Marcin Wrona o ciemnej stronie życia w USA. Nie może doprosić się skierowania na prześwietlenie płuc

Marcin Wrona już od 15 lat mieszka i pracuje w Stanach Zjednoczonych jako korespondent telewizyjny. Przy okazji promocji swojej książki "Wroną po Stanach" opowiedział o ciemnej stronie życia w tym kraju.

Przeprowadzka do USA miała być dla Marcina Wrony i jego rodziny spełnieniem marzeń. Tymczasem rzeczywistość zweryfikowała stereotypy z czasów PRL-u o baśniowym życiu za oceanem. Po 15 latach w Stanach Zjednoczonych Marcin Wrona otwarcie mówi, że tamtejsze życie oraz służba zdrowia wcale nie są tak kolorowe, jak mogłoby się wydawać.

Zobacz wideo Wszystkie pieniądze Donalda Trumpa. Uderzenie w "Trump brand" nie będzie wcale najgorsze [OKO NA ŚWIAT]

Marcin Wrona szczerze o życiu i leczeniu w USA

Przy okazji promocji "Wroną po Stanach” dziennikarz udzielił wywiadu "Gazecie Wyborczej", w którym szczerze opowiedział o życiu i leczeniu w Stanach Zjednoczonych. Jak się okazuje, rodzina Wrony poznała już ciemną stronę pobytu w USA. Choć jego 13-letni syn urodził się w Stanach, to właściwie wolałby mieszkać w Polsce, a córka, która idzie do collage’u, musi zaciągnąć kredyt, bo rodziny nie stać na opłacenie uczelni. Szczególnie trudno żyje się za oceanem teraz, w czasach pandemii koronawirusa.

W okolicach Waszyngtonu, gdzie mieszkam, wielu moich przyjaciół od roku prawie nie wychodzi z domu. Moje dzieci tydzień temu pierwszy raz poszły do szkoły na dwa dni w tygodniu, a w pozostałe mają zajęcia w domu - wyznał Wrona.

Niestety pandemia mocno doświadczyła rodzinę dziennikarza. 

Mój tata zmarł w szpitalu po zakażeniu. Miał wiele chorób towarzyszących, ale to koronawirus sprawił, że nie dał rady już dalej walczyć. Teraz choruje moja mama w Polsce, a i ja do USA przyleciałem z Polski już zakażony - przyznał korespondent "Faktów".

Dziennikarz TVN-u zmaga się obecnie z zapaleniem płuc. Jak przyznaje, przez wprowadzenie teleporad już od kilku dni nie może doprosić się wystawienia skierowania na prześwietlenie płuc. Choć sam nie ma już wiele wspólnego z polską służbą zdrowia, to docenia pomoc, jaką w kraju otrzymali jego najbliżsi. 

Moja mama na szczęście nie ma objawów i razem z osobą, która się nią opiekuje, jest w domu. Co chwila dzwoni do niej lekarz i ma już też umówione szczepienie. Mój tata miał w Polsce idealną opiekę w szpitalu i jestem pod wrażeniem pani doktor, która sprawiła, że nie cierpiał - powiedział Marcin Wrona.

Życie przed pandemią. Dzieci szkoliły się w razie zamachów

W wywiadzie dziennikarz TVN-u opowiedział też, jak wyglądało życie jego rodziny jeszcze przed pandemią koronawirusa. Dla przykładu, w szkołach dzieci Marcina Wrony szkoliły się w razie ewentualnych zamachów. Uczyły się m.in., jak w obliczu zagrożenia zabarykadować drzwi w klasie.

Wrona zdradził też, że w Stanach Zjednoczonych niektórzy producenci plecaków wszywają w nie materiał kuloodporny, aby w razie potrzebny służył dzieciom za tarcze.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.