Sytuacja prawna Mariusa Borga Hoiby'ego ponownie znalazła się w centrum zainteresowania. Syn norweskiej księżnej Mette-Marit miał w najbliższym czasie zakończyć pobyt w areszcie domowym i przestać być objęty elektronicznym nadzorem. Choć sąd w Oslo początkowo zgodził się na złagodzenie zastosowanych wobec niego środków, prokuratura szybko zakwestionowała tę decyzję. Kluczowe znaczenie miał wynik jednego z rutynowych badań na obecność alkoholu.
Jak informuje norweski dziennik "VG", zaledwie kilka godzin po decyzji sądu prokuratura postanowiła się od niej odwołać. Powodem były wyniki regularnych kontroli, którym poddawany jest Hoiby. Jeden z cotygodniowych testów wykazał obecność alkoholu. Chociaż nie przedstawiono szczegółowego raportu z badania, sąd uznał, że najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem pozytywnego wyniku było spożycie alkoholu przez 29-latka dzień przed przeprowadzeniem kontroli.
Dla prokuratury jest to istotna okoliczność. Śledczy uważają, że ewentualne złamanie zakazu spożywania alkoholu może wskazywać na nieprzestrzeganie warunków nałożonych na Mariusa. Ich zdaniem takie zachowanie może również zwiększać ryzyko powrotu do wcześniejszych problemów związanych z używkami, a w konsekwencji ponownego wejścia w konflikt z prawem.
Zupełnie inaczej na całą sprawę patrzy obrona 29-latka. Jego adwokat, Daniel Storrvik, miał być zaskoczony stanowiskiem prokuratury. Podkreślił, że jego klient nie przyznaje się do świadomego spożycia alkoholu. Prawnik zwrócił także uwagę na zachowanie Hoiby'ego podczas kontroli. Według niego funkcjonariusze nie zauważyli u mężczyzny żadnych oznak nietrzeźwości ani zaburzeń zachowania, które mogłyby sugerować, że znajdował się pod wpływem alkoholu.
Obrona zaznacza również, że poza zakwestionowanym wynikiem badania Marius miał przestrzegać pozostałych obowiązków. Wśród nich znajdował się między innymi bezwzględny zakaz kontaktowania się z osobami pokrzywdzonymi. Prawnicy wskazują, że przez 140 dni obowiązywania aresztu domowego nie odnotowano innych naruszeń nałożonych na niego ograniczeń.
Odwołanie prokuratury oznacza, że Marius Borg Hoiby na razie nie może skorzystać z decyzji sądu rejonowego. W norweskim systemie prawnym tego rodzaju środek odwoławczy ma skutek zawieszający. W praktyce oznacza to, że złagodzenie zastosowanych wobec niego środków nie może wejść w życie, dopóki sprawa nie zostanie ponownie rozpatrzona. Ostateczna decyzja należy teraz do sądu apelacyjnego.
Przypomnijmy, że w czerwcu 2026 roku Marius Borg Hoiby został skazany na cztery lata więzienia, między innymi za dwa gwałty i znęcanie się nad byłą partnerką Norą Haukland. Hoiby złożył częściową apelację od wyroku. Ponowne rozpatrzenie sprawy przez sąd zaplanowano na 9 lutego 2027 roku. Do czasu prawomocnego zakończenia postępowania obowiązuje domniemanie niewinności.
Potrzebujesz pomocy?
Przemoc seksualna to każdy niechciany kontakt seksualny. Z danych UNICEF wynika, że na całym świecie tego rodzaju przemocy doświadczyło około 15 milionów nastolatek między 15. a 19. rokiem życia, ale tylko 1 procent nastolatek zwraca się z prośbą o pomoc do profesjonalisty. Badania wskazują, że u 80 proc. ofiar gwałtu rozwija się zespół stresu pourazowego (PTSD).
Jeżeli jesteś ofiarą przemocy seksualnej, pomoc możesz uzyskać, dzwoniąc np. do Poradni Telefonicznej "Niebieska Linia" - 22 668 70 00 (7 dni w tygodniu, w godzinach 8-20) lub na całodobowy telefon interwencyjny Centrum Praw Kobiet - 600 070 717.
Danuta Holecka rozpłakała się na wizji. Jej mąż ma problemy
Nie żyje żona Witolda Pyrkosza. Spoczęła obok męża
Rusowicz łamał się głos. Poinformowała o osobistej tragedii. "Nie wiedziałam, czy wyjdę na scenę"
Dominika Serowska urodziła. Wybrała dla dziecka rzadkie i oryginalne imię
Posłanka PiS przerobiła hymn na cześć Nawrockiego. Będzie mieć kłopoty? Prawnik nie owija w bawełnę
Miał wizję, więc udzielił ślubu 14-latkowi i dojrzałej kobiecie. Zgotował ludziom piekło, ale twierdził, że to Niebo
Przejmujące słowa Rusowicz o sytuacji Dmoch. Mówi o okrutnych szczegółach
Grażyna Kulczyk gorzko o rozwodzie. Mówi, co jej przeszkadzało w Janie Kulczyku. "Nie mogłam tego zaakceptować"
Gortat zrobił w urzędzie awanturę o imię syna. Językoznawcy nie mają wątpliwości, kto miał rację