Rusin pochwaliła się biletem lotniczym. Efekt? Dostęp do jej danych mogli mieć wszyscy. Do karty kredytowej też. "Totalny brak reakcji"

Kinga Rusin miesiąc temu poleciała do Stanów Zjednoczonych. Prezenterka pochwaliła się kupionym biletem lotniczym, ale jednego nie przewidziała. Upubliczniła wszystkie swoje dane - łącznie z numerem karty kredytowej. Bloger turystyczny, który to odkrył, nie usłyszał nawet "dziękuję".

W maju Kinga Rusin pokazała na Facebooku kupiony bilet lotniczy. Wszystkie "wrażliwe dane" nie były widoczne, ale dostępny był kod QR. Z okazji skorzystał bloger Paweł K., prowadzący stronę 2b3.in o podróżach po całym świecie. Jak sam napisał, chciał zwrócić uwagę Kingi Rusin na konieczność ochrony własnych danych osobowych i zagrożenia, jakie się z tym wiążą. Długo nie otrzymywał żadnej odpowiedzi. Dopiero po wysłaniu kolejnej wiadomości post ze zdjęciem biletu zniknął, zaś sama Kinga Rusin do dziś nie odniosła się do sprawy - bloger nie usłyszał nawet "dziękuję" za zwrócenie jej uwagi. A sprawa jest poważna.

Kinga Rusin upublicznia WSZYSTKIE swoje dane

Niewinne zdjęcie karty pokładowej Kingi Rusin doprowadziło blogera bardzo szybko do właściwie wszystkich najważniejszych danych dziennikarki. Uzyskał dostęp do jej pieniędzy - miał cały numer karty kredytowej. Otrzymał wszystkie szczegóły miejsca zamieszkania, pełne dane paszportowe, pełne dane wizy do USA, numer stałego klienta w liniach lotniczych... Słowem wszystko, co nigdy nie powinno wypłynąć do internetu.

Jak to zrobił? Wystarczył dobrze widoczny kod QR na bilecie Kingi Rusin oraz numer rezerwacji i nazwisko pasażera. Dzięki temu bez problemu dostał się do systemu rezerwacji linii lotniczych a stąd otrzymał dostęp do wszystkich danych dziennikarki.

Tego typu dane w rękach osoby nieuprawnionej, która chciałaby zrobić z nimi coś niedobrego (dla Kingi Rusin), są po prostu bezcenne. Umówmy się: wszystko jest podane na talerzu i woła "wykorzystaj mnie" - pisze bloger na swojej stronie internetowej w poście poświęconym bezpieczeństwu swoich danych.

Gdyby miał złe zamiary, Kinga Rusin miałaby niemały problem. Na szczęście okazał się człowiekiem o dobrym sercu i z misją. Dał znać Kindze Rusin, że powinna skasować zdjęcie z mediów społecznościowych, bo naraża się na spore nieprzyjemności. Odpowiedziała mu głucha cisza. Kolejne próby kontaktu spełzły na niczym. Dopiero po dłuższym czasie post nagle zniknął, ale pan Paweł do dzisiaj nie usłyszał nawet słowa "dziękuję".

Czy ktoś odpisał na komentarz umieszczony na profilu facebookowym Kingi Rusin? Nie. Czy ktoś odpisał na wiadomość wysłaną na Messengerze? Nie. Czy ktoś skontaktował się ze mną (telefonicznie) w ciągu ostatniego miesiąca, który minął od opisywanej historii? Nie - pisze rozgoryczony.

Mamy nadzieję, że Kinga Rusin będzie już teraz bardziej uważna, jeśli chodzi o publikowanie różnych rzeczy w internecie. Nie każdy będzie tak uczynny, jak pan Paweł.

Zobacz wideo
Więcej o: