Małgorzata Rozenek reklamuje ekskluzywny lumpeks. Fani drwią z cen i zarzucają jej hipokryzję. Broni się w komentarzach

Zdecydowanej większości obserwatorek nie spodobał się nowy post sponsorowany ich idolki. "Impulsywne zakupy w kwocie 10 tysięcy złotych. Myślałam, że Gosia jest bliżej zwykłych ludzi" - czytamy.

Małgorzata Rozenek zasłynęła jako "Perfekcyjna pani domu" i trzeba przyznać, że słowo "perfekcyjna" nie pojawia się tu przypadkowo. Nie chodzi tylko o utrzymywanie porządku w czterech ścianach, ale i dobór stylizacji do sylwetki i okazji. Małgosia, choć czasem zdarzają jej się modowe wpadki, od lat przynależy do grona najlepiej ubranych polskich gwiazd. Świeżo upieczona mama ceni sobie zarówno luksus, jak i wygodę. I z łatwością je łączy.

Zobacz wideo Stylizacje Rozenek, które zwróciły naszą uwagę. Niektóre są BARDZO drogie

Małgorzata Rozenek poleca lumpeks, w którym ceny zaczynają się od 5 tysięcy

Niestety, na modę w stylu Rozenek nie każdy może sobie pozwolić. Choć żona Radosława Majdana starała się udowodnić fanom, że każdy może nosić się jak ona dzięki nowemu wirtualnemu butikowi, w którym można kupić markowe ubrania i dodatki w promocyjnych cenach. To, co dla gwiazdy jest "niską ceną", dla wielu obserwatorek wciąż pozostaje poza zasięgiem zasobności portfela, o czym piszą w komentarzach:

Impulsywne zakupy w kwocie 10 tysięcy złotych. Myślałam, że Gosia jest bliżej zwykłych ludzi.
Pani Gosiu, cena 9500 złotych (za tyle została wystawiona torebka) jest rozsądna? Chyba dla osób zarabiających podobnie jak Pani. Większość osób, do których się Pani zwraca to tak zwani średniacy i nie są w stanie wydać takich pieniędzy na torebkę.
Z całym szacunkiem dla Pani, Pani Małgosiu, ale ten post jest po prostu żenujący dla nas, kobiet, zarabiających średnią krajową - czytamy pod postem.

Rozenek nie pozostawiła fanek bez odpowiedzi i z ogromną wyrozumiałością i spokojem odpisywała fanom na przytyki w komentarzu:

Właśnie dlatego, że operujemy w przypadku niektórych firm bardzo dużymi kwotami, warto mieć takie poczucie bezpieczeństwa, że możną taką rzecz, jeśli nam już nie pasuje, sprzedać. Albo po co płacić 100 proc. wartości, jak można za prawie nową rzecz zapłacić 70-80 proc. wartości, a często i mniej - tłumaczy Gosia. 

Przekonują Was te tłumaczenia?