Niebezpieczne zdarzenie z udziałem aktora "Plebanii". Na miejscu policja, straż pożarna i medycy

Dariusz Kowalski uczestniczył w kolizji drogowej. Do sytuacji nie doszło z jego winy. Na miejscu potrzebni byli nie tylko medycy, lecz także strażacy.
Dariusz Kowalski
Fot. AKPA

Dariusz Kowalski ma na koncie wiele produkcji, ale największą popularność przyniosła mu rola bezwzględnego Janusza Tracza z "Plebanii" (serial emitowano na antenie TVP od 2000 do 2012 roku). Aktor, który zagrał właśnie księdza w filmie "Mistyczka", 4 października uczestniczył w kolizji drogowej. Wiadomo, co się stało. 

Zobacz wideo Artur Szpilka przeżył wypadek samochodowy. "Zasnąłem za kierownicą"

Dariusz Kowalski uczestniczył w kolizji drogowej

Do wspomnianej sytuacji - jak donosi "Super Express" - doszło około godziny 10 na ulicy Dębowej w Gabryelinie [wieś położona w województwie mazowieckim - red.]. Tabloid podaje, że aktor kierował Toyotą, a za kierownicą drugiego auta, Volkswagena, siedziała 53-letnia kobieta. To właśnie z jej winy miało dojść do kolizji. Warto w tym miejscu podkreślić, że zarówno Kowalski, jak i wspomniana 53-latka byli trzeźwi. 

Kolizja drogowa Volkswagena i Toyoty. Sprawcą jest kierująca Volkswagenem. Kierowca Volkswagena otrzymał mandat. Obaj kierowcy byli trzeźwi i posiadali uprawnienia

- powiedział tabloidowi mł. asp. z Komendy Stołecznej Policji. Okazuje się, że przed przyjazdem policji na miejscu były już Zespół Ratownictwa Medycznego.oraz trzy zastępy straży pożarnej ze straży pożarnej w Piasecznie (potrzeba było aż 13 strażaków). Kierująca Volkswagenem trafiła do szpitala. 

Dariusz Kowalski o swojej wierze

Dariusz Kowalski jakiś czas temu udzielił wywiadu dla Telewizji Republika, w którym zdradził, że religia odgrywa bardzo ważną rolę w jego codzienności. - Bez wiary życie nie miałoby sensu. Gdybym nie wierzył, to byłoby tak, jakbym jechał rozpędzonym samochodem na ścianę - powiedział. Kowalski często uczestniczy w rekolekcjach i pielgrzymkach, a także ewangelizuje na ulicach. - Moja żona ma teraz dwie choroby nowotworowe. Pamiętam sytuację, że zanim otrzymaliśmy wyniki, najpierw podziękowaliśmy Bogu za to, za te wyniki, z góry, bo nie wiedzieliśmy, czy po tym, jak już je otrzymamy, będzie nas stać na to, żeby za nie podziękować. I moja żona podziękowała szczególnie za te wyniki, za to, jakie będą. Kiedy okazało się, że ma nowotwór, przyjęła to mniej więcej tak, jakby to, że ją nos swędzi. Wiedziała, że to jest dar od Pana Boga - mówił w Częstochowie.

Więcej o: