Lewandowska pokazała, że i ona ma gorsze dni. Szkoda, że zrobiła to w taki sposób

Lewandowska pokazuje, że intensywny tryb życia to jedno, ale ważne jest też zatrzymanie się na moment i skupienie na drobnych rytuałach. No i tu pojawia się problem, bo jeśli ktoś sądził, że zrobiła to, by po prostu podnieść na duchu obserwatorów, urealniając swoje życie, to mógł się zawieść. Na samym końcu długiego wpisu widzimy reklamę produktu trenerki, a to nie spodobało się części z jej fanów. I to mnie nie dziwi - pisze redaktorka Plotek.pl Zuzanna Kwasek.
Anna Lewandowska
Fot. Instagram/@annalewandowska

Anna Lewandowska postanowiła udowodnić, że jest "taka jak my", publikując wymowny post, w którym pokazuje, jak rzeczywiście wygląda jej codzienność. Jak stwierdziła, postanowiła "urealnić trochę nasz feed". Znana trenerka opublikowała serię zdjęć, na których jasno podkreśla, że nie zawsze wszystko idzie po jej myśli. Dowiadujemy się, że "nie zawsze ma tyle energii, co by chciała", mierzy się z PMS, zmęczeniem czy trudnościami ze zmianami stref czasowych. Szybko się jednak okazało, że szczery wpis Lewandowskiej to nie tylko pokazanie codziennych bolączek, ale i... reklama jej produktu. Ta forma marketingu do mnie jednak nie przemawia.

Zobacz wideo Lewandowska mogła liczyć na wsparcie Krupińskiej w kwestii przeprowadzki do USA? "Wywraca się życie dziewczynek do góry nogami"

Anna Lewandowska pokazała, że jest taka jak my, ale zareklamowała swoje produkty. W tym tkwi problem 

Można Annę Lewandowską lubić, można jej nie lubić, ale nie odmówicie jej tego, że potrafi rozwijać swoje biznesy, a jej marka osobista warta jest miliony. Na co dzień promuje zdrowe odżywianie i aktywny tryb życia, a wielu z jej obserwatorów widzi wyłącznie pozytywne aspekty jej życia. Trenerka postanowiła to zmienić, a forma zapowiadała się dobrze. Zobaczyliśmy drugą stronę medalu, a Lewandowska odsłoniła się przed fanami na Instagramie, nie ukrywając, że i jej przytrafiają się gorsze dni. Potem przechodzimy jednak do tego, że potrafi zwolnić i ma czas na odpoczynek, skupia się na odpowiednim odżywianiu, zaznaczając, że nie odmawia sobie przyjemności. Lewandowska pokazuje, że intensywny tryb życia to jedno, ale ważne jest też zatrzymanie się na moment i skupienie na drobnych rytuałach. No i tu pojawia się problem, bo jeśli ktoś sądził, że zrobiła to, by po prostu podnieść na duchu obserwatorów, urealniając swoje życie, to mógł się zawieść. 

Na samym końcu długiego wpisu widzimy reklamę produktu trenerki, a to nie spodobało się części z jej fanów. I to mnie nie dziwi. "Już myślałam, że ten post to tak po ludzku, o jakże różnej naszej codzienności, normalizujący fakt, że nie zawsze czujemy się tak samo, że chceMISIE czasem gdzieś uciekają itp. I cyk całość wrażenia psuje reklama na końcu..." - napisała jedna z internautek, a ja się całkowicie z nią zgadzam. Anna Lewandowska ma bowiem sposobność, by reklamować własne produkty w inny sposób, niż poprzez dające wytchnienie wpisy. To nie jest pokazanie, że jest taka jak my - to pokazanie, że potrzebujemy kolejnego suplementu, żeby pomógł nam się lepiej poczuć i wsparł nasze codzienne funkcjonowanie. 

Trenerka chciała się otworzyć i zaznaczyć, że i ona mierzy się z trudnościami - to byłoby świetne, jeśli kropką nad i nie byłby jej produkt. Nie wydaje mi się, że taka forma autopromocji jest odpowiednia, bo zawodzi i choć Lewandowska daje nam odczuć, że i ona ma życiowe bolączki, ostatnie ze zdjęć całkowicie zmienia perspektywę i sprawia, że tego postu nie da się odbierać tak, jakby chciała tego trenerka. To świetnie opakowana autopromocja, która mnie zawiodła - bo choć widzę problemy Lewej, to reklama całkowicie zmienia wydźwięk jej wpisu. A szkoda, bo wszystko wyglądało obiecująco. 

Anna Lewandowska promuje swoje produkty, pokazując, że też jest zmęczona. Nie tego od niej oczekuję

Zdaję sobie sprawę, że Lewandowska zarabia na Instagramie i dzięki milionowym zasięgom może promować własne produkty i dobrze wychodzić na tym finansowo. Nie mam nic przeciwko temu, bowiem rozumiem, jak ważne są dziś media społecznościowe dla celebrytów - pozwalają dotrzeć do wielu fanów. Uważam jednak, że jeśli trenerka chce pokazywać swoje prawdziwe oblicze i dodać otuchy innym kobietom, powinna robić to z wyczuciem, a nie stawiać wyłącznie na zysk. Choć wielu mogło nawet nie dotrzeć do końca jej wpisu, mimo wszystko jest to w mojej ocenie niesmaczne. Od Lewandowskiej nie oczekuję, że całkowicie wyzbędzie się reklam na profilu - oczekuję, że będzie potrafiła otwarcie opowiadać o tym, co ją spotyka na co dzień, nie wpychając pod nos swoim obserwatorom kolejnego produkty marki własnej. 

 
Więcej o: