Odbył się pogrzeb Bogumiły Wander. Pożegnał ją mąż. Wzruszające słowa na wieńcu

Bogumiła Wander została już pochowana. Wieniec od męża, który znalazł się na jej grobie, wyjątkowo porusza.

Pogrzeb Bogumiły Wander, która zmarła 30 lipca, odbył się 7 sierpnia. Słynna prezenterka została pochowana w rodzinnym grobie na cmentarzu w Służewie. Ceremonia miała charakter prywatny. Dzień przed uroczystością rodzina przekazała specjalny komunikat. "Decyzją rodziny data i miejsce pogrzebu nie są podawane do opinii publicznej za pomocą mediów. Zgodnie ze zwyczajem w kościele, w którym odbędzie się w tym tygodniu msza żałobna, wywieszona jest klepsydra. Na miejsce pochówku zmarła zostanie odprowadzona w gronie najbliższej rodziny" - poinformowano.

Zobacz wideo Tak wyglądał pogrzeb królowej Elżbiety II

Pożegnalny wieniec od męża

Choć fani gwiazdy TVP nie uczestniczyli w jej ostatnim pożegnaniu, grób spikerki zatonął w kwiatach. Jak informuje "Fakt", nie wszystkie wieńce zmieściły się na nagrobku. Wśród nich jeden szczególnie się wyróżnia. Mowa o wieńcu od męża, kapitana Krzysztofa Baranowskiego. Jest w całości zrobiony z białych lilii ozdobiony zieloną szarfą z napisem: "Żegnaj kochana Bogusiu. Na zawsze twój Krzysiaczek". Na grobie Bogumiły Wander nie zabrakło też wieńca od syna Marka. "Kochanej mamie, babci i teściowej. Syn z rodziną" - brzmi napis. Znalazły się też wieńce od przyjaciół z dawnych lat, m.in. od Bożeny Walter, która pracowała z Wander w TVP.

Zdiagnozowano u niej Alzheimera

Bogumiła Wander miała 80 lat. Przed śmiercią przebywała w specjalistycznym ośrodku, w którym miała zapewnioną całodobową opiekę. Gdy kilka lat temu prezenterka zaczęła mieć problemy z pamięcią i zdiagnozowano u niej Alzheimera, nie poddawała się. Dopóki mogła, starała się być jak najbardziej aktywna. Opowiadała nam o tym jej przyjaciółka, czyli Katarzyna Miller. - Niestety nie pamiętam naszego ostatniego spotkania, żebym je dobrze wyróżniała jako to ostatnie. Te czasy jej choroby, dopóki nie zamieszkała w domu opieki, zlewają się w jedno. Ale pamiętam te wszystkie ostatnie spotkania, gdy już choroba ją dorwała i była słabsza. Ona nie dopuszczała do siebie tej choroby, że coś za chwilę będzie nie tak. Podchodziła do tego dzielnie. Miała w sobie dużo siły. Bardzo się opierała, ale niestety człowiek nie zaprze się do końca. Na pewno jednak przez aktywność opóźniła jej skutki - wyznała nam psycholożka.

Więcej o: