Partner Ewy Demarczyk zdradził, dlaczego unikała mediów. Paparazzi czatowali pod ich domem. "Raz zadzwonili, że coś się stało"

Ewa Demarczyk zakończyła swoją karierę w 1999 roku. Nie udzielała się też w życiu publicznym. Teraz, niemal rok od momentu jej śmierci, głos zabrał jej wieloletni partner.

Ewa Demarczyk zmarła 14 sierpnia 2020 roku. Artystka związana z "Piwnicą pod Baranami", znana z takich  hitów, jak "Takie masz oczy zielone", "Grande Valse Brillante" czy "Rebeka" na długo przed śmiercią unikała mediów - nie tylko nie pojawiała się na imprezach branżowych, nie udzielała wywiadów, ale też nie koncertowała. Fani ostatni raz na scenie mogli zobaczyć ją w 1999 roku, kiedy to wystąpiła w Teatrze Wielkim im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu. Teraz, jej wieloletni partner, Paweł Rynkiewicz w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" opowiedział, dlaczego wokalistka przez ostatnie 20 lat życia wolała unikać rozgłosu. 

Ewa DemarczykEwa Demarczyk nie miała męża ani dzieci. Na kilka tygodni przed ślubem zmarła. Kto odziedziczy jej majątek?

Ewa Demarczyk nie udzielała wywiadów

Ewa Demarczyk nigdy zbyt chętnie udzielała wywiadów, ale od 1999 roku niemal nie wypowiadała się publicznie. Zrobiła jedynie kilka wyjątków - zgodziła się porozmawiać z Edwardem Miszczakiem czy Niną Terentiew, którą bardzo szanowała. Niewiele osób rozumiało, dlaczego Demarczyk tak bardzo izoluje się od mediów. Dopiero teraz zdecydował się to wyjaśnić jej partner, Paweł Rynkiewicz.

Nie udzielała wywiadów, nie wyskakiwała z niebieskiego ekranu na śniadanie, nie pojawiała się w ustawianych sesjach z paparazzi. W wywiadzie z Edwardem Miszczakiem dla TVN wyraźnie powiedziała „nie jestem na sprzedaż”. Nigdy nie uczestniczyła w życiu publicznym, to jak się mogła z niego wycofać. Zawsze powtarzała: wszystko, co mam do powiedzenia, mówię ze sceny - powiedział w rozmowie z "Rzeczpospolitą". 

Decyzja Ewy Demarczyk o stronieniu od wywiadów dziwiła nie tylko polską prasę. Równie zaskoczeni byli dziennikarze zagraniczni. 

Przyjęła zasadę nieudzielania wywiadów i była w tym dość konsekwentna. Kiedyś wprawiła tym w niezłe osłupienie dziennikarzy francuskich, gdy Bruno Coquatrix, właściciel Olympii w Paryżu bez uzgodnienia zwołał konferencje prasową. Przyszła do sali i na wstępie przeprosiła wszystkich, wyjaśniając, że sama też została zaskoczona zaproszeniem, bo, jak wiadomo, nie udziela wywiadów. Wywołało to pewną konsternacje na sali i po chwili ciszy rozległy się brawa. Dziennikarze byli zachwyceni, takiego „numeru” jeszcze nie przeżyli.

Pogrzeb Ewy DemarczykPogrzeb Ewy Demarczyk. Na uroczystościach pojawił się Piotr Gliński

Ewa Demarczyk na celowniku paparazzi

Samoizolacja Demarczyk budziła takie zainteresowanie tabloidów, że pod domem artystki często pojawiali się paparazzi. Rynkiewicz wspomina, że Demarczyk została pewnego dnia przez nich oszukana. Paparazzi dopuścili się wszak obrzydliwego kłamstwa, tylko po to, żeby artystka wybiegła z domu, a oni mogli zrobić jej zdjęcia. 

Na celowniku mediów czuliśmy się od lat. Niejednokrotnie mieliśmy wrażenie, że to takie polowanie z nagonką. Ewa wspominała podczas wywiadu z Edwardem Miszczakiem, jak paparazzi obserwowali nasz dom i któregoś poranka kilkanaście minut po moim wyjściu Ewa otrzymała telefon. „Pani Ewo, pan Paweł przyjechał i coś się stało bo leży nieprzytomny przy samochodzie”. Kiedy przerażona wybiegła z mieszkania na podwórko, dopadła ją grupka paparazzich. Oczywiście mnie ani samochodu nie było - wspomina Rynkiewicz. 

Ewa Demarczyk nie pojawiała się na pogrzebach kolegów i koleżanek z branży. Nie było jej nawet na ceremonii pogrzebowej Zbigniewa Wodeckiego, z którym się przyjaźniła. 

Pojawienie się publiczne Ewy mogłoby spowodować niezręczną sytuację, niezdrową sensację. Nie chciała tego zrobić Zbyszkowi. W skupieniu obejrzała całą ceremonię w telewizji. Później zapaliła znicz na jego grobie i pożegnała się z nim w samotności, bez fleszy - czytamy w wywiadzie. 
Zobacz wideo Śmierć Ledgera łączono z rolą "Jokera". Jakubik po "Wołyniu" miał koszmary. Granie w tych filmach przypłacili zdrowiem

Rynkiewicz zdradził też, dlaczego Ewa Demarczyk nie koncertowała po 1999 roku. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy był fakt, że przychody z biletów nie pokrywały nawet kosztów wynajęcia sali teatralnej. 

Ewa nigdy nie godziła się na bilety, których cena przewyższałyby możliwości finansowe zwykłego człowieka, np. studenta. A w którymś momencie uznała, że nie daje już rady szarpać się z urzędniczą bezdusznością. Ostatecznie przegraliśmy nierówną walkę z nowymi zasadami ostrego biznesu - gorzko wyznał Rynkiewicz. 

Mężczyzna wyznał też, że to dzięki Ewie Demarczyk dziś żyje. Artystka zaopiekował się nim, kiedy lekarze nie dawali mu wielkich szans na przeżycie. 

Więcej o: