Mamy polskich "Chirurgów" a może Zieloną Górę 2.0? Obejrzałam "SOR" i nadal nie dowierzam

Na ekrany trafił kolejny serial o tematyce medycznej. "Zaczyna się dosyć intensywnie - od razu mamy wypadek, a znajdujący się na miejscu lekarz niczym Rambo ratuje życie dziewczynie i dokonuje drenażu płuc, wbijając jej nożyczki pod żebro" - pisze redaktorka Plotka Anna Goworek. Czy produkcja TVP i Amazon Prime Video ma szansę stać się hitem, a może próbuje naśladować zagraniczne produkcje, których bohaterami są lekarze?
Kadry z serialu 'SOR'
Kadry z serialu 'SOR', reż. S. Bustamante-Drozdek, S. Rosak, TVP i Amazon Prime Video, Polska 2026.

20 października premierę miał serial medyczny "SOR", za który odpowiadają TVP i Amazon Prime Video. Publiczny nadawca wyemitował pierwszy odcinek produkcji o godz. 22.20, a więc już poza najlepszym czasem antenowym. Mimo to serial obejrzało prawie 1,2 mln widzów - takie informacje przekazały Wirtualne Media, opierając się na danych Nielsen Audience Measurement. Postanowiłam sprawdzić, czy serial jest wart uwagi, czy jednak jest kiepską namiastką zagranicznych produkcji o podobnej tematyce. Nie będę was oszukiwać, po seansie pierwszego odcinka mam mieszane uczucia. 

Zobacz wideo Żebrowski od 15 lat gra w "Na dobre i na złe". "Moja mama jest lekarzem"

Dlaczego oglądamy seriale medyczne?

Seriale medyczne od lat cieszą się dużą popularnością. I nic dziwnego, bo w murach szpitalnych dzieje się wiele, a "przeciętny śmiertelnik" nie ma dostępu do kulis operacji czy tego, co dzieje się w gabinetach lekarskich po godzinach. Zresztą takie produkcje, jak "Ostry dyżur" czy "Chirurdzy" zyskały miano kultowych, a najnowsze jak "The Pitt" podbijają rankingi oglądalności. I nic w tym dziwnego, akcje ratunkowe są tu spektakularne - dzieje się dużo i to w szybkim tempie. Są więc emocje, krew, pot i łzy. A to wszystko obserwujemy z perspektywy lekarzy, których życie prywatne, a zwłaszcza uczuciowe jest równie emocjonujące. Tu także nie brak wzruszeń. 

Polscy twórcy również już lata temu zobaczyli potencjał w serialach medycznych. Już w 1999 roku pojawiło się "Na dobre i złe", a w 2001 roku w "Szpitalu na perypetiach" naśmiewaliśmy się polskiej służby zdrowia. Później na TVN-ie pojawili się "Lekarze", którzy mieli być odpowiedzią na "Chirurgów", ale porównanie do produkcji Shondy Rhimes okazało się trafne jak kulą w płot. Ta sama stacja proponowała też paradokument "Szpital", a także serial "Szpital św. Anny". W międzyczasie do kin trafił szkodliwy społecznie film Patryka Vegi o ratownikach medycznych i lekarzach z SOR-u - "Botoks". Teraz znów doczekaliśmy się kolejnego serialu o medycznej tematyce. Mowa o serialu "SOR", wyprodukowanym przez TVP i Amazon Prime Video. Czy w przeciwieństwie do poprzednich polskich produkcji tego typu format ma szansę okazać się hitem? Widzę w nim potencjał i wyjaśniam dlaczego. 

Ktoś na castingu mocno się postarał

Obsada to mocny punkt serialu. Nie widzimy tu twarzy, które mogłyby się już znudzić polskiemu widzowi, (bo są niemal we wszystkich ostatnich filmach i serialach), a jednocześnie postawiono na mocne nazwiska i dobrych aktorów. W seksistowskiego, ale prawdopodobnie pokiereszowanego przez życie lekarza wciela się doskonale Ireneusz Czop. Na pokładzie jest też kapitalna Dominika Kluźniak, a także zyskująca coraz większą popularność Sonia Mietielica (świetnie wcieliła się w Hankę w najnowszej odsłonie "Chłopów"). W kolejnych odcinkach w roli autorytetu medycznego widzowie mają ponadto zobaczyć  Andrzeja Grabowskiego, a w prokuratora wcieli się Maurycy Popiel. Co ciekawe, postawiono też na młodych i zdolnych, ale mniej znanych aktorów, takich jak Sebastian Dela, Patrycja Franczak czy Mary Pawłowska. 

Czy ich bohaterów da się lubić? Po obejrzeniu pierwszego odcinka trudno jeszcze jednoznacznie stwierdzić. Na razie widać, że ciekawie rysuje się postać ordynatora Andrzeja Drawskiego, w którego wciela się Ireneusz Czop, a także doktor Katarzyny Zawadzkiej (w tej roli Sonia Mietielica), która doskonale radzi sobie z szowinistycznym szefem i jest pewna siebie. Wyróżnia się też postać doktora Piotra Hajduka (Sebastian Dela), który mógł być wzorowany na "Owenie Huncie" (w tej roli Kevin McKidd) z "Chirurgów", ale jest jego uboższą wersją. 

 

Widać, że wątki osobistych relacji będą się tu przeplatały z medycznymi przypadkami kolejnych pacjentów i to akurat działa na plus, co widać na przykładach "Chirurgów", którzy doczekali się już 23 sezonów. Niestety, po pierwszym odcinku trudno jednoznacznie stwierdzić, które z postaci są pierwszoplanowe i którym mamy kibicować. Być może ten problem zostanie rozwiązany już w najbliższych odcinkach, a bohaterowie i ich historie będą budziły duże emocje.

Trzymam za to kciuki i mam nadzieję, że scenarzyści Maciej Sobczyk (ma na koncie m.in. takie produkcje, jak "Lombard. Życie pod zastaw", "Barwy szczęścia") oraz Zbigniew Zborowski (współodpowiada za scenariusz "Na sygnale") pójdą tą drogą i pokażą trudne historie bohaterów, którzy muszą mierzyć się z własnymi bagażami doświadczeń i stawiani są przed decyzjami moralnymi. 

Czy leje się krew i widać kolejki do lekarza?

Serial zaczyna się dosyć intensywnie - od razu mamy wypadek, a znajdujący się na miejscu lekarz niczym Rambo ratuje życie dziewczynie i dokonuje drenażu płuc, wbijając jej nożyczki pod żebro (nie próbujcie tego sami). Pokazano też ważny problem - niebezpieczeństwo związane z popularnymi obecnie na drogach hulajnogami, których użytkownicy nierzadko rezygnują z kasków. 

Doktor Piotr Hajduk fachowo udziela pomocy dwóm poszkodowanym, a nawet psu. Z nagim torsem pojawia się na SOR-ze i proponuje operację mózgu w zwykłej sali zabiegowej. Nie zabrakło też efektownego dla seriali medycznych użycia defibrylatora. Niczym w "Chirurgach" czy "The Pitt" widzimy fragment mózgu czy nacinanie skalpelem. Czy krew leje się strumieniami? Tylko trochę. Nie widzimy też problematycznych dla polskiej służby zdrowia kolejek do zabiegów, a lekarze ze spokojem i czułością opiekują się nie tylko pacjentami, ale też ich oczekującymi na wyniki bliskimi. Między kolejnymi ujęciami widać starcia między lekarzami - ich uprzedzenia czy wątpliwości. Nie wybijają się one jednak na pierwszy plan. 

Dzieje się więc sporo w przeciwieństwie do znanego widzom "Na dobre i złe", ale nie tak szybko i intensywnie, jak we wspomnianych zagranicznych produkcjach. Akcja póki co toczy się głównie w murach szpitalnego oddziału ratunkowego, ale pojawiają się też retrospekcje wskazujące, że bohaterowie mają swoje tajemnice. Nie można narzekać też na grę aktorów. Czy więc po tym seansie zostanę z serialem na dłużej? Nie sądzę - pilotażowy odcinek mnie mimo wszystko nie porwał, nie poczułam sympatii do żadnego z bohaterów, niczym nie zostałam zaskoczona. Wszystko to widziałam już w innych serialach medycznych, które budowały większe napięcie. Mimo to cieszę się, że taki serial powstał. Może stanowić cenną przeciwwagę dla kontrowersyjnego i obfitującego w obrzydliwe sceny "Botoksu" Vegi. 

Więcej o: