Zespół Green Day w branży muzycznej jest od dekad. Został założony w 1986 roku i do dziś cieszy się sporą popularnością. Obecnie grupa świętuje 30-lecie wydania albumu "Dookie" oraz 20-lecie "American Idiot". 4 września, podczas jednego z koncertów w ramach trasy "The Saviors Tour", członkowie zespołu zostali ewakuowani ze sceny.
Zespół występował w Comerica Park w Detroit. Występ kultowej już grupy został jednak przerwany. Ochroniarze wkroczyli do akcji, kiedy muzycy wykonywali utwór "Longview". Najpierw ze sceny zszedł basista Mike Dirnt, a później lider Green Day, Billie Joe Armstrong i reszta zespołu. Dopiero po kilku minutach skonsternowani fani mogli zobaczyć na telebimach wiadomość: "Show pause" - co oznaczało, że koncert został wstrzymany. Okazało się, że na terenie wydarzenia pojawił się nieautoryzowany dron, który mógł stanowić zagrożenie zarówno dla muzyków, jak dla 35-tysięcznego tłumu fanów. Jak w rozmowie z Detroit News poinformował funkcjonariusz Dan Donakowski, właściciel gadżetu został już zatrzymany. W sprawie prowadzone jest śledztwo.
Wielu fanów mogło poczuć się zaniepokojonych sytuacją, szczególnie, że przez dłuższy czas nie wiedzieli, co się dzieje. Zespół na szczęście po dziesięciu minutach powrócił na scenę i dokończył koncert. Billie Joe Armstrong przy ponownym pojawieniu, zapytał publiczność: "Jak się macie? Wszystko w porządku?" i kontynuował piosenkę "Longview" w tym samym momencie, w którym ją urwał. Następnie po czasie dodał: "Żaden s*******n nas nie zatrzyma, mówię wam!".
Później na oficjalnym profilu Green Day na portalu X pojawił się wpis dotyczący niespodziewanej ewakuacji. "Detroit! Przepraszamy za opóźnienie w dzisiejszym koncercie, ochrona stadionu kazała nam opuścić scenę, gdy zajmowali się potencjalnym problemem bezpieczeństwa. Problem został szybko rozwiązany i mogliśmy kontynuować. Dziękujemy za zrozumienie" - czytamy we wpisie.