O Januszu Andrzejczuku ( tak Gosia zmieniła nazwisko, bo Andrzejewicz brzmi ponoć bardziej gwiazdorsko) zrobiło się głośno parę miesięcy temu, gdy jeden z tygodników napisał, że kontroluje on córkę, mówi jej co ma na siebie włożyć, jak się malować i z kim spotykać. Pan Janusz porzucił pracę inżyniera elektryka, by móc sprawować pieczę nad karierą córki.
Ostatnio, gdy Gosia grała koncert w Warszawie, jej tata przygotował za sceną stół, na którym położył płyty i plakaty córki. Po koncercie piosenkarka przyszła i zaczęła podpisywać albumy, a jej tata przyjmować pieniądze od fanów. Plakat kosztował 2 złote, a płyta 15 złotych. To my wolelibyśmy już zamiast plakatu kupić sobie loda Dody, a zamiast płyty bilet do kina.
Influencer ocenił pączki u Gessler. "Za tę cenę powinny śpiewać, tańczyć i mówić komplementy"
Pamiętacie skina z "Rancza"? Z brodą i wąsami możecie go nie poznać
Ewa Wachowicz opiekuje się mamą. Wyznała, jak godzi to z pracą
Nowe wieści w sprawie Michała Wójcika. Kabaret wydał oświadczenie
Mateusz Pawłowski od pół roku nie pije alkoholu. Mówi o powodach
Katarzyna Cichopek "walczyła" z kotem na wizji. Ekspertka stawia sprawę jasno
Kaczorowska w hollywoodzkim stylu z Rogacewiczem. Spójrzcie na Kukulską
Ewa Gawryluk wyjawiła treść ostatniego SMS-a od Bożeny Dykiel. "Już go nie wykasuję"
Markowska szczerze o relacji z Kopczyńskim po rozstaniu. "To nie jest łatwe"