Mateusz Morawiecki na komisji śledczej w pozycji "twardego brzuszka". Ekspert: Tekst był wyuczony

16 maja przed komisją śledczą w sprawie wyborów kopertów zrobiło się gorąco - na ten dzień zaplanowano przesłuchanie Mateusza Morawieckiego. O analizę jego wystąpienia poprosiliśmy Maurycego Seweryna, który specjalizuje się w przygotowaniach do wystąpień publicznych i odczytuje mowę ciała.

W czwartek odbyło się kolejne przesłuchanie na komisji ds. wyborów kopertowych. Tego dnia stawił się przed nią Mateusz Morawiecki w związku z decyzjami, które podjął w kwietniu 2020 roku. Były premier wydał Poczcie Polskiej rozporządzenie, które doprowadziło do rozpoczęcia przygotowań do przeprowadzenia wyborów prezydenckich w trybie korespondencyjnym. Ostatecznie głosowanie kopertowe nie doszło do skutku. - Premier Morawiecki, który wydał decyzję bez podstawy prawnej, jak orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny, nie miał prawa, aby odbierać kompetencje PKW i przenosić je na Pocztę Polską - mówił przewodniczący komisji Dariusz Joński.

Zobacz wideo Zdenerwował się

Ekspert od mowy ciała ocenił zachowanie Mateusza Morawieckiego na komisji śledczej

Jak Mateusz Morawiecki wypadł przed komisją śledczą? O analizę poprosiliśmy Maurycego Seweryna, który specjalizuje się w przygotowaniach do wystąpień publicznych i odczytuje mowę ciała. Jak zauważył, były premier od początku chciał okazać spokój i opanowanie. - Przez pierwsze minuty przyjął konkretną pozycję - tzw. "twardego brzuszka", z lekkim pochyleniem ciała do przodu i gestem oznaczającym opanowanie - sa to splecione lekko dłonie - mówi nam ekspert. Podkreślił jednak, że prawdziwe emocje polityka zdradzały drobiazgi.

Pierwszą rzeczą jest zaciskanie, aż do zbielenia skóry, dłoni. Był to sygnał oznaczający mocny stres

- tłumaczy Maurycy Seweryn. Zwrócił także uwagę, że Morawiecki często stosował sygnały pokazujące wyreżyserowane nastawienie. - To gesty serdeczności, opanowania i otwartości, czyli rozłożone ręce. To pojawiało się w momencie, kiedy premier czuł się przygotowany. Wówczas można było zaobserwować, że jego gestykulacja poprawia się  - dodaje. Inaczej wyglądało to w momencie kiedy były premier nie czuł się komfortowo, był rugany przez członków komisji, nie miał informacji lub unikał odpowiedzi.

Przyjmował gest, który nazywa się "gestem kontroli". Oznacza, że nie chcemy zdradzić pewnych emocji albo pewnych informacji. U niego polegał na tym, że prawą ręką chwytał lewy nadgarstek - to typowe zachowanie u mężczyzn

- tłumaczy Seweryn.

Mateusza Morawieckiego zdradził też sposób mówienia

Nie tylko gesty sugerowały zdaniem eksperta, jak na komisji śledczej czuł się Mateusz Morawiecki. - Jego wyćwiczone opanowanie, również wyćwiczone teksty, były najczęściej wyrażane w beznamiętny, informacyjny sposób. Intonacja była wówczas zerowa. Gdy miał momenty zawahania i starał się być bardzo ostrożny, było zwalnianie wypowiedzi oraz stosowanie wypełniaczy - wylicza ekspert.

Podczas wystąpień publicznych wypełniacze są sygnałem stresu, ale w komunikacji międzyludzkiej - a tutaj mamy sytuację mieszaną, wystąpienie z komunikacją z członkami komisji - wówczas wypełniacze sygnalizują kłamstwo

- dodaje. Maurycy Seweryn podkreśla także, że były premier był bardzo dobrze przygotowany do odpowiedzi na pytania. - Tekst był wyuczony, przygotowany przez doradców. Odpowiedz automatycznie była w ciągu jednej sekundy - zaznacza. Ekspert od mowy ciała zwrócił także uwagę, że polityk reagował w konkretny sposób na pytania członków komisji, których nie traktował jak partnerów. - Wówczas zaciskał mocno dłonie, tworząc gest pięści. Sygnalizuje to złość lub agresję. w tym przypadku była to złość, której nie kontrolował - podsumowuje specjalista. 

Oglądasz posiedzenia komisji śledczych?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.