Słynny reżyser nie żyje. Miał 70 lat

6 stycznia media obiegła smutna informacja. Zmarł Béla Tarr - węgierski reżyser filmowy, uznawany za jednego z najwybitniejszych twórców kina autorskiego. Miał 70 lat.
Béla Tarr
Fot. YouTube/Partizán

Informację o śmierci artysty przekazał węgierskiej agencji prasowej MTI reżyser Bence Fliegauf, działając w imieniu rodziny Tarra. Doniesienia te potwierdziła również Europejska Akademia Filmowa, która poinformowała, że twórca zmarł po długiej chorobie. W ostatnich latach Tarr dzielił się swoim doświadczeniem jako profesor wizytujący w renomowanych szkołach filmowych. Miał 70 lat. 

Zobacz wideo Wywiad z reżyserem Janem Holoubkiem. "Bohaterowie mają swoje strefy szarości"

Béla Tarr nie żyje. Fani wspominają jego filmy 

Béla Tarr urodził się w 1955 roku w Peczu. Karierę filmową rozpoczynał w legendarnym Balázs Béla Stúdió - jednym z najważniejszych ośrodków kina eksperymentalnego na Węgrzech. To właśnie tam w 1977 roku zrealizował swój pełnometrażowy debiut "Family Nest", który przyniósł mu Grand Prix na festiwalu filmowym w Mannheim. W 1982 roku ukończył studia i założył własne studio filmowe, z którym był związany aż do jego zamknięcia w 1985 roku. Międzynarodowe uznanie przyniósł mu w 1988 roku film "Damnation", zaprezentowany premierowo na Berlinale.

Wierni fani Tarra wspominają przede wszystkim jego "Szatańskie tango", będące adaptacją powieści László Krasznahorkaiego pod tym samym tytułem. Produkcja trwa 450 minut. Krytycy uznali, że dzieło Tarra wyznaczyło nowe granice języka kina. Film zdobył Grand Prix Jury podczas Tygodnia Filmu Węgierskiego w Budapeszcie. Do dziś uznawany jest za jeden z najważniejszych filmów lat 90. oraz jeden z filarów współczesnego nurtu slow cinema. 

Béla Tarr słynął z długich ujęć. "Buntowałem się przeciwko bezmyślnej metodzie fotografowania"

W 2012 roku węgierski reżyser udzielił obszernego wywiadu "Polityce". Tam opowiedział o swojej pracy i zdradził, dlaczego w swoich produkcjach decyduje się na długie ujęcia. "Od debiutu w wieku 22 lat stosuję wolną narrację, operuję zbliżeniami profilów twarzy, lubię klaustrofobiczną atmosferę. Buntowałem się przeciwko bezmyślnej metodzie fotografowania, w której nie mogłem rozpoznać otaczającej mnie rzeczywistości. W miarę, jak się człowiek starzeje, przestają go interesować problemy społeczne, a zaczynają ontologiczne i kosmologiczne. Dlatego ujęcia stają się dłuższe, coraz więcej przedmiotów, które chwyta kamera, nabiera symbolicznego znaczenia, łącznie z naturą i zwierzętami" - tłumaczył Januszowi Wróblewskiemu. 

Więcej o: