"Randka w ciemno" okazała się dla Jacka Kawalca przekleństwem. Upadek kariery i załamanie nerwowe ukochanej żony

Choć jest utalentowanym aktorem, w latach 90. większość widzów kojarzyła go przede wszystkim jako prowadzącego teleturniej "Randka w ciemno". Ale pomimo sporej popularności, Jacka Kawalca nie ominęły życiowe zakręty - u szczytu kariery o mały włos nie wylądował z rodziną na bruku.

W latach 90. nie mieliśmy smartfonów, a internet był w powijakach. Za to telewizor - i to kolorowy - gościł już niemal w każdym polskim domu. Jednymi z najchętniej wówczas oglądanych programów były teleturnieje. Widzów przyciągał powiew wielkiego świata, a także niezwykle atrakcyjne nagrody, takie jak zagraniczna wycieczka, samochód czy nawet mieszkanie. Tak było też w przypadku jednego z bijących rekordy oglądalności teleturniejów - "Randki w ciemno". Program, w którym wyłącznie na podstawie odpowiedzi na często dość abstrakcyjne pytania, uczestnik lub uczestniczka mieli z trojga znajdujących się za parawanem kandydatów wybrać jedną osobę, z którą wybiorą się na tytułową randkę, prowadził Jacek Kawalec. Aktor za jego sprawą stał się postacią bardzo rozpoznawalną. Ale choć wielu wydawało się wówczas, że praca w telewizji wiąże się z astronomicznym wynagrodzeniem, Jacek Kawalec właśnie w tym okresie zmagał się z poważnymi problemami. Jakiś czas temu zdradził, że za odcinek "Randki" zarabiał szokująco niską kwotę, prowadzenie programu zaszkodziło jego karierze, a groźba eksmisji z mieszkania doprowadziła jego żonę do załamania nerwowego. W obliczu jej choroby, Kawalec zawiesił karierę. Dziś powraca w zupełnie nowej roli.

Zobacz wideo Krzysztof Cugowski o debiucie Jacka Kawalca w Budce Suflera

Aktor na saksach

Urodzony 29 września 1961 roku w Warszawie Jacek Kawalec w 1984 roku ukończył wydział aktorski PWSTiF w Łodzi. Zaraz potem zaczął występować na scenach warszawskich teatrów. Pojawiał się także na ekranach za sprawą filmów i seriali, takich "Żuraw i czapla" czy przeznaczona dla młodej widowni adaptacja powieści Krystyny Siesickiej "Zapałka na zakręcie". Wkrótce po studiach Jacek Kawalec poznał też kobietę swojego życia. Joanna, absolwentka Wydziału Wiedzy o Teatrze, pracowała w tym samym miejscu co Jacek - w warszawskim Teatrze Komedia.

Podczas jednej z prób do "Kramu z piosenkami" Leona Shillera Asia przyglądała się naszej pracy z widowni teatru. W pewnym momencie mogło dojść do małej katastrofy. Upadł dość cenny rekwizyt, który ja złapałem w locie. Podobno właśnie wtedy wpadłem jej w oko - wspominał Jacek Kawalec w wywiadzie dla "Gazety Krakowskiej".

Wkrótce po ślubie zostali rodzicami córeczki, Kaliny. Później dołączył do niej też brat, Kajetan. Niestety, aktorska pensja nie wystarczała na utrzymanie rodziny. Dlatego świeżo upieczony ojciec, tak jak wielu rodaków w ówczesnych czasach, wyjechał za chlebem za granicę. Na zachodzie aktor pracował na budowie i jako dostawca pizzy. Rozłąka odbiła się na relacjach rodzinnych. Ale zarobione w USA i Norwegii pieniądze bardzo się przydały. Dzięki nim małżeństwo mogło sobie pozwolić na wyremontowanie zrujnowanego strychu w przedwojennej kamienicy na Saskiej Kępie. Dwupokojowe mieszkanie było dla rodziny niczym spełnienie marzeń.

Sekrety "Randki w ciemno"

Kiedy Jacek Kawalec wrócił do Polski, pojawiła się atrakcyjna propozycja pracy. W nowej Polsce wiele się zmieniło - również telewizja wyglądała zupełnie inaczej. Widzowie mogli oglądać wiele nowych programów, rekordy oglądalności biły teleturnieje. Stacje telewizyjne chętnie kupowały zagraniczne formaty, takie jak amerykańskie "The Dating Game", które w latach 90. stało się jednym z ulubionych teleturniejów Polaków. "Randka w ciemno", bo oczywiście o niej mowa, zadebiutowała na ekranach telewizorów 11 grudnia 1992 roku. Pomysł był genialny w swojej prostocie. Uczestnicy programu dokonywali wyboru spośród trojga kandydatów jedynie na podstawie ich odpowiedzi na pytania - nie widzieli ich, ponieważ byli oddzieleni parawanem. Para, która dobrała się w programie, mogła liczyć na atrakcyjną nagrodę. Była to wycieczka - zagraniczna lub krajowa. Podczas niej uczestnicy mieli za zadanie lepiej się poznać i po powrocie poinformować widzów, czy ich związek rokuje na przyszłość. W latach 90. pomysł wydawał się niezwykle świeży, więc program w piątkowe wieczory przyciągał przed ekrany tłumy widzów.

A jak do "Randki" trafił Jacek Kawalec? W programie "Dzień dobry TVN" prowadząca go wówczas Kinga Rusin żartowała, że po części to ona załatwiła aktorowi tę pracę.

Doskonale pamiętam początek Jacka Kawalca w telewizji publicznej, bo jak ty brałeś udział w tym castingu do "Randki w ciemno", to ja pracowałam jako tłumacz w komisji. Co więcej, ja mówiłam, że to nie musi być wcale kobieta. Poniekąd może zawdzięczasz mi tę koszmarną karierę! - wspominała ze śmiechem Kinga Rusin.

Dlaczego kariera była koszmarna? Jacek Kawalec po latach zdradził kilka sekretów programu. W wywiadzie dla portalu Plejada.pl powiedział m.in., że uczestnikom ich kwestie przygotowywali wcześniej redaktorzy.

Dzisiaj internet jest jedną wielką randką w ciemno, więc ten program nie miałby już żadnej racji bytu. Już na pewno nie, jeśli byłby realizowany w tak siermiężny sposób, jak za czasów, gdy byłem jego prowadzącym. Redaktorzy, żeby zachować poprawność językową, pisali uczestnikom teksty. Ubierali ich myśli w bardzo okrągłe i sztucznie brzmiące zdania. Ja uważałem, że lepiej byłoby poświęcić więcej uwagi na znalezienie takich uczestników, którym nie trzeba będzie podsuwać słów, które mają wypowiedzieć - mówił Jacek Kawalec.

W tym samym wywiadzie Jacek Kawalec zdradził również, ile zarabiał jako prowadzący "Randkę w ciemno". Wbrew temu, co niektórym się wydawało, w żadnym razie nie były to "kokosy".

Zaczynałem od 250 zł za odcinek. A gdy żegnałem się z programem, moja stawka wynosiła 1200 zł za odcinek. Dla porównania, Cilla Black, która prowadziła "Randkę w ciemno" w Wielkiej Brytanii zarabiała 37 tys. funtów za odcinek. Gdy się o tym dowiedziałem, nie mogłem w to uwierzyć. Dlatego na kolacji z producentami brytyjskiej wersji, którzy mnie szkolili, trzykrotnie o to dopytywałem. Myślałem, że to jej roczna gaża. Jednak okazało się, że się nie przesłyszałem. Oczywiście, przeczytałem w prasie, że głównym powodem mojego odejścia z "Randki" było to, że miałem za duże wymagania finansowe - przekonywał Jacek Kawalec w wywiadzie dla Plejady.

Damian Gorawski, Natalia SiwiecSiwiec spotykała się z polskim piłkarzem. Po latach nie zostawił na niej suchej nitki

Życiowe zakręty

Prowadzenie popularnego show okazało się dla Jacka Kawalca ślepą uliczką. Nie dość, że nie zarabiał dobrze, to jeszcze zdobyta w ten sposób popularność negatywnie przełożyła się na jego karierę w teatrze i filmie. A także na życie prywatne.

Gdy zostałem jego prowadzącym, nie zdawałem sobie sprawy z tego, że z dnia na dzień pojawi się takie zainteresowanie moją osobą. Ludzie zaczęli zaczepiać mnie na ulicy. Poza tym, mimo że wcześniej dostawałem sporo aktorskich propozycji, nagle wszystkie telefony się urwały. Tak mocno byłem kojarzony z "Randką", że jeśli już ktoś chciał mnie w czymś obsadzić, to w roli Jacka Kawalca z "Randki w ciemno". To mnie w ogóle nie interesowało. "Randkę w ciemno" kręciłem tylko przez cztery dni w miesiącu, w pozostałe grałem w sztukach Szekspira, Gombrowicza i Fredry - wyznał Jacek Kawalec w Plejadzie.

Co gorsza, kiedy Kawalcowie chcieli wykupić całość wyremontowanego mieszkania, w życie weszła ustawa, która umożliwiała przejęcie lokum wspólnocie mieszkaniowej. Członkowie wspólnoty oczywiście rozpoznawali pana Jacka z telewizji i tak jak wielu Polaków myśleli, że zarabia krocie. Zaproponowali mu więc, aby własnoręcznie wyremontowane mieszkanie odkupił po cenie rynkowej.

Nie mieliśmy na to pieniędzy, w związku z czym staliśmy się więźniami własnego mieszkania, nie mogliśmy ani się z niego wyprowadzić, ani go sprzedać - skarżył się Jacek Kawalec w "Świecie seriali".

W pewnym momencie rodzinie groziła nawet eksmisja na bruk. Batalia o mieszkanie trwała kilka lat. I choć ostatecznie wszystko dobrze się skończyło, sytuacja odbiła się na psychice Joanny Kawalec. Kobieta przeszła załamanie nerwowe. W obliczu jej problemów Jacek Kawalec na pewien czas zawiesił karierę, aby pomóc żonie w walce z depresją. A kiedy postanowił wrócić, nie było lekko. Ale choć brakowało propozycji ról filmowych, Jacek Kawalec nie załamał się. Poświęcił się grze w teatrze i żartował, że publiczność nieraz była zszokowana, kiedy pojawiał się na scenie.

Gdy ludzie przychodzą do teatru i widzą mnie na scenie, podchodzą potem do mnie i dziwią się. Mówią: "O rany, to pan jest takim aktorem, nie wiedzieliśmy. Myśleliśmy, że pan to tylko prowadzący teleturnieju" - mówił w "Fakcie".

Jacek KawalecJacek Kawalec Screen z YouTube.com

Nowy rozdział

Na ekrany Jacek Kawalec powrócił dzieli roli w serialu "Ranczo". Mogliśmy go też oglądać jako uczestnika programów "Taniec z Gwiazdami" i "Twoja twarz brzmi znajomo". Wystąpił również w kilkunastu odcinkach serialu "Na Wspólnej". Od lipca 2022 jest jednym z gospodarzy porannego magazynu rozrywkowo-informacyjnego "Poranny rogal" na antenie stacji Zoom TV. A w styczniu tego roku pojawiła się informacja, która dla wielu okazała się sporym zaskoczeniem.

Podczas koncertu w ramach 30. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jacek Kawalec zadebiutował jako nowy wokalista grupy Budka Suflera, zastępując w tej roli Krzysztofa Cugowskiego. Aktor i wokalista zaśpiewał największe przeboje grupy, takie jak m.in. "Jolka, Jolka pamiętasz". Ale jego występ spotkał się z mieszanym odbiorem widzów – jednym spodobały się interpretacje kultowych hitów, inni nie kryli rozczarowania. Popisami wokalnymi Jacka Kawalca nie był zachwycony również sam Krzysztof Cugowski.

Budka Suflera zakończyła działalność w 2014 r. Wszystkie działania po tej dacie są smutnym demolowaniem legendy - przyznał były lider kultowej grupy.

Jacek Kawalec odniósł się do krytyki.

Mam świadomość wielu mankamentów, zwłaszcza swoich. Był to pierwszy występ po jednej próbie. Koncerty, tj. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy rządzą się "prawem spontanu". Jest to taki rodzaj energii niekontrolowanej.

I dodał, że postara się korygować błędy.

Dopiero pierwszy raz mogłem usłyszeć siebie, jak brzmię z zespołem i teraz będę w stanie korygować swoje błędy, natomiast na pewno nie ma dramatu pod tym względem. Wiem, że trochę emocje mnie poniosły i momentami za dużo dołożyłem do pieca, a ponieważ aparat głosowy mam, jaki mam, to kiksy miały prawo się pojawić, ale to wszystko jest do skorygowania.

Czas pokaże, czy kariera wokalisty na stałe zagości w życiu Jacka Kawalca.

Więcej o: