Kinga Rusin była kujonem czy luzakiem?

Kinga Rusin w wywiadzie dla "Gagi".
Kinga Rusin Kinga Rusin KAPIF

Szkoła

Dziennikarka, prowadząca "Dzień dobry TVN", prezenterka telewizyjna, Kinga Rusin, opowiadała o swoich szkolnych doświadczeniach: jaką była uczennicą, czy lubiła czytać, kto był jej autorytetem i czy chodziła na imprezy.

Zastanawialiście się kiedyś czy szkolne doświadczenia, to czy przykładacie się do nauki będzie miało odzwierciedlenie w przyszłości? Ten, kto dużo się uczy, czy imprezujący luzak - kto ma szansę być sławny? Może to kwestia przypadku, ale wywiad z Kingą Rusin daje nam pewne wskazówki. Dziennikarka spytana o to, czy lubiła szkołę, odpowiedziała, że wtedy to nie miało znaczenia:

Może to kwestia wychowania, może systemu politycznego w kraju, ale ja wyrosłam w przekonaniu, że najważniejszym obowiązkiem dziecka jest nauka. Miałam to bardzo mocno wbite w głowę i nikt nie musiał mnie motywować do nauki. Byłam niezwykle zdziwiona, gdy pod koniec podstawówki odkryłam, że to nie jest powszechna postawa ani też najlepiej odbierana przez rówieśników - powiedziała Kinga.
kinga rusin kinga rusin kapif

Kujonka

Skoro cały czas się uczyła i nie wiedziała, że inni mogą ją przez to źle oceniać, to pewnie była nazywana kujonką, przecież nawet dzisiaj można się spotkać z takimi opiniami.

Trochę tak [była kujonką - przy. red.]. Siedziałam w pierwszej ławce, byłam zawsze przygotowana do zajęć, brałam udział w olimpiadach i kołach zainteresowań. Walczyłam w olimpiadzie z geografii, z języka polskiego, historii, nawet z matematyki, mimo że byłam noga z matmy. [...] No właśnie. I zbierała się taka grupa kontestatorów-prześladowców, którzy obśmiewali moją postawę.

Czy to mogło ją boleć? To nie jest łatwa sytuacja: albo zmieniasz się dla fałszywych znajomych i tracisz szansę na dobra przyszłość, albo jesteś obrażanym kujonem.

Ani przez chwilę nie miałam wątpliwości, czy warto się uczyć. Wiedziałam, że to jest moja przepustka do lepszego świata. Nie chodziło mi w ogóle o telewizję, bo wtedy nawet o tym nie myślałam. Chodziło o wyrwanie się z tej powszechnej wówczas w Polsce szarości, bylejakości. Chciałam czegoś więcej - powiedziała o swoim wyborze Kinga.
Kinga Rusin. Kinga Rusin. WBF

Autorytety

Kinga została spytana czy miała autorytety i kto był jej ulubionym nauczycielem.

Na pewno nauczyciel języka polskiego. Ja w ogóle lubiłam polski, lubiłam pisać i gadać. No i miałam wspaniałego nauczyciela, pana Zimowskiego. To był starszy pan, tuż przed emeryturą, walczył w Powstaniu Warszawskim. Był niezwykle etyczny, mówił przepiękną polszczyzną, dbał nie tylko o treść, ale też o formę. Wzbudzał szacunek i respekt, mówił takim ściszonym głosem, a myśmy wstrzymywali oddech. Mam wrażenie, że jego niezwykłość wywodziła się ze świata, z którego on się wywodził, a który był dla nas niewidzialny. Czasami nam o tym świecie opowiadał:o etosie, przyjaźni, wartościach. Myślę, że jakąś część mojej osobowości ukształtował właśnie on.

Znacie nauczycieli, którzy są dla Was autorytetami?

Kinga Rusin Kinga Rusin kapif

Książki

Według najnowszych badań młodzi ludzie czytają dużo, to najprężniej rozwijająca się grupa czytelników. Nie chodzi tu o czytanie lektur, każda książka ma wartość, a te które sobie sami wybierzemy, jeszcze większą - nie znudzą nas, przeniosą w nowe światy, dadzą do myślenia. Czy Kinga lubiła czytać?

Czytałam bez przerwy. Moja mama wysłała mnie kiedyś do znajomych na działkę i ja nie wyszłam z pokoju przez dwa tygodnie, bo musiałam przeczytać wszystko, co tam zabrałam. Moją ulubioną książką była wtedy zdecydowanie "Krystyna, córka Lavransa" noblistki Sigrid Undset. Miała trzy tomy, przeczytałam ją z pięć razy, byłam ją w stanie cytować. Podobnie "Gniade, kare, kasztanki" Teodora Goździkiewicza - indoktrynacyjne opowieści o tym, jak ludzie w czasie wojny ratowali konie, bo byli to oczywiście działaczem partyjni i Wojsko Polskie, ha, ha, ha... Pamiętam ilustracje rysowane prostą kreską -  szkice koni, które śniły mi się po nocach i które kopiowałam na potęgę. Próbowałam kiedyś czytać tę książkę mojej córce Poli i ona nie mogła uwierzyć, że mogło mi się to podobać. Podobnie było z Edmundem Niziurskim, którego uwielbiałam. Kupiłam Poli całą serię, a ona powiedziała, że to jest największa głupota, jaką słyszała...

Skoro Kinga lubiła się uczyć i cały czas czytała, to jakie było jej szkolne życie towarzyskie?

Nie było go zbyt wiele. Naprawdę, do czasu studiów byłam tak skupiona na nauce, że nie było żadnego życia poza... [...] Gdy ja kończyłam liceum, na naszych oczach burzono pomnik Dzierżyńskiego, działa się historia. Myśmy myśleli tylko o tym, jak by wyjechać na studia zagranicę. Priorytetem były oceny, wiedza i nauka obcego języka. Naprawdę, w liceum nie miałam czasu na życie towarzyskie.

Teraz są spokojne czasy, wolny czas jest bardzo ważny, ale po rozmowie z Kingą, można pomyśleć, że nauka na pewno popłaca.

A jak Wy dzielicie czas na naukę i znajomych?

Więcej o: