TVP stawia na prostotę, TVN na kontrowersje. Kto ma lepszy przepis na program randkowy?

Programy randkowe cieszą się sporą popularnością wśród widzów, a stacje telewizyjne chętnie emitują kolejne formaty, w których uczestnicy szukają drugiej połówki. Gołym okiem można jednak dostrzec, że nadawcy są nastawieni na innego widza - jedni oczekują kontrowersji, drudzy dozy realizmu.
TVP stawia na prostotę, TVN na kontrowersje. Kto ma lepszy przepis na program randkowy?
Fot. 'Rolnik szuka żony'/TVP, 'Hotel Paradise'/TVN

Programy randkowe stały się nieodłączną częścią telewizyjnych ramówek. Mamy na rynku kilka ugruntowanych już tytułów, które co rusz wracają na antenę. Doskonałym przykładem jest tu "Rolnik szuka żony", którego 13. sezon oglądamy właśnie na antenie TVP. Nie sposób nie wspomnieć o "Ślubie od pierwszego wejrzenia" czy "Hotelu Paradise", które pojawiają się na TVN-ie. Stacje cały czas poszukują interesujących formatów, które na dłużej przyciągną widzów - dlatego Polsat zapowiedział emisję nowego formatu, "Wielka Miłość w Małym Mieście". Warto przyjrzeć się jednak temu, w jaki sposób stacje decydują się kreować randkowe programy, a znacząco się to różni. Nietrudno bowiem zauważyć, że TVP stawia na klasyczny tor toczenia się relacji, gdy pozostałe telewizje raczej bawią się formatami, bazując na emocjach i kontrowersji. 

Zobacz wideo Manowska ma gwiazdorski kontrakt w TVP? "Może to ryzykowna teza."

W "Rolnik szuka żony" jest typowo po polsku. A tego najwyraźniej oczekują widzowie TVP

"Rolnik szuka żony" zadebiutował na antenie TVP w 2014 roku i szybko wzbudził zainteresowanie. Widzowie z zapartym tchem śledzili perypetie uczestników, a producenci zauważyli, że to istna żyła złota. Nie dziwi więc, że przez ostatnie 12 lat doczekaliśmy się aż 13. edycji randkowego show. Zasady są proste - najpierw mamy przedstawienie kandydatów, później dostają oni listy i z nich wybierają osoby, z którymi chcą się poznać. To schemat, który na kontrowersji nie bazuje, dlatego jest stosunkowo bezpieczny. Widzowie nie mogą jednak narzekać na brak emocji, gdyż relacje międzyludzkie same w sobie są fascynujące i wiele reżyserii tu nie potrzeba. 

Widać, że TVP stawia na zachowawcze produkcje, w których nie ma fajerwerków, ale są za to rozterki - a one niewątpliwie przyciągają i tworzą odpowiednią otoczkę, która zatrzymuje widzów na dłużej. Nie można tu mówić o braku kontrowersji - gdyż jeśli mamy czynnik ludzki, to one pojawiać się będą zawsze. Produkcja jednak stara się o to, by całość nie wybrzmiewała obscenicznie, a raczej nadaje tworzonym relacjom realizmu. TVP może mówić jednak o sukcesie, gdyż program połączył wiele par, których losem do dziś interesują się widzowie - chociażby Anna i Grzegorz Bardowscy, Marta Paszkin i Paweł Bodzianny czy Małgorzata i Paweł Borysewiczowie. 

"Ślub od pierwszego wejrzenia" czy "Hotel Paradise" to inna para kaloszy. Tu o spokoju mowy nie ma 

Jeśli spojrzymy na propozycje, jakie serwuje nam konkurencja, możemy zauważyć, że mowa tu o czymś zupełnie innym. "Ślub od pierwszego wejrzenia" bazuje bowiem na eksperymencie i już na wstępie uczestnicy biorą śluby, co już samo w sobie jest kontrowersją. Następnie śledzimy ich losy, a ta część bywa bardziej urealnioną częścią programu. Nie ma jednak mowy o tym samym przebiegu zdarzeń, co w przypadku "Rolnika". W tym przypadku uczestnicy nie tylko zakańczają relację, ale muszą jeszcze ją formalnie rozwiązać. Show nie przyniosło aż tylu szczęśliwych małżeństw, jakby można było się spodziewać - pary dobierane są na podstawie analizy psychologicznej. W tym przypadku widoczne jest, że program zaczynamy od kontrowersji, by później stopniowo skupiać się na emocjonalności uczestników. 

Warto też przyjrzeć się "Hotelowi Paradise", który choć nie jest typowym programem randkowym, polega na tworzeniu relacji z drugą osobą, by móc wygrać program. Ostatecznie mamy przykłady kilku par, które po udziale w show zdecydowało się na wspólne kroczenie przez życie - chociażby Anna Matyasek i Ivan Yevtushenko czy Dominika Bereś i Kuba Mroczek. W tym przypadku mówimy jednak o show, który opiera się na rywalizacji, a uczestnicy są młodzi i często chcą korzystać z życia. Widzów przyciągają kłótnie, rywalizacja i wpadki, a nie rzeczywiste relacje międzyludzkie - ale to dziwić nie może, bo takie jest założenie programu. TVN stawia na kontrowersje, dzięki którym na dłużej zatrzyma widza, a ten chętniej zaangażuje się w oglądane produkcje. 

Polsat szuka swojej drogi. "Love Island: Wyspa miłości" była sukcesem, ale dziś na próżno jej szukać w ramówce stacji 

Ostatni raz "Love Island: Wyspa miłości" gościło na antenie TV4, kanału należącego do Grupy Polsat, w 2024 roku. Był to program podobny do "Hotelu Paradise", w którym śledziliśmy losy singielek i singli, którzy łączyli się w pary i wykonywali zadania. Format również opierał się na emocjonalności i kontrowersjach, których nie brakowało. Polsat lubił eksperymentować, dlatego na antenie pojawił się w program "Moja Mama i Twój Tata", który prowadzony był przez Katarzynę Cichopek. Tu mowa była o poznawaniu się przez rodziców dzieci, które obserwowały to zza kulis. Format miał zapewniać emocje i zaskakiwać, dzięki decyzjom pociech singli, ale ostatecznie był klapą - drugi sezon już nie powstał. Tu nie ma co się dziwić, bo na dłuższą metę format mógł znudzić i o wielkiej rozrywce mowy nie było.

Polsat postanowił sięgnąć po show, które przed laty zrobiło furorę - "Randka w ciemno". W latach 90. XX wieku program bił rekordy popularności, ale w 2025 roku na próżno było szukać sukcesu. Mimo że potencjał z pewnością ów format ma, gdyż opiera się na pytaniach i odpowiedziach - bez widzenia się, to stacja popełniła zasadniczy błąd - zapraszane były osoby, które już wcześniej widzowie mogli widzieć na ekranach. To ujmowało programowi realizmu, a przecież tego od "Randki w ciemno" oczekują odbiorcy - bo to poznali przed laty. 

Stacja się jednak nie poddaje i już niedługo, gdyż wiosną 2027 roku, na antenie zadebiutuje "Wielka Miłość w Małym Mieście". Tu Polsat nie postawił na kontrowersje, a ludzkie emocje. "Program połączy ludzi, którzy są gotowi otworzyć się na nową znajomość i dać sobie szansę na stworzenie prawdziwej relacji" - czytamy w zapowiedzi. Czy tym razem stacja zda egzamin?

Programy randkowe na stałe zagościły w ramówkach stacji telewizyjnych. Czy w końcu nadejdzie ich kres?

Od lat stacje telewizyjne przyciągają widzów kolejnymi programami, w których ktoś szuka miłości. Jak jednak widać - inaczej podchodzą do tematu. TVP stawia na to, by pokazać uczestników w jak najbardziej naturalny sposób, nie napędzając słupków oglądalności specjalnie wykreowanymi kontrowersjami. TVN czy Polsat walczą o innego widza - tego, który lubi emocjonujące rollercoastery, problemy i kłótnie - a tego w ich programach nie brakuje. Czy formaty w końcu się widzom znudzą? Zdaje się, że powtarzanie tych samych schematów na ten moment zdaje egzamin, ale w końcu wymagającemu odbiorcy czegoś zabraknie i będzie szukał dopaminy gdzieś indziej. Na ten moment programy randkowe mają się świetnie, ale stacje muszą mieć z tyłu głowy to, że kiedyś ta passa może się zakończyć. 

Więcej o: