Dwie ofiary, zakrwawiona rękawiczka i proces, który śledziły miliony. Czy O.J. był niewinny?

Proces stulecia i historia, która wstrząsnęła nie tylko USA, ale i całym światem. W połowie lat 90. wszyscy zadawali sobie pytanie, jak to możliwe, że oskarżony o podwójne morderstwo O.J. Simpson uniknął kary? W tej sprawie nie ma prostych odpowiedzi, a ilość zwrotów akcji nie przyśniłaby się nawet najlepszemu scenarzyście.
O.J. Simpson
Fot. Youtube.com/Rochester TV Archive

Pod względem popularności mógł niemal rywalizować z gwiazdą NBA, Michaelem Jordanem. Ale choć był odnoszącym sukcesy sportowcem i celebrytą, w historii nie zapisał się za sprawą pobitych rekordów i zdobytych nagród. Bo pierwszym skojarzeniem każdego Amerykanina, słyszącego nazwisko O.J. Simpsona, będzie proces stulecia i słynne rękawiczki, które przyczyniły się do uniewinnienia mężczyzny. I nic dziwnego. Głośny proces zdaniem wielu stał się parodią wymiaru sprawiedliwości, którą przez miesiące żyły media. Finalnie słynnego futbolistę i aktora oczyszczono z zarzutów i przyznano mu pełną opiekę nad dziećmi, mimo że istniały twarde dowody na jego winę, włącznie z książką, w której opisał feralny dzień z perspektywy zabójcy. Ale to nie koniec tej niezwykłej historii.

Zobacz wideo Jedna zbrodnia w książce to za mało? "Zbrodnia bardziej skomplikowana jest bardziej zagadkowa"

Sportowiec, aktor, celebryta

We wczesnym dzieciństwie urodzonego 9 lipca 1947 roku Orenthala Jamesa Simpsona chyba nikt nie wywróżyłby mu, że w przyszłości zostanie gwiazdą sportu. Chłopiec był słaby i chorowity, a z powodu krzywicy do piątego roku życia musiał nosić specjalny aparat na nogi. Mimo to O.J., jak go nazywano, kochał sport. I ku zaskoczeniu wszystkich, już w liceum zaczął odnosić w nim takie sukcesy, że zdobył stypendium. Wcześnie ujawniła się jednak też jego ciemna strona - mając 13 lat dołączył do gangu i spędził tydzień w więzieniu. Ale, jak przyznawał po latach O.J., sport go uratował i pomógł mu ziścić jego amerykański sen. "Jako dziecko z getta nie marzyłem o pieniądzach, ale o sławie. Chciałem być znany. Chciałem, żeby ludzie widzieli mnie i mówili: nadchodzi O.J.". Dlatego tuż po ukończeniu szkoły, w 1969 roku, związał się z drużyną futbolową Buffalo Bills w stanie Nowy Jork. Szybko stał się jej gwiazdą. Został uhonorowany nagrodami Associated Press - dla sportowca roku, dla najbardziej wartościowego gracza NFL i dla ofensywnego gracza roku NFL. Jego osiągnięcia na boisku zapewniły mu stałe miejsce w College Football Hall of Fame i Pro Football Hall of Fame.

Osiągnięcia sportowe sprawiły, że O.J. stał się celebrytą - występował w reklamach, m.in. Chevroleta i wypożyczalni samochodów Hertz, został komentatorem sportowym, próbował też swoich sił jako aktor. Miał sławę i pieniądze. Brakowało mu jednak szczęścia w życiu prywatnym. Pierwsze małżeństwo Simpsona zniszczyła rodzinna tragedia. Kiedy w 1977 roku jedna z trzech córek pary utonęła w basenie, związek zaczął zmierzać ku rozwodowi, który nastąpił rok później. Po latach jednak O.J. - wówczas już odnoszący sukcesy gwiazdor - w prywatnym klubie "The Daisy" poznał Nicole Brown, która pracowała tam jako kelnerka. Poślubił ją w 1985 roku. I to małżeństwo dalekie było jednak od sielanki, a liczne awantury stały się powodem pogłosek o przemocy domowej. W 1989 roku O.J. został nawet skazany na 120 godzin prac społecznych za dotkliwe pobicie żony. Mimo wielokrotnych prób odbudowania związku para oficjalnie rozstała się w 1992 roku. To jednak nie był koniec, bo dwa lata później sprawy miały przybrać tragiczny obrót.

Noc tragedii i proces stulecia

W nocy z 12 na 13 sierpnia 1994 roku pies Nicole Brown doprowadził sąsiadów do posesji swojej właścicielki i sprawił, że dokonali oni makabrycznego odkrycia. Nicole leżała martwa na patio. Kiedy policja przybyła na miejsce okazało się, że przed śmiercią kobiecie zadano serię ciosów nożem w okolice głowy i szyi. Liczne rany znalezione też na jej rękach wskazywały, że próbowała się bronić. Ofiar było jednak więcej - niedaleko zwłok Nicole leżało ciało 25-letniego Ronalda Goldmana, kelnera z pobliskiej restauracji "Mezzaluna", w której kobieta jadła obiad z rodziną. Mężczyzna, który przyjaźnił się z Nicole, przyjechał oddać okulary, pozostawione przez nią w lokalu. Nie znaleziono narzędzia zbrodni, a jedynie zakrwawioną rękawiczkę. I właśnie ten dowód miał odegrać decydującą rolę w sprawie, która przeszła do historii jako proces stulecia.

Kim był tajemniczy sprawca? Podejrzenia natychmiast padły na O.J. Simpsona. Na jego niekorzyść przemawiało wiele - po pierwsze, jako były mąż ofiary, która w przeszłości skarżyła się na przemocowe zachowania z jego strony, natychmiast znalazł się w gronie podejrzanych. Ale to nie wszystko. O.J. uciekał przed policją, a na drzwiach jego Forda Bronco znaleziono ślady krwi. Co więcej, w pobliżu posesji domu Simpsona odnaleziono drugą, skórzaną rękawiczkę, a na jednej z rąk miał skaleczenie. Pomimo wynegocjowanej przez jego prawników umowy, sportowiec nie oddał się sam w ręce policji - ta musiała osobiście pofatygować się do jego willi, aby go aresztować. Prokuratura natychmiast oskarżyła O.J. Simpsona o podwójne morderstwo. Dowodów na jego winę nie brakowało - Forda Bronco widziano w noc tragedii w pobliżu miejsca morderstwa, a we wnętrzu auta znaleziono krew i włosy ofiary. O.J. Simpson tłumaczył, że w chwili popełnienia zbrodni znajdował się w samolocie do Chicago, ale kierowca limuzyny wiozącej sportowca na lotnisko zeznał, że do samochodu wsiadł spóźniony o ok. kwadrans. Choć krew Nicole znaleziono także na skórzanych rękawiczkach, to właśnie one pogrążyły prokuraturę. Bo kiedy kazano je przymierzyć Simpsonowi, okazało się, że są na niego za małe.

"Gdy coś nie pasuje, niewinność triumfuje"

Spekulowano, że O.J. Simpson wziął leki, które spowodowały puchnięcie dłoni lub zaczął więcej ćwiczyć. Ale werdykt ławy przysięgłych nie pozostawiał wątpliwości: niewinny. "Gdy coś nie pasuje, niewinność triumfuje" - powiedział w mowie końcowej obrońca Simpsona, Johnny Cochran. Rozprawę z zapartym tchem śledziła cała Ameryka - stała się ona pierwszym w historii telewizji procesem transmitowanym na żywo. Ale ta przypominająca emocjonujący serial historia nie skończyła się wraz z zapadnięciem wyroku, którego ogłoszenie na żywo oglądało aż 150 milionów telewidzów. Bo tuż po wygranym procesie Simpsona rodzina Nicole Brown wytoczyła mu proces cywilny. Sąd uznał, że O.J. przyczynił się do śmierci ofiar. Nie został jednak skazany na karę więzienia - musiał za to wypłacić rodzinom ofiar aż 33,5 mln dolarów odszkodowania. Co więcej, Simpson otrzymał od sądu pełne prawa rodzicielskie. Ameryką wstrząsnął nie tylko wyrok, ale też słowa jednego z obrońców futbolisty. Robert Kardashian - pierwszy mąż Kris Jenner oraz ojciec jej trzech córek - w rozmowie z Barbarą Walters na pytanie, czy O.J. jest niewinny, odpowiedział: "Mam wątpliwości".

Sprawa O.J. Simpsona powróciła niczym bumerang w 2006 roku. Sportowiec napisał wówczas książkę, za którą otrzymał honorarium w wysokości aż 3,5 miliona dolarów. Publikację zatytułowaną "If I Did It" ("Jeśli to zrobiłem" - przyp. red.) ogłaszano jako wyznanie winy O.J. Simpsona. Ale choć futbolista całą historię przedstawił oczami sprawcy, nie przyznał się, że to on nim był. Wszystko miało charakter czysto hipotetyczny. "Jeśli to zrobiłem, oto jak do tego doszło" - pisał. Finalnie jednak O.J. Simpsona dosięgła ręka sprawiedliwości - w 2008 roku trafił za kratki. Okazało się, że brał udział w napadzie z bronią na kolekcjonerów sztuki, podczas którego nie tylko skradziono unikalne pamiątki, ale też porwano jedną osobę. Ława przysięgłych uznała Simpsona za winnego wszystkich 12 zarzutów. Sąd skazał go na 33 lata pozbawienia wolności z możliwością zwolnienia warunkowego po odsiedzeniu co najmniej dziewięciu lat. Podczas odczytywania wyroku na sali obecna była siostra oskarżonego, która na decyzję sądu zareagowała niezwykle emocjonalnie, upadając na ziemię i mdlejąc. 1 października 2017 roku O.J. Simpson wyszedł na wolność. Mężczyzna zamieszkał w Las Vegas. W lutym 2024 roku lokalny portal doniósł, że sportowiec ma raka prostaty i przechodzi chemioterapię. O.J. potwierdził te doniesienia we wpisie na portalu X. Zaprzeczył jednak, jakoby miał przebywać w hospicjum. 10 kwietnia 2024 roku O.J. Simpson zmarł w wieku 76 lat w swoim domu w Las Vegas, w otoczeniu najbliższej rodziny.

Więcej o: