Przetakiewicz drugi raz przeżyła śmierć Kulczyka. Teraz wspomina: To tak z wielką siłą do mnie dotarło

Joanna Przetakiewicz powróciła w nowym wywiadzie do tematu śmierci Jana Kulczyka. Gwiazda opowiedziała o historii, w której tragedia powróciła do niej niespodziewanie po dłuższym czasie.
Joanna Przetakiewicz i Jan Kulczyk
Fot. KAPiF

Joanna Przetakiewicz i Jan Kulczyk tworzyli przed laty jedną z najpopularniejszych par show-biznesu. Projektantka oraz jeden z najbogatszych Polaków byli związani przez dekadę, aż do rozstania w 2013 roku. Para utrzymywała jednak i później dobre relacje. Z tego też powodu po śmierci Kulczyka w 2015 roku, Przetakiewicz nie kryła szoku oraz smutku. W nowym wywiadzie powróciła do tego tematu.

Zobacz wideo Gdzie byłaby Joanna Przetakiewicz, gdyby nie związek z Janem Kulczykiem? "To była wielka miłość"

Joanna Przetakiewicz wspomina śmierć Jana Kulczyka. Szokujące, co wydarzyło się kilka miesięcy później

- Są pewne etapy w życiu, które nagle się kończą. I ty na początku czujesz, że no trudno, ale dopiero dociera to potem do ciebie z takim bardzo opóźnionym zapłonem - wyznała Przetakiewicz w niedawnej rozmowie z Ewą Chodakowską w programie "Ocal siebie" na kanale magazynu "Viva!". Gwiazda opowiedziała dalej poruszającą historię. - Pamiętam taki moment, kiedy siedziałam z Zahą Hadid w Londynie i rozmawiałyśmy właśnie o tym, jak bardzo trzeba o siebie dbać, jak trzeba się badać. Zaha również przyjaźniła się z Janem, mówiła, że straszne jest to, co się stało, bo prawdopodobnie coś było niedopatrzone (...). To było jakieś dwa miesiące po śmierci Jana - skomentowała w wywiadzie, mówiąc o spotkaniu ze słynną brytyjską architektką. 

- I pamiętam taki moment, że wsiadam do samolotu, przeglądam social media, bo zaraz wyłączę telefon i nagle mi się pojawia we wszystkich mediach: "Zaha Hadid nie żyje. Zmarła w szpitalu w Miami". Do którego miała zaufanie, jeździła cały czas, gdzie się regularnie badała. Ja tak patrzę w ten telefon i dopiero wtedy z opóźnionym zapłonem to mnie wszystko uderzyło. Tak dotarło do mnie, że czasami jest tak, że mamy swoją drogę, która jest gdzieś naznaczona i gdzieś jest jej koniec, i tak się nagle bezwzględnie kończy - dodała Przetakiewicz. Przypomnijmy, że Kulczyk zmarł w lipcu 2015 roku, a Zaha Hadid w marcu 2016 roku.

"Wtedy to tak z wielką siłą do mnie dotarło". Tak Joanna Przetakiewicz mówiła o odejściu bliskich

- Mnie się wydawało, że ja jestem pogodzona z tym. Wtedy po raz drugi zobaczyłam, że coś się skończyło, jakiś etap, który mnie zszokował. Jest to nieodwracalne. I zobaczyłam, Boże, jak bardzo trzeba cieszyć się życiem i doceniać swoją obecność, dopóki ona trwa - kontynuowała w wywiadzie gwiazda, mówiąc o emocjach, które nią wtedy targały. 

- Ja pamiętam ten moment, ja się tak strasznie rozpłakałam w tym samolocie, pierwszy raz od wielu miesięcy czy lat. I poczułam taką straszną pustkę, że coś się skończyło. Tak nieodwracalnie i nic się na to nie poradzi. Ja tak strasznie zaczęłam płakać, bo do mnie dotarło to, jak bardzo bezwzględna jest śmierć. Jak bezwzględny jest moment, kiedy ci takiej osoby zabraknie, a nie zdążyłaś jej na przykład powiedzieć czegoś ważnego. Wtedy to tak z wielką siłą do mnie dotarło, że czasami nie doceniamy tego czasu, który mamy dany razem - podsumowała Przetakiewicz.

Więcej o: