Książę Harry wrócił do Wielkiej Brytanii na pogrzeb księcia Filipa! Został zauważony na lotnisku

Książę Harry przyleciał na pogrzeb księcia Filipa. Został zauważony na lotnisku w Londynie. To jego pierwsza wizyta w Wielkiej Brytanii od czasu rezygnacji z królewskich obowiązków.

O złym stanie zdrowia księcia Filipa mówiło się od połowy lutego, kiedy 99-letni mąż królowej Elżbiety trafił do szpitala, w którym po kilkunastu dniach przeszedł operację serca. W połowie marca opuścił oddział i wrócił do domu. Niespełna miesiąc później, 9 kwietnia, świat obiegła informacja o jego śmierci. Pogrzeb odbędzie się w nadchodzącą sobotę, 17 kwietnia. Harry już pojawił się w Wielkiej Brytanii.

Królowa Elżbieta II i książę FilipKrólowa Elżbieta żegna księcia Filipa. "Był moją siłą"

Książę Harry przyleciał na pogrzeb księcia Filipa

Po odejściu księcia Filipa niemal od razu zrodziła się masa spekulacji i przypuszczeń. Wiele z nich dotyczyło pogrzebu i tego, czy wezmą w nim udział Meghan Markle i książę Harry, którzy ponad rok temu zrezygnowali z praw i obowiązków należących do członków brytyjskiej rodziny królewskiej. Kilka dni temu okazało się, że Harry przyleci na pogrzeb dziadka, jednak nie będzie mu towarzyszyć ciężarna żona. Ponoć lekarz zalecił jej, by nie podróżowała ze Stanów Zjednoczonych do Wielkiej Brytanii.

Harry przyleciał sam i został zauważony na lotnisku. Jak podaje Daily Mail, książę w sobotę w nocy opuścił dom w Santa Barbara i czarnym samochodem Cadillac Escalade udał się na lotnisko w Los Angeles. Po dziesięciu godzinach podróży, około godziny 13:00, wylądował na lotnisku Heathrow w Londynie. Na miejscu powitała go ochrona i zabrała do czarnego Range Rovera, po czym wszyscy pojechali do Pałacu Kensington.

Książę Harry musi poddać się kwarantannie, którą będzie mógł opuścić po pięciu, a nie po dziesięciu dniach, jeśli dostarczy negatywny wynik testu na koronawirusa.

Pogrzeb księcia Filipa odbędzie się w sobotę 17 kwietnia o godzinie 15:00. O szczegółach pochówku męża królowej Elżbiety II przeczytacie TUTAJ.