Edyta Górniak odmówiła Dodzie, a ludzie jej nie darowali. Tak w internecie wygląda "walka z nienawiścią"

Edyta Górniak nie wystąpi w koncercie Dody "Artyści przeciw nienawiści", bo ma do tego prawo. Tymczasem internet w imię obrony szlachetnej inicjatywy wylał na nią wiadro pomyj. Gdzie tu logika?

"Artyści przeciw nienawiści" to świetna akcja. Pomysł, żeby polscy muzycy zjednoczyli się dla promowania ważnej szczególnie w ostatnim czasie idei walki z hejtem i językiem nienawiści, które zdominowały dyskurs publiczny, bardzo się chwali. Z inicjatywą zorganizowania takiego wydarzenia wyszła Doda, a odzew gwiazd był ogromny. 

Kiedy odsłuchałam swoją piosenkę "Znak pokoju" zrozumiałam, że napisałam ją 15 lat temu i przez 15 lat nic się nie zmieniło. Mam prośbę do wszystkich muzyków, może zrobimy coś razem w duchu tego utworu? Przekażmy sobie znak pokoju, zjednoczmy ludzi pod sceną - mówiła Doda w InstaStory, gdy prezentowała swój spontaniczny pomysł. 
Zobacz wideo

Udział w inicjatywie zadeklarowało już wielu artystów, m.in. Beata Kozidrak, Katarzyna Nosowska, Grzegorz Hyży, Natalia Szroeder, Katarzyna Cerekwicka, Michał Szpak, Julia Wieniawa i wielu innych. Doda zrobiła jednak coś, co przysłoniło główny cel inicjatywy: wywołała do tablicy swoje dwie odwieczne rywalki, oczywiście podkreślając, że wyciąga rękę na zgodę. Na Edycie Górniak i Justynie Steczkowskiej, bo o nich mowa, spoczęła ogromna presja. Zastanawiano się, czy po latach publicznych pyskówek, w których - warto podkreślić - Doda nigdy aniołkiem nie była, dwie divy zapomną o upokorzeniach w imię wyższej idei. Kiedy fani zasypywali je pytaniami, one - jak na złość - nabrały wody w usta. Przyciśnięty do ściany menedżer Steczkowskiej dyplomatycznie stwierdził, że "Justyna nie wyklucza udziału w koncercie". 

Oświadczenie Edyty opublikowane po dwóch dniach od zainicjowania akcji było bardziej stanowcze. Wokalistka nie tylko nie wsparła inicjatywy, ale zarzuciła też Dodzie próbę kreowania się na bohaterkę w obliczu tragedii. 

Używanie chwili tak tragicznej dla nagłówków i kreowania siebie na bohatera, zanim jeszcze nawet pochowano Pana Prezydenta Adamowicza, jest wbrew mojej filozofii życiowej i w moim odczuciu na cienkiej granicy przyzwoitości ludzkiej.
 

Krytyka Edyty była natychmiastowa. Ludzie pisali, że się zawiedli, że to "żałosne", a post Górniak to zwyczajne "plucie jadem". Pojawiły się insynuacje, że Edyta nie chce zagrać, "bo nikt za to nie płaci", ale co się dziwić, jak "jest materialistką", a to taka "cygańska mentalność".

Żałosne, tragiczne. Nie wiem, jak to nazwać.
Wystarczyło napisać, że nie weźmiesz udziału w tym koncercie. Post jest ewidentnie "pluciem jadem" względem prywatnej urazy do Dody. Tak nie postępuje się wobec bliźnich, zwłaszcza, że ciągle podkreślasz swoją religijność.
Bardzo się zawiodłam na Pani. Brak słów. Całe szczęście jest mnóstwo artystów, którzy mają dobre serce - podsumowuje internautka pod oświadczeniem piosenkarki. 
Ręce opadają. Jak można tak myśleć. Żenada.

Okazuje się więc, że Edyta nie miała prawa odmówić. Przynajmniej nie bez konsekwencji, którą jest zmieszanie z błotem i oskarżenie o najniższe pobudki. Okazuje się też, że pod szyldem "walki z nienawiścią" ludzie hejtują z jeszcze większym zaangażowaniem, bo przecież robią to "po coś". Nie mówię, że Edyta odmówiła Dodzie z klasą, bo nie. Nie mówię też, że jej wyraźna irytacja była bez przyczyny. O tym, czy pobudki Dody były bezinteresowne, wie tylko ona. Już Karolina Korwin Piotrowska słusznie zauważyła, że Rabczewska "ma burzliwą przeszłość i może nie uniknąć posądzeń o niecne intencje. Przykre jest jednak to, że w imię "walki z nienawiścią" ludzie krytykują, obrażają i uważają, że to jest ok. 

Wiktoria Jakubowska