Do wczoraj wielu Polaków żyło nadzieją, że po raz pierwszy od wielu lat mamy szansę osiągnąć na Eurowizji wynik, którego nie będziemy się wstydzić. Nasza reprezentantka, Magdalena Tul, włożyła wiele starań w przygotowania do występu. Jednak coś poszło nie tak. Pytanie, co? Oto siedem grzechów głównych naszej prezentacji, które niby na pierwszy rzut oka są nieistotne.
Magdalena Tul wystąpiła na scenie jako pierwsza. Taki numer startowy wybrała Polce TVP, która razem z Grecją (wystąpili jako ostatni, są w finale) miała przywilej wyboru do tego, która zaśpiewa. Decyzję o "jedynce" Niemcy skomentowali zdziwieniem. Strategicznie to najsłabszy numer, co zresztą pokazują wyniki. Do finału awansowały piosenki z drugiej części listy.
Gwoździem do trumny okazał się stres. Na próbach Magdalena Tul z powerem prezentowała się na scenie. Podczas samego półfinału na początku występu było słychać drżący głos. Publiczność mogła mieć odczucia, że artystka nie czuje się komfortowo i jest zestresowana. Trzeba jednak przyznać, że wokalistka szybko opanowała tremę. Mimo to i tak za późno, bo na Eurowizji liczy się każda sekunda...
Polka mimo ciekawej choreografii została pokazana niekorzystnie. Niemcy nie postarali się i nie zwrócili uwagi na najważniejsze i najtrudniejsze elementy taneczne. Całość wydawała się nieskładna i nie miała sensu, gdyż pokazywana była z oddali.
Po raz kolejny polska ekipa nie zadbała o wizualizacje, które w połączeniu ze słabymi uchwyceniami kamer były wyjątkowo nieciekawe. A to właśnie one są dopełnieniem całej wizji, która na festiwalu Eurowizji ma ogromny wpływ na wynik. Według nas należało wprowadzić więcej życia w tle polskiej prezentacji.
Podczas występu Polski zabrakło kilku wizualnych detali, które wpłynęły na odbiór naszej piosenki. Ciekawa choreografia ginęła na zbyt dużej scenie. Nasza reprezentacja nie do końca zadbała o wypełnienie przestrzeni estrady, co szczególnie było widać w złych ujęciach kamer. Choreografia tancerzy z polskich preselekcji była bardziej efektowna i wprowadzała pewną świeżość. Przegraliśmy na tle innych popowych piosenek, bo tylko z nimi tak naprawdę rywalizowaliśmy o awans.
Na koniec występu jedna z tancerek głośno krzyknęła do mikrofonu "auuuu!". Współczujemy i mamy nadzieję, że nie stało się jej nic groźno. Jednak dziewczyny powinny być przygotowane na tego typu sytuacje, szczególnie w wykonywaniu najtrudniejszego elementu układu.
Nie od dziś wiadomo, że na festiwalu Eurowizji duży wpływ ma położenie geopolityczne kraju. Polska nie miała na kogo liczyć. W naszym półfinale głosowały tylko Litwa i Rosja, z którą mamy na bakier. Największe wsparcie Magdalena mogła dostać od Polonii z Anglii, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni. Szkoda, że zamiast Polski w finale zaprezentuje się kicz z Grecji czy Azerbejdżanu.