"Ile rzeczy musiałem sp****olić, żeby zacząć nad sobą pracować?!". Bał się, że umrze. Z własnej winy

Jest wybitnym aktorem, którego miłośnicy teatru znają dobrze z kultowych wręcz ról w spektaklach Krzysztofa Warlikowskiego. Szersza publiczność pokochała go dzięki serialowi "M jak Miłość". Ale choć głowę straciło dla niego wiele kobiet, Jacek Poniedziałek żadną z nich nie był zainteresowany. Po tym, jak dokonał publicznego coming outu, aktor jest uważany za ikonę środowiska LGBTQ+.
Jacek Poniedziałek
Fot. Grażyna Jaworska / Agencja Wyborcza.pl

Jest niezwykle szczery. Nie tylko mówi otwarcie o swojej seksualności, ale też w wywiadach wprost przyznaje się do zmagań z demonami, które zawiodły go na skraj przepaści. "Ile ja potrzebowałem lat, ile przeżyć, ile rzeczy musiałem sp****olić, żeby zacząć nad sobą pracować?!" - mówił w rozmowie z magazynem "Viva!". Jacek Poniedziałek to nie tylko genialny aktor znany z ról teatralnych jak te u Krzysztofa Warlikowskiego, ale też filmowych i serialowych, z kreacją stworzoną w "M jak Miłość" na czele. Ma na koncie też reżyserię spektakli i pracę jako tłumacz sztuk teatralnych. W obdarzonym urodą amanta aktorze kochały się fanki i koleżanki z branży, m.in. Maria Peszek. Aktor po latach życia "w szafie" i próbach walki ze swoją seksualnością w 2005 roku zdecydował się na publiczny coming out. Mniej więcej w tym samym okresie wyznał też, że jego życie długo nie było usłane różami. W dzieciństwie Jacek Poniedziałek cierpiał z powodu biedy, a jako dorosły człowiek zmagał się z uzależnieniem od alkoholu, narkotyków i seksu.

Zobacz wideo Tomasz Stockinger o bojkocie TVP

Z zawodówki na scenę

Urodzony 6 sierpnia 1965 roku w Krakowie Jacek Poniedziałek wychował się w rodzinie, jakich wówczas było wiele. Ojciec jego i pozostałej trójki rodzeństwa był zawodowym kelnerem w krakowskim Hotelu Francuskim. Matka pracowała jako ekspedientka w sklepie. W rodzinie nigdy się nie przelewało, ale kiedy Jacek miał cztery lata, sytuacja jeszcze się pogorszyła za sprawą śmierci głowy rodziny. Aby utrzymać siebie i dzieci, matka pracowała w hucie szkła na trzy zmiany. Dorywczych zajęć imały się też dzieci.

"Mieszkaliśmy w dwóch bardzo ciasnych pomieszczeniach – w pokoju z kuchnią, bez łazienki. Matka, dwóch starszych braci, siostra i ja. Ojca prawie nie pamiętam, bo nie było go już na tym świecie. Żyliśmy w atmosferze niepewności i biedy. Ja z moim przewrażliwieniem, moja bardzo emocjonalna, lekko depresyjna siostra, dwóch braci, z których starszy był alkoholikiem, a młodszy kaleką – miał poważną wadę serca i garb, choroba zabiła go w wieku 20 lat. A mama wciąż miała napęd, bo wiedziała, że wszystko jest na jej głowie: gotowanie, sprzątanie, pieniądze (...) Razem z siostrą, kiedy mieliśmy 12, 13 lat, zaczęliśmy zajmować się domem, pomagać jej: przynosić węgiel, wodę, stać w kolejkach, rozpalać w piecu. Jako nastolatek pracowałem i zarabiałem. Nasi sąsiedzi mieli pole pod Krakowem, gdzie uprawiali warzywa. I oni dawali mi czasem robotę" - wspominał trudne dzieciństwo aktor w wywiadzie dla magazynu "Viva!".

W innej rozmowie Jacek Poniedziałek wyznał, że wstydził się swojej sytuacji. "Wstydziłem się biedy, wstydziłem się rodziców, a właściwie mamy, bo ojca prawie nie znałem (…) W pewnym momencie, zwłaszcza w czasie dojrzewania płciowego, kiedy hormony doszły do głosu, zacząłem rozumieć biedę i brzydotę, nieatrakcyjność mojego otoczenia (...) Bieda była odczuwalna na etapie szkoły średniej, a później szkoły teatralnej. Ta bieda przekładała się na bardzo radykalne ograniczenie możliwości edukacyjnych – filmów, kursów, wyjazdów, książek. W biednej rodzinie nikt takich zainteresowań nie podsycał, bo nie miał na to czasu ani głowy" - podkreślał Poniedziałek.

Trudno się więc dziwić, że Jacek nie był wybitnym uczniem, choć wyróżniał się bardzo dobrym zachowaniem. Po ukończeniu szkoły podstawowej chłopak poszedł do zawodówki, skąd następnie trafił do Technikum Łączności. To właśnie tam złapał aktorskiego bakcyla - założył z kolegami teatr. Być może wpływ na to miała jego znajomość z Korą, z którą Jacek zaprzyjaźnił się jako siedemnastolatek. Mody mężczyzna zrozumiał, że jego powołaniem jest aktorstwo i wkrótce okazało się, że miał rację - na PWST dostał się za pierwszym razem.

Kariera i miłość

Jacek Poniedziałek szybko wtopił się w aktorskie środowisko. Często bywał gościem w domu państwa Peszków, gdzie studenci Jana Peszka spotykali się, a czasem nawet pomagali profesorowi w drobnych remontach. Właśnie tam zauważyła go kilkunastoletnia Maria Peszek. Przystojny student wpadł młodej dziewczynie w oko - zakochała się i postanowiła mu tę miłość wyznać. Tymczasem Jacek Poniedziałek, choć w młodości próbował walczyć ze swoją orientacją, był jej świadomy i nie chciał robić nastolatce niepotrzebnych nadziei. Postąpił więc wobec niej bardzo fair - zaprosił Marię na kawę i wyjaśnił jej, że jest wprawdzie piękną kobietą, ale jego interesują mężczyźni.

Kariera Jacka Poniedziałka szybko nabrała rozpędu. Zaczął występować na krakowskich scenach - w Teatrze Juliusza Słowackiego oraz w Teatrze Starym. W późniejszych latach grywał u znanych reżyserów - Moniki Strzępki, Krzysztofa Garbaczewskiego, Katarzyny Kalwat, a także u Grzegorza Jarzyny oraz Krystiana Lupy. Wcielał się w role, o których marzy każdy aktor, był wielokrotnie nagradzany.

Talent Poniedziałka dostrzegł też Krzysztof Warlikowski i aktor zaczął grywać w jego słynnych przedstawieniach w TR Warszawa, a potem w Teatrze Nowym. Po latach wyszło na jaw, że panowie stanowili duet nie tylko na gruncie zawodowym, ale i prywatnym. Ich związek daleki był jednak od ideału. Jacek Poniedziałek poznał Krzysztofa Warlikowskiego - trzy lata starszego od siebie reżysera - jako 24-letni student krakowskiej szkoły teatralnej. Młody student powoli oswajał się wówczas ze swoją seksualnością, tymczasem reżyser, choć w wywiadzie dla "The New York Times’a" wyznał, że jest gejem, miał żonę - scenografkę Małgorzatę Szczęśniak. Przez blisko 16 lat żyli w miłosnym trójkącie, ponoć Jacek Poniedziałek nawet pomieszkiwał przez jakiś czas u partnera i jego małżonki. Związek nie przetrwał jednak próby czasu - jak wyznał aktor, z jego winy, przez zdrady i kłamstwa, których się dopuszczał. Jednak żadna z jego późniejszych relacji stażem nie dorównała tej z Warlikowskim.

Po latach Jacek Poniedziałek wyznał, że życie w artystycznym środowisku, a także związane z zawodem i osobistymi problemami emocje, popchnęły go w szpony nałogu. "Sam wydawałem się sobie ciągle za mało doskonały. Odurzanie się było nie tylko sposobem odreagowania, ale także poradzenia sobie z napięciem. Napięciem, które występuje pomiędzy aspiracjami, karierą, a tym, jak postrzega się swój potencjał" - przyznał aktor w rozmowie na portalu YouTube na kanale Tomasza Sekielskiego. Dodał, że zmagał się z uzależnieniem nie tylko od alkoholu i narkotyków, ale i od seksu. Swoje doświadczenia Poniedziałek opisywał w dzienniku.

Później przeczytałem te stare zapiski i złapałem się za głowę, bo tam był ciągle kac, pijany, naj**any, naćpany, przećpany, po imprezie. Właściwie każdy zapis jest świadectwem upojenia. (...) Wiedziałem, że mam problem już od dawna. Że bardzo szybko się upijam, że pierwsze lampki wina wypijam duszkiem, żeby się od razu odciąć od napięcia, że urywał mi się film bardzo często. (...) Miałem kilka epizodów urwanego filmu tak totalnie, na parę godzin - wspominał Poniedziałek.

Być sobą

Jacek Poniedziałek zrozumiał, że ma problem. "Nie słaniałem się i nie padałem na ryj, tylko funkcjonowałem. (...) Nic złego się nie stało, ale mogło. To mnie przeraziło, że podczas tych epizodów, mogę zabić. Mogę siebie zabić. Mogę wpaść pod tramwaj, skoczyć z wysokiego piętra, może stać się wszystko. (...) Wtedy postanowiłem, że muszę z tym skończyć. Nie tylko dlatego, że czułem się coraz gorzej. Wszystko zawalałem. Miałem umawiane wywiady i nie przychodziłem do studia, bo po prostu byłem nieprzytomny" - przyznał aktor, który dziś jest już wolny od nałogu. Zapisał się na terapię, korzysta z pomocy specjalistów i udaje mu się żyć w trzeźwości.

Jacek Poniedziałek na swoim koncie ma nie tylko wiele ról teatralnych oraz filmowych, a także tłumaczenia dramatów i reżyserię spektakli. Ale rolą, dzięki której pokochało go szerokie grono odbiorców, był występ w serialu TVP "M jak miłość". W przystojnym aktorze kochała się niejedna fanka. On jednak w 2005 roku zdecydował się na odważny krok, który zdaniem wielu mógł zagrozić jego karierze - publicznie dokonał coming outu.

Mam już 40 lat. Nie będę się wygłupiał i bredził coś o idealnej kobiecie, której wciąż szukam. Jestem gejem i tyle - wyznał Jacek Poniedziałek w rozmowie z "Faktem".

Informacja odbiła się szerokim echem, ale wbrew obawom wielu, aktor nie stracił pracy w serialu. Z czasem jednak jego postać straciła na znaczeniu i przygoda z produkcją się zakończyła. Po latach aktor wyznał, że praca na planie "M jak Miłość" była okropnym doświadczeniem. Dziś Jacek Poniedziałek jest przez wielu uznawany za ikonę środowiska LGBTQ+. Aktor otwarcie mówi o swojej orientacji homoseksualnej i wspiera akcje, które mają pomóc społeczności w Polsce. Wziął m.in. udział w kampanii społecznej "Nie wstydź się", mającej na celu pomoc młodym ludziom z mniejszości seksualnych. W wywiadach artysta podkreśla, że po latach walki z demonami udało mu się osiągnąć równowagę. "Przestałem kopać się z koniem i ścigać ze wszystkimi w swojej głowie. Zacząłem coraz swobodniej i z większą tolerancją i przymrużeniem oka patrzeć na siebie i na swoje wady, których mam bez liku, jak każdy" - podsumował Jacek Poniedziałek w rozmowie z Markiem Sekielskim.

Więcej o: