Candy Spelling pisze do Britney

Candy Spelling - wdowa po producencie telewizyjnym Aaronie Spellingu, stwierdziła, że dawno nikt o niej nic nie napisał i postanowiła coś z tym zrobić. Niestety nie wysiliła się na nic oryginalnego - napisała pełen krytyki list skierowany oczywiście do Britney Spears. Najwidoczniej miała też jakieś problemy na poczcie i swoje wypociny umieściła w internecie. Efekt? Pisze o niej każdy serwis plotkarski!
Eastnews/Fame

Oto, co napisała:

Droga Britney,
Zmuszasz mnie, żebym usiadła do mojego laptopa i zapytała Cię, dlaczego próbujesz uprawiać aerobik za każdym razem, gdy wysiadasz lub wsiadasz do samochodu, oraz czy Twoje ubrania naprawdę muszą być za małe, tandetne i skąpe. Czy nieustanne pozowanie fotografom rzeczywiście jest konieczne? Widzieliśmy już różne części ciała, pozycje i śmieszne próby zwrócenia na siebie uwagi. Wyczerpujesz już naszą cierpliwość. Naprawdę chcesz być bohaterką artykułów typu "Ofiara oszczerstw" i "Czy Britney zmienia ciuchy za pieniądze"? Myślę, że stać Cię na więcej.
W przeciwieństwie do innych osób, które są znane z tego, że są znane, Ty zdobyłaś sławę ciężko dzięki ciężkiej pracy. Byłaś wielką gwiazdą, piosenkarką, której tytuły piosenek znał cały świat. Niestety popełniłaś kilka błędów. Wszyscy je popełniamy. Ale kiedy sławę przestają Ci przynosić Twoje umiejętności, a ona ciągle rośnie dzięki skandalom, to czas, by zrobić krok w tył i zastanowić się, w którą stronę pokierować swoje życie. Tak wiele małych dziewczynek wciąż widzi Cię w roli modelki. Daj tym dzieciom powód, by na Ciebie patrzyły. One też są zmęczone niekończącymi się spekulacjami na temat tego, czy włożyłaś dziś majtki, czy też może znów o nich zapomniałaś. Wiem, że ich rodzice też chcieliby, żebyś coś ze sobą zrobiła i ubrała się jakoś porządnie. Już szkolny mundurek był lepszy od tego, co teraz na siebie zakładasz.

Cóż, nie napisała niczego, czego byśmy nie wiedzieli. Swoją drogą, krytykowanie gwiazd stało się ostatnio naprawdę modne. Może my też wystosujemy jakiś list do Britney? Przynajmniej napiszą o nas na Zachodzie.

Więcej o: