Meghan i Harry żyją w luksusach, otoczeni służbą? Doniesienia reporterki mogą Was zdziwić. Ponoć ich życie nie różni się wiele od "naszego"

Ta wiadomość pewnie Was zaskoczy. Harry i Meghan nie mają niani, kucharza ani żadnego personelu, który pomagałby im w codziennym życiu. Jak donoszą zagraniczne media, książęca para żyje tak "jak my".

Brytyjska reporterka, Katie Nicholl, udzieliła wywiadu, w którym opowiedziała m.in. o życiu księżnej Meghan i księcia Harry'ego. Nicholl należy do elitarnego grona dziennikarzy, którzy oficjalnie zajmują się rodziną królewską i wiedzą na jej temat trochę więcej niż "zwykli" ludzie.

W Frogmore Cottage nie ma służby

Kiedy myślimy o życiu Harry'ego i Meghan wyobrażamy sobie luksusy i zastępy personelu, który czeka na kolejne rozkazy. Okazuje się jednak, że w podmiejskiej posiadłości nie ma nikogo, poza parą zakochanych.

Nie zatrudnili żadnej niani, kucharza ani nawet osoby sprzątającej - poinformowała dziennikarka. - Wszystko robią sami.
Zobacz wideo

Obecnie w rezydencji książęcej pary Sussex przebywa na stałe jeszcze jedna osoba, mama Meghan, czyli Doria Ragland. Kobieta przybyła do Londynu krótko przed porodem córki i została, by pomagać jej przy maluchu. Księżna nie chciała oddawać Archiego w ręce niani, ale jak wiele młodych mam, chętnie przystała na pomoc swojej rodzicielki. Nie jest tajemnicą, że Meghan z jej mamą łączy bardzo bliska więź, a przeprowadzka córki do Europy, była dla Dorii trudnym przeżyciem.

Meghan żyje według własnych zasad

Księżna Kate i książę William zatrudniają opiekunki, mają też pomoc domową. Meghan od początku przeciwstawiała się sztywnym zasadom panującym na dworze i dawała znać, że chce, by jej życie zmieniło się jak najmniej. To oczywiście niemożliwe, bo nie oszukujmy się, życie serialowej aktorki i księżnej, to dwie inne bajki. Meghan chciała pozostać tak "zwyczajna" jak się da, ale czy naprawdę zrezygnowała z jakiegokolwiek personelu? Trudno nam wyobrazić sobie książęcą parę na zakupach w supermarkecie czy księcia szorującego piekarnik, ale kto wie, może faktycznie są "normalniejsi" niż sądzimy.

jm