Krytycy szczekają, Blanka Lipińska jedzie dalej. Drogim autem. "Ci ludzie nie mają świadomości, że dzięki nim zarabiam więcej"

Gdyby książki i filmy Blanki Lipińskiej przeczytały i obejrzały wyłącznie osoby, które publicznie i bez ironii określają się mianem fanów jej twórczości, wynik finansowy "365 dni" byłby zapewne dość mizerny. A jednak mimo gigantycznej krytyki autorka erotycznej sagi odnosi sukces za sukcesem.

Więcej podobnych artykułów przeczytasz na Gazeta.pl

Druga część filmu "365 dni" ukazała 27 kwietnia 2022 roku, nieco ponad dwa lata od premiery części pierwszej. "Ten dzień" ominął jednak sale kinowe i w odróżnieniu od poprzednika trafił bezpośrednio na Netfliksa. Nie tylko krytycy, lecz także widzowie nie zostawili na produkcji suchej nitki. Negatywne komentarze o kontynuacji erotyku można znaleźć w dowolnym miejscu w internecie, gdzie tylko pojawia się wzmianka o twórczości Blanki Lipińskiej. Sama zainteresowana wydaje się jednak niewzruszona i wychodzi z założenia, że nie ma czegoś takiego jak zła prasa. Niewykluczone, że to właśnie mocno ambiwalentny stosunek do zarzutów stawianych erotycznej sadze jest dziś zasługą triumfu Lipińskiej.

Zobacz wideo Blanka Lipińska o pracy na planie "365 dni"

Blanka Lipińska nie przejmuje się krytyką "365 dni"

Droga na szczyt Blanki Lipińskiej rozpoczęła się w 2018 roku. To wtedy na półki księgarni trafiły aż dwie z trzytomowej serii powieści o romansie Laury i Massimo. W rozmowie z "Vivą!" autorka opowiadała wówczas, że do napisania "365 dni" skłoniły ją niesatysfakcjonujące życie seksualne, niespełnione fantazje i nieudany związek. Trudno jednak nie zauważyć, że premiera "365 dni" nastąpiła zaledwie kilka miesięcy po tym, jak na ekrany kin trafiła ostatnia z filmowej części "Pięćdziesiąt twarzy Greya". Polskie powieści erotyczne wpasowały się więc idealnie w powstałą na rynku lukę i, podobnie jak "Grey", osiągnęły gigantyczny sukces. Decyzja o stworzeniu filmowej ekranizacji powieści Lipińskiej była więc formalnością.

Zamknięcie kin krótko po tym, jak pierwsza część "365 dni" trafiła na afisz, skłoniło Blankę Lipińską do udostępnienia filmu na Netfliksie, a o "polskiej odpowiedzi na Greya" usłyszał cały świat. Wraz z liczbą wyświetleń rosła też liczba negatywnych recenzji. Autorka wielokrotnie pytana o odczucia na temat wszechobecnej krytyki odpowiadała, że film zrobiła dla fanów. Na Instagramie przyznała także, że liczyłaby się ze zdaniem "ekspertów od erotyki", ale ci nie wypowiadają się na temat jej produkcji.

Z tego, co wiem, w Polsce nie mamy dobrobytu filmów erotycznych. W ogóle na świecie nie ma dobrobytu filmów erotycznych! Więc jak ktoś jest specjalistą od erotyki, to chciałabym wiedzieć, kto to, bo faktycznie zdanie takiego człowieka by się dla mnie liczyło. (...) Czymże, kimże są krytycy w odniesieniu do milionów fanów? - pytała retorycznie na InstaStories.

Nawet gdy "365 dni" doczekało się aż sześciu nominacji do Złotych Malin, antynagród przyznawanych najgorszym filmom na dzień przed galą Oscarów, Lipińska z rozbawieniem skomentowała, że jest zasmucona, iż jej dzieło dostało finalnie tylko jedną statuetkę.

Jest to duży sukces produkcji polskiej. Dostaliśmy Złotą Malinę za scenariusz. To prawie jakbym dostała za książki. Bardzo się cieszę, choć jestem troszeczkę rozczarowana. Ale tylko troszeczkę. Może to dlatego, że byliśmy jednym z faworytów i już czułam zapach zwycięstwa w tej głównej kategorii. Ale nic, powalczę o to za rok - mówiła w instagramowej relacji.

Niewykluczone, że autorka "365 dni" nie okaże się gołosłowna. "Ten dzień" zbiera podobne, o ile nie większe cięgi niż pierwsza część filmowej serii. Na pytania zmartwionych fanów, jak radzi sobie z hejtem, Lipińska wzrusza jedynie ramionami.

Słuchajcie, a co mi to robi złego? Póki nikt nie obraża ludzi, których kocham, to takie rzeczy spływają po mnie albo wręcz mnie bawią. A dodatkowo ci ludzie nie mają nawet świadomości, że dzięki nim zarabiam więcej - odpowiedziała na Instagramie.

Trudno powiedzieć, czy Blanka Lipińska wyrobiła sobie aż tak gruby pancerz, czy też kasowy sukces i popularność są po prostu tym, czego od początku oczekiwała. Obecnie bardziej niż autorka funkcjonuje w show-biznesie jako celebrytka, a nawet influencerka. Jej instagramowy profil obserwuje już niemal 900 tys. osób (dla porównania - Remigiusz Mróz ma dziesięć razy mniej obserwujących, a Katarzyna Bonda "skromne" 37 tys.). Autorka "365 dni" jest zresztą aktywna w tym medium społecznościowym o wiele bardziej niż wszystkie siostry Kardashian razem wzięte. Lipińska często przemawia na InstaStories do fanów, a w relacje z codziennego życia wplata reklamy przeróżnych produktów - od suplementów, przez sklepy z kosmetykami, po ubrania. I jak rasowa influencerka proponuje oczywiście zniżkę ze specjalnym kodem rabatowym.

Co więcej, media rozpisują się o prywatnym życiu autorki "365 dni" o wiele chętniej niż o jej artystycznych dokonaniach. Po wydaniu trzeciej książkowej części "365 dni" nazwisko Lipińskiej zniknęło zresztą z rynku wydawniczego, a wywiadzie u Wojewódzkiego z 2019 roku deklarowała nawet, że nic już raczej nie napisze. Za to związek z Baronem, który upubliczniła w 2020 roku, rozgrzał internet do czerwoności. Lipińska z pewnością miała świadomość, że tak dokładnie będzie. O tym, że są parą, poinformowała na Instagramie poprzez wrzucenie wspólnego zdjęcia z windy z podpisem "płoń, internecie". 

Jednocześnie Blanka Lipińska przykłada ogromną wagę do tego, aby nikt nie zapomniał, kto stoi za sukcesem "365 dni". Na Instagramie podkreśla, że nad każdą z ekranizacji bardzo dużo pracowała osobiście. Dobierała aktorów, sama ogłosiła, komu powierzyła role, była obecna też na planach filmowych. W pierwszej i drugiej części powierzyła niewielki epizod także sobie. Na konferencjach prasowych to właśnie Lipińska zdradza szczegóły dotyczące filmów. Z pewnością na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które znają nazwiska reżyserów "365 dni". A o Blance Lipińskiej słyszała cała Polska.

W 2021 roku "Wprost" zamieścił ją na liście najlepiej zarabiających polskich pisarzy. Oszacował, że na książkach i pierwszej ekranizacji zarobiła ponad 2,4 mln zł. O pieniądzach Blanka Lipińska mówi jednak niechętnie. Po premierze "365 dni: Ten dzień" w rozmowie z Pudelkiem zapowiedziała, że nie zamierza zdradzać zarobków.

Współpraca z Netfliksem przede wszystkim spowodowała, że jestem mądrzejsza. A to, ile pieniędzy zarobiłam, i tak się nikt nigdy nie dowie, nie zamierzam się tym chwalić. Mam nadzieję, że media nie będą mnie umieszczały w rankingach, bo później są tylko pytania o to, a ja nikomu do portfela ani w gacie nie zaglądam, i nie życzę sobie, że ktokolwiek robił to mnie - skomentowała.

Trzecia część "365 dni" jest już nakręcona, a jej premiera zaplanowana została na 2023 rok. Nawet gdy zainteresowanie trylogią o Laurze i Massimo wygaśnie, nazwisko Blanki Lipińskiej nieprędko zniknie z pierwszych stron gazet. Jak zapowiedziała w rozmowie z Pomponikiem, pracuje nad kolejnym filmem erotycznym inspirowanym historią jej związku z Baronem. Czy produkcja znów zostanie zmiażdżona przez krytyków? Niewykluczone. Czy okaże się kolejnym kasowym sukcesem? To nie ulega wątpliwości.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.