"Tutaj jest piosenka, proszę ją zaśpiewać". Po latach Rena Rolska dowiedziała się, kto napisał jej największy przebój

W latach 60. i 70. była gwiazdą polskiej muzyki. Nagrała tak wiele piosenek, że sama nie była w stanie ich zliczyć. Jej przeboje, takie jak "Złoty pierścionek", "Piosenka prawdę ci powie" czy "Widzisz Mała" nuciła cała Polska. Ale tuż po stanie wojennym, choć jej kariera miała się świetnie, Rena Rolska zniknęła ze sceny.

Nauczyciele śpiewu widzieli ją w klasycznym repertuarze, ale ona wolała muzykę lekką i przyjemną. Dlatego, aby obniżyć głos, Rena Rolska uciekła się do podstępu. Jako wykonawczyni muzyki rozrywkowej zdobyła status gwiazdy, koncertowała w Polsce i ZSRR. Polacy pokochali jej wpadające w ucho piosenki, które królowały na listach przebojów. Ale ani fani nucący niekwestionowany hit "Nie oczekuję dziś nikogo", ani jego wykonawczyni przez lata nie wiedzieli, kto za nim stoi. Zagadkę udało się rozwiązać dopiero po latach.

Niedoszła diwa

Regina Rollinger, jak brzmiało panieńskie imię i nazwisko piosenkarki, przyszła na świat 19 stycznia 1932 roku w Warszawie. Od dziecka nie lubiła swojego imienia, dlatego nazywano ją Reną. Dziewczynka zamiłowanie do muzyki odziedziczyła po matce, nieustannie podśpiewującej przedwojenne szlagiery — m.in. piosenki Hanki Ordonówny. Kiedy kobieta zorientowała się, że jej córka ma świetny słuch, zaczęła ją wysyłać na lekcje gry na fortepianie. Nie zrezygnowała z nich nawet w czasie wojny, gdy ojciec Reny walczył na froncie a następnie przebywał w offlagu.

Mama imała się różnych prac. Mimo trudnej sytuacji pilnowała mojej nauki gry na fortepianie. Chodziłam na prywatne lekcje — wspominała Rolska w jednym z wywiadów.

Rena Rolska w 1961 rokuRena Rolska w 1961 roku Andrzej Wiernicki / Forum / Andrzej Wiernicki / Forum

Rena Rolska po maturze chciała studiować romanistykę. Ale ponieważ pochodziła z rodziny inteligenckiej, nie otrzymała wystarczającej liczby punktów "za pochodzenie" — ówczesne władze faworyzowały kandydatów z rodzin chłopskich lub robotniczych. Pomoc przyszła, kiedy Rena wraz z ojcem wybrała się na wycieczkę w Sudety. Poznany wówczas wykładowca Akademii Muzycznej, Wacław Filipowicz, zachwycił się głosem Reny, który określił jako mezzosopran. Uważał, że młoda kobieta ma predyspozycje, by stać się operową diwą. Filipowicz zgodził się udzielać Renie lekcji. Wkrótce potem Rolska zaczęła śpiewać w chórze Polskiego Radia, ale nie czuła się dobrze w klasycznym repertuarze. Wolała muzykę lekką, przyjemną, łatwo wpadającą w ucho. Dlatego postanowiła obniżyć swój głos, by przestał pasować do klasycznych kompozycji. W tym celu po kryjomu paliła hurtowe ilości papierosów.

Tajemniczy przebój

W 1955 roku Rena Rolska debiutowała  w koncercie estradowym w Hali Gwardii w Warszawie jako solistka Orkiestry Tanecznej Polskiego Radia pod dyrekcją Jana Cajmera. Ale jak wspominała w magazynie "Wysokie Obcasy" jej początki w Orkiestrze Polskiego Radia nie były łatwe.

W radiu gwiazdami były wtedy Marta Mirska i Regina Bielska, więc śpiewałam piosenki napisane dla nich — mówiła artystka i dodawała, że mimo to dość szybko zaczęło jej się układać.

Dzięki występom w kabarecie Rolska zyskiwała coraz większą rzeszę fanów.

Na początku lat 60. zaczęłam występować w audycji "Podwieczorek przy mikrofonie". Miałam tam scenkę "Rolska do tablicy" o niesfornej uczennicy. Wykorzystałam umiejętność mówienia głosem dziewczynki. Musiałam sobie sprawić fartuszek z białym kołnierzykiem, zawiązywałam na głowie wielką białą kokardę, no i wygłupiałam się. Zwykle miałam straszliwą tremę przed wyjściem na scenę, a tu szłam uskrzydlona. Uwielbiałam to robić. Czułam się tą uczennicą — wspominała w jednym z wywiadów.

Rena Rolska, Zbigniew Cybulski w filmie 'Sam pośród miasta'Rena Rolska, Zbigniew Cybulski w filmie 'Sam pośród miasta' archiwum Filmu / Forum / archiwum Filmu / Forum

Pierwszy wielki sukces Reny przyszedł niespodziewanie pod koniec lat 50-tych. Pewnego dnia Władysław Szpilman wezwał artystkę do siebie. Rolska była przerażona, bo Szpilmana uważano wówczas za króla Polskiego Radia. Obawiała się więc, że dostanie reprymendę lub nawet straci pracę. Stało się jednak inaczej. Szef co prawda powitał ją chłodno, ale potem wręczył jej kartkę i powiedział:

Tutaj jest piosenka "Nie oczekuję dziś nikogo", proszę ją zaśpiewać. Wszystko jest już ustalone, zostaje kwestia ustalenia tonacji.

Rolska wykonała zadanie. Zdziwił ją trochę fakt, że autor nie był podpisany nazwiskiem, a pseudonimem Derwit, pochodzącym z dramatu Juliusza Słowackiego. Utwór jednak jej się spodobał, więc nie dociekała autorstwa. W ciągu kilku dni nagrała piosenkę w studio Polskiego Radia. W książce Emilii Padoł "Piosenkarki PRL-u" powiedziała:

Byłam tym szalenie zdziwiona. Nie często tak szybko realizowało się nagrania.

Piosenka "Nie oczekuję dziś nikogo" szybko stała się prawdziwym hitem i zwyciężyła w plebiscycie "Piosenka miesiąca". W miarę, jak wspinała się na szczyt listy przebojów, Rolską coraz bardziej nurtowało, jak brzmi nazwisko prawdziwego autora. Próbowała pytać kolegów z radia, ale wszyscy nabrali wody w usta. W pewnym momencie Rolska zorientowała się, że część z nich zna prawdę, ale nie chce jej wyjawić. Rosnąca popularność sprawiła, że zaczęto ją zapraszać na występy nie tylko w całej Polsce, ale i za granicą. Wkrótce wyjechała na tournee po ZSRR, podczas którego odwiedziła m.in. Moskwę i Mongolię.

Wożono nas po stepach, często graliśmy na klepisku. Potem pojechałam do Moskwy z zespołem Nataszy Zylskiej i Janusza Gniatkowskiego. Mieszkaliśmy w hotelu w stylu naszego Pałacu Kultury — wspominała artystka w "Wysokich Obcasach".

Prawda na temat przeboju wyszła na jaw po latach za sprawą znajomego Rolskiej, Tadeusza Woźniakowskiego. Pewnego dnia polecił Renie, by wybrała się do filharmonii. Zaciekawiona artystka zapytała, jaki ciekawy koncert jest obecnie w repertuarze.

Nie musisz iść dalej niż do foyer. Tam zobaczysz wielkie plakaty, bo jest jakaś rocznica związana z Witoldem Lutosławskim. I ty jesteś, i twoja piosenka - "Nie oczekuję dziś nikogo!" — wspominała piosenkarka.

I dodawała, że prawie zemdlała, gdy usłyszała, jak wybitna postać napisała dla niej piosenkę. Mówiła, że nigdy nawet nie przypuszczała, iż dostąpi takiego zaszczytu.

Rena Rolska na festiwalu w Opolu w 1969 rokuRena Rolska na festiwalu w Opolu w 1969 roku Jerzy Michalski / RSW / Forum / Jerzy Michalski / RSW / Forum

Pożegnanie ze sceną

Sukces w życiu Reny Rolskiej szedł w parze z pomyślnością w miłości. Aktorka wspominała, że kiedy była jeszcze w liceum, wróżka wywróżyła jej dwóch mężów — pierwszego w białym kitlu i drugiego, artystę. Miała rację, bo pierwszym mężem Rolskiej był lekarz. Związek nie przetrwał próby czasu, ponieważ mężczyzna był zazdrosny o karierę żony. Ale w 1961 roku Rena Rolska podczas Konkursu Piosenki Polskiej wykonywała utwór "Piosenka prawdę ci powie". Reżyserujący festiwal Marian Jonkajtys był tak oczarowany, że natychmiast zakochał się w artystce. Para wzięła ślub i przez 43 lata była zgodnym, szczęśliwym małżeństwem. Wróżka pomyliła się w jednym — powiedziała Rolskiej, że będzie miała dwoje dzieci, tymczasem artystka przez dziesięć lat nie mogła zajść w ciążę. Kiedy więc na świecie pojawił się syn Grzegorz, Rolska i jej mąż nie widzieli poza nim świata.

Gdy syn przyszedł na świat, zawiesiłam wyjazdy i koncerty. Jednak zrezygnowałam ze śpiewania dopiero po stanie wojennym – powiedziała Rolska w "Życiu na gorąco".

Po pewnym czasie wróciła na scenę. Jej ostatni recital fani mogli zobaczyć w 1981 roku. Potem artystka na własne życzenie zakończyła karierę.

W latach 80-tych można było zaobserwować rozpychanie się łokciami. Przyszli na estradę ludzie, którzy mi nie odpowiadali. Dlatego się wycofałam. Pamiętam, jak 13 grudnia wprowadzono stan wojenny, a już 9 stycznia następnego roku dostałam propozycję koncertu. Oczywiście odmówiłam. Od tamtej pory ani razu nie zaśpiewałam publicznie — tak w jednym z wywiadów wyjaśniała swoją decyzję.

Na zakończenie kariery artystycznej zdecydował się również mąż Reny. Małżeństwo skupiło się na życiu rodzinnym i wychowywaniu dziesięcioletniego syna, który, jak mówiła piosenkarka, był ich największym szczęściem. Para zajęła się metaloplastyką i inkrustacją w drewnie.

Jeden pokój w mieszkaniu zamieniliśmy na pracownię. Gotowe obrazki dostarczaliśmy do Cepelii i tak się utrzymywaliśmy. Mąż miał mniej zajęć i zagłębił się w swoje dzieciństwo. Spędził sześć lat na Syberii wywieziony w 1940 roku z matką i czworgiem rodzeństwa. Zaczął pisać wspomnienia wierszem. Wydał kilka książek. Ja stworzyłam dom i warunki do tego, żeby mógł pisać — wspominała w "Wysokich Obcasach".

Rena Rolska w 2009 rokuRena Rolska w 2009 roku AKPA

Rodzinna sielanka skończyła się w 2004 roku, gdy Marian Jonkajtys zmarł. Artystka bardzo to przeżyła, mówiono, że otarła się o depresję. Uratowała ją praca. By nie pogrążać się w żalu po stracie, Rolska zajęła się sprawami kolegów — artystów z ZASP-u. Dostała propozycję objęcia funkcji przewodniczącej Warszawskiego Koła Artystów Estrady, którą sprawowała do 2010 roku. Rzadko wspomina męża, prawdopodobnie dlatego, że jego śmierć wciąż jest niezabliźnioną raną. W jednym z wywiadów zdradziła, że kiedy słyszy w radiu słowa swojej piosenki: "Dobrze wiem, że dłonie moje już nie odkryją rąk twych drżenia i każdy zmierzch tu znajdzie mnie, tu wyraźniejsze są wspomnienia" — nie może się oprzeć wrażeniu, że ten utwór jest o niej. W wywiadzie dla Radia Pogoda powiedziała, że myślała, by wrócić do śpiewania bardziej hobbystycznie, ale jej plany pokrzyżowały problemy ze strunami głosowymi. Dlatego Rena Rolska żyje spokojnie, wyczekując na telefony i wizyty syna, który został filmowcem i mieszka w San Francisco. Artystka jest z niego bardzo dumna. A on zapewne dumny jest z mamy, która za swoje zasługi w 1979 roku została nagrodzona Złotym Krzyżem Zasługi, a w roku 2015 srebrnym medalem zasłużonych kulturze Gloria Artis.