Joanna Kurska nie ma dobrej opinii o ostatniej szefowej "Pytania na śniadanie". Mowa o Kindze Dobrzyńskiej, która od jakiegoś czasu przebywa na L4 i ponoć po jego zakończeniu, ma nie wrócić już do wcześniej piastowanego stanowiska. Jeszcze niedawno zawzięcie broniła obecnej ekipy pasma porannego, krytykując zarazem starą załogę. "Widocznie poziom dzisiejszego "Pytania na śniadanie" jest za trudny. Nie ma durnych tancerek i nadętych chłopczyków przekonanych, że istnieje cud narodzin, i trzeba udawać kogoś kim się nie jest" - pisała na Facebooku, wbijając szpilę Idzie Nowakowskiej oraz Tomaszowi Kammelowi. Żona byłego prezesa TVP - Jacka Kurskiego - przez jakiś czas również odpowiadała za poranny program Dwójki, więc przypomniała w nowym wywiadzie, że swego czasu produkcja biła rekordy popularności i zostawiała konkurencję w tyle. Tymczasem po zwolnieniu na początku roku wszystkich prowadzących i zatrudnieniu nowej gwardii, wyniki telewizji śniadaniowej, pozostawiają wiele do życzenia. - "Pytanie..." już się raczej nie podniesie z tej zapaści. Rynek telewizyjny jest teraz bardzo trudny, do tego dochodzi odejście widzów do Internetu. Bezmyślna strata widowni jest zbrodnią - oceniła dla Świata Gwiazd Joanna Kurska i zdradziła, co sądzi o Dobrzyńskiej.
Joanna Kurska ma w zwyczaju nie gryźć się w język w sprawach, które są dla niej ważne. Zatrudnienie Kingi Dobrzyńskiej do ekipy "Pytania na śniadanie" na kierownicze stanowisko nazywa wprost błędem. - Powierzenie funkcji szefa "Pytania na śniadanie" komuś takiemu, bez żadnych dokonań, bez charyzmy, było narażeniem programu na porażkę. Dla każdego, kto zna się na telewizji, to oczywiste - uważa Kurska i prorokuje przyszłość dotychczasowej szefowej programu. Nie ma dla niej dobrych wieści. - "Pytanie na śniadanie" było najchętniej oglądanym programem śniadaniowym. Zniszczenie takiego rozpędzonego giganta nie powinno zostać wybaczone, nie wiem, czy ktoś tę nieszczęsną kobietę może jeszcze zatrudnić w branży. Gdy zostałam szefową "PnŚ", oglądalność z każdym miesiącem rosła i to wbrew odpływowi od telewizji linearnej - podsumowała.
Podobnego zdania o Kindze Dobrzyńskiej, co Joanna Kurska, jest Tomasz Kammel. - Po tym, co zrobiła, trochę sobie nie wyobrażam, jak ona sobie będzie dalej radzić na rynku (...). Ja mogę jej nie lubić za to, co zrobiła, mieć wielki żal za to, że zniszczyła coś naprawdę pięknego (...). Sama się z tym porwała jak z motyką na słońce i zapłaciła najgorszą możliwą cenę, bo jest skończona jako ktoś taki, komu miałoby się powierzyć kolejny program - podsumował kilka dni temu Tomasz Kammel w Kanale Zero.