To jest jedzenie, które należy wyrzucić całe do kosza, znaleźć kucharza i zacząć od początku. Zlikwidowana jest cała moja dekoracja. Niewielka jest tu moja ingerencja, bo całą, która była, żeście państwo uporządkowali po swojemu. To jest pani robota.

Właściciele próbowali się nieporadnie tłumaczyć.

Każde tłumaczenie jest dobre, ale akurat nie w tym momencie - przerwała Gessler.

I stwierdziła kategorycznie:

Moje nazwisko znika w ciągu minuty! Zostaje ta pani Matamaramaramara, bo to jest koszmar, a nie mara. Ja stąd znikam. Absolutnie nie podpisuję się pod tą rewolucją.

Oczywiście rezolutna pani Alicja podzieliła się z nami swoimi przemyśleniami:

Jak lokal, urządzony namiastką Ludwika XVI, może nazywać się "Willą pod Złotym Ziemniakiem"? - pytała, szczerze oburzona. - Pozostajemy "Matalmarą", goście sobie tak życzą, ja jestem z tego zadowolona.

Oj, pani Alicja ma wysokie aspiracje. Oby jej to nie zgubiło. Magda Gessler była zawiedziona i tak podsumowała wizytę:

Dania, które zaproponowałam państwu, po prostu zostały wykonane gorzej niż w barze mlecznym, niezbyt wysokich lotów. Strasznie mi jest przykro, bo wydawało mi się, że propozycja ziemniaka na Śląsku, w najlepszym wydaniu, będzie bardzo atrakcyjna. Nic tu po mnie. Mi się nie udało, może ktoś inny zrobi to lepiej.

Byliście w "Matalmarze"? Jesteśmy ciekawi, jak idą interesy :)