Kinga Rusin związana była z telewizją od 1993 roku. Najpierw pracowała w TVP, a od 1997 roku aż do 2020 roku w TVN. Przez ten czas zdążyła wygrać "Taniec z gwiazdami", dzięki któremu pozbierała się po bolesnym rozwodzie czy współprowadzić np. takie popularne programy jak: "Dzień dobry TVN", "You Can Dance" czy "Agent. Gwiazdy". Nic dziwnego, że fani prezenterki ubolewają nad tym, że już cztery lata nie ma jej na wizji. Dlaczego tak jest? W końcu gdy przestała prowadzić śniadaniówkę, TVN zapewniał, że szuka dla niej nowego formatu. Główna zainteresowana wszystko wyjaśniła.
Kinga Rusin od czterech lat jest w podróży z ukochanym Markiem Kujawą i zwierza najbardziej egzotyczne miejsca na świecie. W Polsce od tego czasu bywa sporadycznie i na krótko. Ostatnio prezenterka opowiadała o swoich przygodach w Peru. "Nie uwierzycie, ale…trochę jestem już zmęczona... Tyle tygodni w drodze, a Marek mi nie odpuszcza. Wręcz przeciwnie! Właśnie podkręcił tempo, choć wydawało mi się, że to jest fizycznie niemożliwe!" - napisała. To skłoniło jedną z jej fanek do zapytania, jak żyje się jej bez telewizji i czy nie myślała, by do niej wrócić. Jeszcze niedawno gdy PiS stracił władzę, pisała enigmatycznie, że ma o czym myśleć, bo dostała kilka ofert pracy. "Mam wspaniałe wspomnienia. Pracowałam w tv w jej najlepszych latach. Prowadziłam i współtworzyłam ikoniczne programy" - odpisała ostatnio szybko Kinga. Co stoi na przeszkodzie powrotu do telewizji? Okazuje się, że gdyby się na niego zdecydowała, uniemożliwiałoby to jej eksplorowanie świata, a z tego, póki co nie zamierza rezygnować. "Teraz spełniam marzenie życia!" - dodała.
Niedługo później Kinga Rusin zdradziła, że ukochany, widząc jej zmęczenie, zadbał o regenerację. I sprawił nie lada niespodziankę. "Marek zabrał mnie na peruwiańskie 'Lazurowe Wybrzeże'. [...] Nie jest tu łatwo dotrzeć, ale warto! Samo miasteczko jest urokliwe, a butikowe hoteliki i piękne wille nad brzegiem oceanu, w zamkniętej strefie, w zaskakująco dobrym stylu boho. Coś jakby Tulum - tylko że przed inwazją turystów. Plaża jest duża, pusta i bardzo długa" - cieszyła się. A że na miejscu były konie, mogła sobie pozwolić na galop o zachodzie słońca. Poza tym wiadomo, że para skusiła się też na długie romantyczne spacery. Miejsce do spania też ją zachwyciło. "Nie mam pojęcia, jak Marek znalazł nasz hotel i cudny domek na samej plaży, z którego tarasu rozpościerał się widok na morze. Specjalnie dla nas rozpalono przed nim wieczorem ognisko, żebyśmy mogli przy jego blasku słuchać szumu fal, popijając tradycyjne, peruwiańskie pisco sour. Można było zapomnieć o wszystkich trudach dotychczasowej podróży" - podsumowała i na koniec zdradziła, że przed nimi kolejny punkt podróży. Nie chciała jednak jeszcze zdradzić jaki. Przeczytaj też: Wypomniał Rusin finanse na podróże. "Taka wyprawa dla przeciętnego Polaka...". Konkretnie odpowiedziała