Hanna Lis wspomina trudny poród, podczas którego mogła umrzeć. "Dość tej dyktatury! Dość opresyjnego państwa"

Hanna Lis przyłączyła się do grona gwiazd, które protestują przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej.

Od czwartku 22 październiku kobiety w Polsce masowo protestują przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. To właśnie tego dnia padł wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że terminacja ciąży ze względu na ciężkie wady i choroby genetyczne nie jest zgodna z Konstytucją. Wściekłe kobiety wyszły na ulice, a także protestują w sieci. Głos w sprawie zabrała Hanna Lis, która opowiedziała o trudnym porodzie.

Zobacz: Gwiazdy protestują po wyroku TK ws. aborcji. Na ulice Warszawy wyszli m.in. Trzaskowscy, Musiał, Zborowska

Zobacz wideo Sejm zajmie się projektem ustawy zaostrzającej prawo aborcyjne

Hanna Lis wspomina trudny poród

Dziennikarka nieraz poruszała temat swoich ciąż i porodów. Hanna Lis mogła stracić swoje córki ze względu na endometriozę. Teraz na Instagramie przyznała, że sama mogła umrzeć podczas pierwszego porodu, ponieważ doszło do odklejenia się łożyska. Hanna Lis zwraca uwagę, że już teraz Kaja Godek zapowiada walkę o całkowity zakaz aborcji, nawet w przypadku ratowania kobietom życia.

Więcej: Hanna Lis po raz pierwszy pokazała zdjęcia z ciążowym brzuchem. My patrzymy na smutny wpis dziennikarki. "Czas największego lęku"

Niech matka umiera, ku chwale pani Godek. Tak z wyżyn swojej wiedzy medycznej (i empatii) rzecze pani Godek: nie istnieje w medycynie taka sytuacja, żeby ciąża - jako ciąża sama w sobie - zagrażałaby życiu kobiety. I kontynuuje "jeżeli kobieta ma zagrożone życie, to nie zabija się dziecka, aby leczyć matkę". Do jasnej cholery! Dość tej dyktatury! Sama o mały włos nie pożegnałam się z życiem w mojej pierwszej ciąży. Wrzuć w Google’a "odklejenie łożyska" pani Godek! Przeczytaj ze zrozumieniem, o ile to w ogóle możliwe w twojej zabetonowanej, fundamentalistycznej głowie! - napisała wzburzona Hanna Lis.

Dziennikarka przyznała również, że problemy pojawiły się również w jej drugiej ciąży. Wtedy dostała wybór, czy chce ryzykować, czy może zakończyć ciążę. Zdecydowała się zaryzykować.

Ale to był MÓJ WYBÓR, a nie: PiS-u, Konfederacji Ordo Iuris, biskupów, czy jakiejś pani Godek. MÓJ. Nikomu nie narzucam swojego światopoglądu, nikomu nie mówię jak ma żyć. Zatem tym razem nie proszę, a ŻĄDAM - odczepcie się od sumień kobiet. Grzecznie już było. Wystarczy. Jako kobieta i matka nie zgadzam się na to, aby ktokolwiek rościł sobie prawo do decydowania o naszym losie, zdrowiu, życiu i sumieniu! Dość opresyjnego państwa - napisała dziennikarka.
 

Na koniec Hanna Lis dodała, że nie zgadza się, by ktokolwiek decydował o jej losie lub przyszłości jej córek.