14 stycznia minie pierwsza rocznica śmierci Pawła Adamowicza. Prezydent Gdańska podczas udziału w finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy został dźgnięty nożem przez mężczyznę, który wtargnął na scenę. Jego żona, Magdalena, do tej pory nie może pogodzić się z tym, że jej mąż nie żyje.
Kobieta ma poczucie, jakby jej ukochany dalej z nią był, a jego śmierć jest dla niej nierealna. Do tej pory nie usunęła z domu jego rzeczy - oddała jedynie część jego garniturów i kurtek, z reszty chce uszyć patchworkową narzutę na łóżko oraz poduszki. Jednak to nie jedyne, co po nim zostało:
Mam w szafie aparat męża wyrównujący zgryz, jego wszystkie perfumy i kapcie - wyznała Adamowicz.
Także jego córki: 16-letnia Antonina i 9-letnia Teresa są związane z rzeczami ojca. Nastolatka śpi w górach od jego piżam oraz chodzi w swetrach ojca. Oprócz tego mają wiele kolorowych wspomnień, które pomagają im żyć.
Jednak Magdalena Adamowicz przyznaje, że najgorszy czas bez męża dopiero przed nią. Święta Bożego Narodzenia zawsze spędzali u rodziny Pawła Adamowicza, później szli do jej bliskich. Było rodzinnie, śpiewali kolędy. Nie ukrywa, że tęsknota za mężem z czasem jest coraz większa.
Ta tęsknota jest jeszcze gorsza niż na początku. Teraz jest mi jeszcze trudniej - przyznała.
Mimo to, nie czuje nienawiści do zabójcy męża. Jej podejście wynika z głębokiej wiary.
Już mówiłam, mam silny dar wiary, a jej fundamentem jest miłosierdzie. Po co pielęgnować złe emocje? To niczego nie zmieni. Ten człowiek to narzędzie, ofiara systemu przepełnionego mową nienawiści, wszechobecną i na którą jest przyzwolenie z góry. A może ten człowiek jest chory? Moi teściowie modlą się o jego nawrócenie. Żal mi jego matki. To dla niej jest moje wybaczenie - wyznała szczerze.
Dlatego też Magdalena Adamowicz zaangażowała się w przygotowanie kampanii przeciwko mowie nienawiści. Oprócz tego jest bardzo aktywna zawodowo, a praca parlamentarna zajmuje jej myśli i czas.
AW
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!