Kinomani nie widzieli jej w roli Oleńki, ale Małgorzatę Braunek to zmotywowało. Gdy zakończyła karierę plotkowano, że trafiła do sekty

Nie bała się wyzwań, ale nie zawahała się też zrezygnować z kariery. W życiu najważniejsza była dla niej równowaga. Niezapomniana Oleńka z "Potopu" Jerzego Hofffmana i Izabela Łęcka z serialowej "Lalki" mówiła, że aktorstwo jest dla niej jak nałóg. Kiedy została buddystką, pisano, że trafiła do sekty. Ale Małgorzata Braunek nie przejmowała się plotkami. Nawet pod koniec życia, zmagając się z chorobą, była niezwykle pogodna i życzliwa.

Jan Nowicki mówił o niej, że aktorstwo uprawiła jakby mimochodem. Naturalna, piękna, grała kobiety silne i wzbudzające emocje. Zdobyła popularność dzięki roli Oleńki w Potopie. Zagrała w ponad dwudziestu filmach - mogłoby ich być dużo więcej, gdyby nie fakt, że pod koniec lat 70. aktorka zrobiła sobie w życiu zawodowym przerwę. Podróżowała do Azji, medytowała. Małgorzata Braunek dla fanów była przede wszystkim genialną aktorką, ale wielu pamięta ją także jako buddystkę i nauczycielkę zen. Zmarła w 2014 roku artystka była też osobą niezwykle pogodną i życzliwą, nie bez powodu nazywaną "najpiękniejszym uśmiechem polskiego kina".

Odwaga ponad nieśmiałość

Małgorzata Braunek przyszła na świat 30 stycznia 1947 w Szamotułach. Ojciec dziewczynki, Władysław, był rotmistrzem Wojska Polskiego. On był katolikiem, a matka Małgorzaty, Anna była wyznania luterańskiego. Kiedy zakochany mężczyzna poprosił ją o rękę, postawiła warunek - nie chciała ślubu w kościele katolickim. Zakochany mężczyzna przystał na to od razu, zgodził się też na to, aby dzieci wychowywać w tradycji luterańskiej. Kiedy przyszła aktorka miała zaledwie dwa lata, mężczyzna trafił do więzienia za odmowę wcielenia do Ludowego Wojska Polskiego. Wypuszczono go dopiero w wyniku amnestii po śmierci Stalina, rodzina przeprowadziła się wówczas do Warszawy. Ale, jak wspominała aktorka, więzienie nie złamało mężczyzny.

Wychowywał mnie w duchu antykomunistycznym. Nie potrafił ukrywać swoich przekonań i emocji. Powtarzał, że w szkołach uczą kłamstwa. Nie byłam dzieckiem zastraszonym i lubiłam powtarzać opinie ojca przy nauczycielach - powiedziała Małgorzata Braunek w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej"

Małgorzata Braunek z córkąMałgorzata Braunek z córką East News

Ojciec nauczył Małgorzatę nie tylko odwagi i niezłomności. Zaszczepił w córce miłość do teatru, często zabierał ją na spektakle. I choć mężczyzna zmarł, gdy Małgorzata miała 16 lat, wiedziała już wówczas, jaką drogą chce pójść. Przezwyciężała wrodzoną, chorobliwą wręcz nieśmiałość, występując na szkolnych konkursach recytatorskich, w domu organizowała wieczorki poetyckie. Dlatego, choć matka widziała w niej przyszłą lekarkę, zdecydowała się na studia aktorskie na warszawskiej PWST. Na dużym ekranie zadebiutowała już w czasie studiów. I to nie byle gdzie, bo w filmie "Skok" Kazimierza Kutza z 1967 r., w którym partnerowali jej Daniel Olbrychski i Marian Opania. Jako studentka wystąpiła też w "Żywocie Mateusza" (1967) oraz dramacie psychologicznym "Ruchome piaski" (1968). A rok później Małgorzatą Braunek zachwycił się sam Andrzej Wajda. Mistrz polskiej kinematografii obsadził ją w swoim filmie "Polowanie na muchy". Aktorka stworzyła tam kreację marzącej o wielkiej karierze dziewczyny, która bezwzględnie manipuluje swoim kochankiem. Rola stała się kultowa, podobnie jak wielkie, przesłaniające pół twarzy okulary słoneczne, zza których Braunek wyzywająco patrzyła prosto w kamerę.

Zobacz wideo

Lodowa piękność

Rola Oleńki pozostawała nieobsadzona jeszcze wówczas, gdy zdjęcia do "Potopu" trwały w najlepsze. Powodem nie był brak zainteresowania, a wręcz przeciwnie - klęska urodzaju. Oleńkę chciały zagrać najpiękniejsze polskie aktorki, min. Barbara Brylska. Śledzący z zapartym tchem wiadomości z planu widzowie byli zdania, że to właśnie ona sprawdzi się w tej roli najlepiej. Kiedy wybór padł na Małgorzatę Braunek, wielu nie kryło rozczarowania. Ale w przypadku młodej aktorki niechęć zadziałała jak najlepsza motywacja.

To mnie tylko podtrzymało w postanowieniu. Postanowiłam działać na przekór krytycznym głosom. Nie miałam pojęcia, że wchodzę w film, który obrośnie mitem - wspominała aktorka w jednym z wywiadów

Tymczasem "Potop" przyciągnął do kin tłumy. Ponad 27 milionów sceptycznie nastawionych do jej roli widzów szybko zorientowało się, że nie miało racji, bo Braunek w roli Oleńki odnalazła się idealnie. "Potop" został obsypany nagrodami, a Małgorzata Braunek natychmiast zyskała status gwiazdy.

Małgorzata Braunek na planie serialu 'Życie nad Rozlewiskiem'Małgorzata Braunek na planie serialu 'Życie nad Rozlewiskiem' Wlodarski/REPORTER / MIECZYSLAW WLODARSKI/REPORTER

Małgorzata Braunek w młodości łączyła słowiańską urodę z niekwestionowanym urokiem i aurą chłodnej niedostępności. W przeciwieństwie do wielu ówczesnych aktorek, nie epatowała seksapilem. Jednych to fascynowało, innych odrzucał wizerunek lodowej księżniczki, ale nikt nie mógł obok aktorki przejść obojętnie. Podziały pogłębiła kolejna rola - Małgorzata Braunek wcieliła się w postać Izabeli Łęckiej w serialowej adaptacji "Lalki" Bolesława Prusa. Aktorka postrzegała Łęcką - obiekt westchnień Stanisława Wokulskiego - jako postać tragiczną. Jak przyznawała, nie podzielała sympatii widzów skierowanych w stronę nieszczęśliwie zakochanego Wokulskiego, przez co rola nie była łatwa. Odnalazła się w niej jednak świetnie, przypieczętowując swój status gwiazdy.

Zjawiskowa uroda i urok Małgorzaty Braunek sprawiły, że również w życiu prywatnym mężczyźni tracili dla niej głowę. Aktorka trzykrotnie wychodziła za mąż. Pierwsze małżeństwo z aktorem Januszem Guttnerem nie przetrwało nawet krótkiej próby czasu. Drugim mężem był reżyser Andrzej Żuławski, który obsadził żonę w dwóch swoich filmach - eksperymentalnych dramatach psychologicznych "Trzecia część nocy" i "Diabeł". Szczególnie drugi z nich był kontrowersyjny tak bardzo, że został zatrzymany przez cenzurę i premiery doczekał się dopiero pod koniec lat 80. Małgorzata Braunek po latach wyznała, że żałowała udziału w tej produkcji.

Dotykaliśmy zła, zastanawialiśmy się, co potrafi zrobić z człowiekiem, gdzie są jego źródła. To było zło biologiczne, często manifestujące się w seksualności. Na pewno obciążało moją psychikę. Mój problem polegał na tym, że nie trafiliśmy w odpowiedni czas. Dla mnie i dla rodziny. Właśnie urodziłam syna. Mimo to uważam, że "Diabeł" to ważny film - powiedziała aktorka w jednym z wywiadów

Andrzej ZauchaZazdrosny mąż zaplanował zabicie kochanka żony. Zaucha dostał osiem strzałów

Podróż w głąb siebie

Wspomnianym synem jest reżyser Xawery Żuławski. Z jego ojcem Małgorzata Braunek rozwiodła się w roku 1976. Wkrótce potem zdecydowała się odsunąć od życia artystycznego. Po latach wyznała, że decyzja była podyktowana faktem, iż aktorstwo stało się dla niej czymś w rodzaju nałogu. Koniec zdjęć oznaczał dla niej niemal koniec świata, wpadała wówczas w wielki smutek. Z drugiej strony ogromnie denerwowało ją to, że nie może przejść spokojnie ulicą albo stanąć w kolejce, nie będąc zaczepianą przez fanów. W dodatku aktorka nie wspominała dobrze okresu, kiedy występowała w teatrze - zagrała w dwóch spektaklach w reżyserii Adama Hanuszkiewicza.

Na scenie czułam się fatalnie. Wróciła szkolna trema. Zżerała mnie na premierze i w czasie spektakli. Przeżywałam ją bardzo i bałam się mojej przypadłości. Doszliśmy z dyrektorem Adamem Hanuszkiewiczem do wniosku, że to nie ma sensu - wyznała w jednym z wywiadów aktorka

Małgorzata BraunekMałgorzata Braunek East News

Moment, w którym Małgorzata Braunek zdecydowała się odejść od aktorstwa, zbiegł się w czasie z poznaniem trzeciego męża. Za sprawą Andrzeja Krajewskiego - pisarza, wyznawcy buddyzmu, Małgorzata Braunek zapragnęła zwolnić, wybrać się w podróż. Tę w sensie dosłownym, do Azji, ale przede wszystkim tę w głąb siebie. Decyzja aktorki o wycofaniu się w cień była szeroko komentowana. Ponieważ buddyzm na początku lat 80. nie był w Polsce religią szeroko znaną czy praktykowaną, pojawiły się głosy, że Małgorzata Braunek trafiła do sekty. Ale zafascynowana filozofią zen aktorka nie zwracała uwagi na złośliwe komentarze.

Byłam ewangeliczką, ale Kościół nie spełniał moich potrzeb. W środowisku artystycznym przybywało osób, które poszukiwały nowych duchowych inspiracji. To wiązało się z ruchem hipisowskim, inspiracją filozofią Wschodu. Ameryka i Europa przeżywały kryzys. Trwała wojna w Wietnamie, stłumiono protesty studenckie. Młodzi ludzie chcieli się odnaleźć. Ja też - tłumaczyła po latach swoją decyzję Braunek

Małgorzata Braunek, Wiktory 2011Małgorzata Braunek, Wiktory 2011 MICHAL WARGIN / Michal WARGIN/East News

Jako buddystka aktorka zaczęła się angażować w akcje charytatywne. Została wegetarianką, wspierała walkę o prawa człowieka i zwierząt. Po latach została nawet mianowana zwierzchnikiem Związku Buddyjskiego Kanzeon i otrzymała tytuł roshiego. To właśnie wschodniej religii imię zawdzięcza córka Małgorzaty Braunek — Orina Krajewska. Jej oryginalne imię pochodzi od słowa "orin" oznaczającego uświęconą miłość.

Powrót i pożegnanie

Po ponad dwudziestu latach nieobecności na planie filmowym i scenie Małgorzata Braunek powróciła w 1994 roku rolami w spektaklach telewizyjnych oraz filmie "Darmozjad polski". Następnie Jacek Borcuch specjalnie dla niej napisał rolę Marianny w filmie "Tulipany" - historii miłości starszej pary. Partnerował jej wówczas Jan Nowicki. W kolejnych latach wraz z córką wystąpiła w serialu "Miłość nad rozlewiskiem". Ale choć wróciła do zawodu, nie porzuciła wschodniej filozofii. Drażniła ją wrogość i ponuractwo polskiego społeczeństwa, dlatego zainicjowała akcję "Dzień dobry, uśmiechnij się!". W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” przekonywała wówczas, ze warto myśleć pozytywnie: "Myślę, że w nas, Polakach, pojawiła się potrzeba, żeby zmienić nasze codzienne obyczaje, żeby odejść od tego publicznego wyrażania żalu, bycia ofiarą, okazywania narodowego cierpienia. To się jednak nie stanie ot, tak, po prostu. Potrzeba lat, ale kiedyś trzeba zacząć".

Małgorzata Braunek pod koniec życia pokazała, że nawet w trudnych chwilach warto zachować pogodę ducha. Choć zmagała się z nowotworem, w wywiadach mówiła o wewnętrznym spokoju i tym, że niczego nie żałuje. "Nie mam zupełnie takich uczuć, że mogłabym coś zrobić inaczej albo że mogłam wtedy nie zrobić tego czy tamtego. Choroba uczy ogromnej pokory" - wyznała w jednej z rozmów.

Małgorzata Braunek, Polowanie na muchyMałgorzata Braunek, Polowanie na muchy East News

Pomimo wielkiej wewnętrznej siły aktorki, choroba nie ustępowała. Kiedy polscy lekarze byli już bezradni, Małgorzata Braunek leczyła się w klinice we Frankfurcie. Przyjaciele artystki zorganizowali wówczas zbiórkę na niezwykle kosztowne leczenie. Niestety, i to zawiodło - Małgorzata Braunek zmarła 23 czerwca 2014 roku. "Akurat byłem w szpitalu, kiedy dziennikarze zadzwonili do mnie, mówiąc, że Małgorzata Braunek nie żyje. Pamiętam, że powiedziałem wtedy, iż zmarł najpiękniejszy polski uśmiech" - wspominał w jednym z wywiadów Jan Nowicki.

Iga CembrzyńskaOd pierwszego męża wyprowadziła się "jak stała", z drugim przeżyła wielką miłość. Cembrzyńska wróci na scenę?