"Otworzyłem oczy, gdy auto było w rowie". Kierowca po raz pierwszy zabrał głos po śmierci Łukasza Litewki

Sprawca wypadku, w którym zginął poseł Łukasz Litewka, postanowił publicznie zabrać głos. Przedstawił swoją relację z tragicznego zdarzenia i opowiedział, jak wygląda jego życie obecnie.
kierowca zabrał głos po wypadku Łukasza Litewki
kierowca zabrał głos po wypadku Łukasza Litewki, Fot. Anna Lewańska / Agencja Wyborcza.pl, Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

Łukasz Litewka zginął w wypadku drogowym, do którego doszło 23 kwietnia w Dąbrowie Górniczej. Poseł został potrącony przez samochód podczas jazdy na rowerze. Kierowca auta Sławomir K. otrzymał zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym i przyznał się do winy. Jak twierdzi, nadal nie wie jednak, jak doszło do zdarzenia.

Zobacz wideo Wróciła wspomnieniami do tragedii

Kierowca zabrał głos po wypadku Łukasza Litewki. Nie pamięta wiele z momentu zdarzenia

Sławomir K. i jego żona udzielili wywiadu "Faktowi". Z relacji kobiety wynika, że w dniu wypadku jej mąż wstał do pracy o czwartej rano, a po skończonej zmianie miał odwieźć ją do pracy. - Chyba stuknąłem faceta - cytuje słowa męża, które miała usłyszeć od niego przez telefon krótko po tragedii.

Z ustaleń służb wynika, że do wypadku doszło, gdy kierowca z nieznanych przyczyn zjechał na przeciwległy pas ruchu, zderzając się z jadącym rowerem Łukaszem Litewką. - Otworzyłem oczy, gdy auto było w rowie. Byli jacyś ludzie wokół mnie, byłem strasznie roztrzęsiony, dygotałem cały, nie mogłem wykręcić numeru 112. Z tego wszystkiego telefon mi się zablokował. Ktoś zadzwonił i wezwał służby - relacjonuje Sławomir K. w rozmowie z "Faktem". Kierowca przekazał również, że widział osobę, którą potrącił, jednak nie zdawał sobie sprawy, że to Łukasz Litewka. O tym, że w wyniku zdarzenia zginął poseł, miał dowiedzieć się dopiero na przesłuchaniu.

Sławomir K. opowiedział o swojej sytuacji. Stracił pracę

Sławomir K. w rozmowie przekazał również, że jeszcze przed wypadkiem mierzył się z niepewną sytuacją zawodową. Pracował w firmie zajmującej się sprzątaniem ulic i obawiał się, że pracodawca nie przedłuży mu umowy, która wygasała z końcem kwietnia. Ostatecznie stracił posadę i do dziś nie może znaleźć nowego zatrudnienia. Żona mężczyzny nie ukrywa, że martwi się o jego przyszłość. - Skażą go choćby na rok, a mąż nie zabiłby muchy. Społeczeństwo będzie domagało się surowego wyroku, mąż na pewno pójdzie do więzienia. Boję się o niego, nawet rok z bandytami, kryminalistami, mąż tego nie przeżyje, będzie nagonka - powiedziała w rozmowie. 

Kierowca odniósł się również do zarzutów, jakoby miał celowo spowodować wypadek. - Szanowałem Łukasza Litewkę. Znałem go, bo kto go nie znał. Moja rodzina na niego głosowała. Dobry człowiek - zaznaczył. Dodał także, że mierzy się z ogromnym poczuciem winy. - Żyję z piętnem zabójcy. Tak już zostanie, bardzo tego żałuję, co się stało - podsumował.

Więcej o: