Córka Willisa i Moore nie wytrzymała i obaliła mity o swojej fortunie. "Pracuję w czterech różnych miejscach"

Rumer Willis łączy kilka prac, by utrzymać siebie i córkę. Codzienność aktorki wygląda zupełnie inaczej, niż mogłoby się wydawać.
Rumer Willis
instagram.com/rumerwillis

Mimo że jej rodzice - Demi Moore i Bruce Willis - należą do najbogatszych gwiazd Hollywood, Rumer Willis podkreśla, że na co dzień utrzymuje się wyłącznie sama. W mediach społecznościowych stanowczo zaprzeczyła, jakoby korzystała z rodzinnej fortuny lub funduszu powierniczego. 

Zobacz wideo Kaczyński "reaguje" na nepotyzm w PiS. Tusk: Jesteśmy świadkami albo skrajnej nieudolności, albo jawnego szyderstwa

Córka Bruce'a Willisa i Demi Moore o macierzyństwie i niezależności finansowej. "Nie dostaję pieniędzy od rodziców"

W swoim wpisie Rumer Willis wyjaśniła, że pracuje "w czterech różnych miejscach", aby zapewnić byt sobie i swojej dwuletniej córce Louetcie. 37-letnia aktorka samotnie wychowuje córkę ze związku z Derekiem Richardem Thomasem, muzykiem i autorem tekstów. Para rozstała się w sierpniu 2024 roku, a Derek szybko związał się z Lizzie Loch. Córka aktorów podkreśliła, że nie dostaje od nich żadnych pieniędzy.

Muszę coś wyjaśnić, bo widzę, że w komentarzach pod tym postem jest sporo niedoinformowanych i nieuprzejmych osób. Pracuję w czterech różnych miejscach, żeby utrzymać moją córkę. Jestem jej jedynym żywicielem.

"Nie żyję z funduszu powierniczego ani nie dostaję pieniędzy od rodziców. Przez większość czasu nie mam przy niej żadnej pomocy. Więc może zanim zaczniecie oceniać i zakładać różne rzeczy, zatrzymajcie się na chwilę" - napisała.

Rumer Willis odpowiada na zarzuty o bycie "nepodzieckiem"

Słowa Rumer były także reakcją na zarzuty o bycie "nepodzieckiem". Gdy jeden z obserwatorów zasugerował, że zawsze ma "plan B" w postaci sławnej rodziny, Rumer opublikowała dłuższe oświadczenie, aby wyjaśnić swoją perspektywę.

Jestem bardzo świadoma, że w moim życiu są przywileje, których wiele osób nie ma, i nie traktuję tego jako czegoś oczywistego. Wiem, że są realia, których nigdy w pełni nie doświadczę, i to szanuję. Ale ten konkretny post nie był o przywilejach ani o porównywaniu sytuacji. Mam wrażenie, że ludzie zakładają, iż to ignorowałam, a to nie była rozmowa, którą próbowałam rozpocząć

- wyznała. "Tak jak ktoś ze stałą pracą i dachem nad głową może wciąż zmagać się z realnymi trudnościami, nawet jeśli jego sytuacja różni się od kogoś mierzącego się z dużo poważniejszymi problemami gdzie indziej na świecie, tak wszyscy funkcjonujemy na różnych poziomach rzeczywistości. Uznanie tych różnic nie oznacza, że nie możemy rozmawiać o tym, co nas łączy" - podsumowała.

Więcej o: