Roman Giertych umieścił wpis dotyczący wyroku sądu okręgowego w Warszawie w sprawie tzw. afery futrzanej. Ma on charakter precedensu i może mieć duży wpływ na dotychczasowe funkcjonowanie polskich tabloidów. Mecenas reprezentuje Monikę Głodek (żonę Roberta Janowskiego), która w 2013 roku wraz z Janiną Drzewiecką (żoną byłego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego) została oskarżona za kradzież luksusowych towarów z butiku na Florydzie. Temat wielokrotnie trafiał na okładki tabloidów i był mocno eksploatowany, a cała sprawa doczekała się procesu. Monika Głodek wytoczyła bowiem wydawcom Super Expressu sprawę za naruszenie dóbr osobistych. Wyrok sądu okazał się bardzo surowy i niekorzystny dla SE.
Udało nam się skontaktować z mecenasem, który właśnie przebywa za granicą. Przedstawił nam swoje stanowisko w tej sprawie:
Nigdy wcześniej w Polsce nie było naruszenia dóbr osobistych na taką skalę, by przez rok w kilkudziesięciu publikacjach nazywać kogoś złodziejką i szmatą, która będzie sprzątać w więzieniach (...). Sprawa w sądzie amerykańskim zakończyła się umorzeniem postępowania ze względu na całkowity brak podstaw oskarżenia, a Super Express przez rok na pierwszej stronie publikował nieprawdziwe i szkalujące teksty. Dlatego teraz przez 30 dni powinien przepraszać tak, żeby wszyscy - nawet Ci którzy go nie czytają, ale zapoznały się z zarzutami poprzez kontakt z okładką - mogli zapoznać się się z przeprosinami (...). A Pan Jastrzębowski nie powinien się tak denerwować, bo będzie miał ułatwiony miesiąc urlopu, ponieważ nie będzie musiał redagować okładki.
W dalszej części rozmowy Roman Giertych odniósł się do słów redaktora naczelnego SE. Sławomir Jastrzębowski na Wirtualnych Mediach zapowiedział apelację i nie przebierał w słowach:
To absolutnie skandaliczny wyrok, który jest próbą zakneblowania prasy i cenzury prewencyjnej.
Innego zdania jest natomiast mecenas Giertych:
Sprawa jest oczywista. Tu nie chodzi o cenzurę i zakneblowanie prasy, tylko o to, by przestrzegać prawa prasowego i zachować minimalne standardy. Jeżeli prawo prasowe mówi, że nie można podawać imion i nazwisk osób, to należy się do tego stosować. A Super Express sobie ten obowiązek zlekceważył, sprawa skończyła się w sądzie i ponosi teraz tego konsekwencje. Niech Jastrzębowski teraz nie płacze, bo to trzeba było myśleć wtedy, kiedy formułował te zarzuty.
Wcześniej Jastrzębowski skomentował też wyrok na swoim Twitterze, powołując się na raport amerykańskiej policji:
A Wy, co o tym sądzicie?
AW
Zenek Martyniuk zareagował na wywiad Faustyny. Takiego zachowania nikt się nie spodziewał
Nazywali ich "oazowym zespołem". Kwiat Jabłoni ujawnia prawdę na temat wiary
Syn Wiśniewskiego skończył pięć lat! Pod urodzinowym wpisem Poli lawina komentarzy
Olejnik zapytała Owsiaka o jego wynagrodzenie. Lider WOŚP mówi wprost
Gwiazda filmu "Kevin sam w domu" nie żyje. Catherine O'Hara miała 71 lat
Ksiądz wystąpi w reality show TVN-u. Tak zareagowali jego przełożeni
Syn Bachledy-Curuś nie umie polskiego. Aktorka tłumaczy, dlaczego
Nowe wieści w sprawie śmierci Catherine O'Hary. Aktorka trafiła do szpitala w ciężkim stanie
Leszczak o rozstaniu z Koterskim i walce z lękiem. "Byłam wtedy sama z Frysiem w domu"