Szuka zgubionych obrączek i jest absolutnym mistrzem celnych puent. 7 powodów, dla których uwielbiamy Tadeusza Sznuka

Trzeci raz z rzędu telewidzowie przyznali Tadeuszowi Sznukowi "Telekamerę". To aż nadto wymownie świadczy o sympatii, jaką widzowie darzą tego kulturalnego pana w garniturze o nieskazitelnej kulturze osobistej, giętkim języku i bystrym umyśle. Nie tylko oni, my również go uwielbiamy. Oto nasze powody.

Za "Jeden z dziesięciu"

W "telegraficznym skrócie" można powiedzieć po prostu: uwielbiamy Tadeusza Sznuka za program "Jeden z dziesięciu". Prowadzony odpowiedzialnie, taktownie, z dużym wyczuciem i poczuciem humoru. I tak już od 20 lat.

Nie powiem, że to wynik osobowości prowadzącego. Po prostu, my się niezmiennie staramy ten teleturniej robić solidnie. To wszystko - powiedział skromnie w jednym z wywiadów.

To powód ogólny. Bądźmy jednak bardziej dokładni. Za co konkretnie uwielbiamy Tadeusza Sznuka, rewelacyjnego dziennikarza i prowadzącego legendarny już, jakby nie było, program?

Za skromność

Czy ktoś, kto przez ponad 20 lat prowadzi teleturniej oparty na wiedzy, może bezkarnie przyznać się do luk w pamięci? Owszem, jeżeli tym kimś jest Tadeusz Sznuk. Bez ogródek opowiada o tym, że zasobem wiedzy często nie dorównuje rywalizującym zawodnikom.

Ludzie, którzy stoją po tamtej stronie, dużo wiedzą. Chociaż mam cały czas styczność z pytaniami i odpowiedziami, to proszę mi wierzyć, że po tylu latach po prostu się zapomina. To jest taki chichot rzeczywistości, bo mam naprawdę marną pamięć. W związku z tym udało mi się złapać jedyne miejsce w turnieju, w którym mogę czuć się swobodnie i trzymać kartki.

Za szukanie obrączki

Klasyk. Już w momencie zdarzenia, od razu było wiadomo, że incydent przejdzie do historii i to właśnie za sprawą prowadzącego. Jednej z uczestniczek upadła obrączka. Sznuk natychmiast przerwał program i zaczął samodzielnie jej szukać. Żeby ją znaleźć, był nawet gotów rozbierać scenografię! Na szczęście obrączka znalazła się .

W naszym teleturnieju nic nie ginie. Poza szansami uczestników, które im odbieram. To nie jest dla mnie miłe, ale ktoś musi być katem - mówił w jednym z wywiadów.

Akcję poszukiwawczą obejrzycie na poniższym filmie.

 

Za rewelacyjne puenty

W ciągu 20 lat obecności programu na antenie uzbierało się tyle ciekawych dialogów i rewelacyjnych puent Sznuka, że można by z nich stworzyć opasły tom. Poprzestańmy jednak na kilku perełkach.

- Znajduje się i w spodniach i na świadectwie?
- Pała!
- Hm... To też, ale chodziło nam o pasek.

***

- Ile nóg ma Salamandra?
- Trzy.
- To chyba kulawa...

***

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że Tadeusz Sznuk to mistrz ciętej... puenty. Oto, jak w jednym z wywiadów spuentował sam program.

Ten wspaniały teleturniej, oprócz licznych zalet, ma też pewną wadę. Tylko jeden gracz wygrywa, a dziewięciu MUSI odpaść. Gdyby to ode mnie zależało, stworzyłbym teleturniej "Dziesięciu z dziesięciu" i... uniknęlibyśmy przykrości.

Za dystans do siebie

Mówisz "Jeden z dziesięciu", myślisz: Tadeusz Sznuk. Choć dorobek Sznuka jest znacznie bogatszy, kojarzymy go głównie z tym programem. Ze względu na swoją formułę, ze wszech miar ma prawo być niszowy, a mimo to cieszy się niekłamanym szacunkiem wiernych widzów. To właśnie oni przyznali mu - i to trzeci raz z rzędu - Telekamerę w kategorii "osobowość telewizyjna".

Cieszę się, że przez 20 lat ja i ten teleturniej nie znudziliśmy się na tyle, by widzom obrzydnąć ze szczętem. Poza tym uważam, że trochę to niepokojące, iż w kategorii "osobowość telewizyjna" wygrywa osoba prowadząca jeden, niewielki program. Chyba coś dziwnego musi się dziać z telewizją w Polsce - śmiał się.

Za błądzenie z klasą

Zwykle o wiele większą sympatią darzymy kogoś, kto spokojnie przyznał się do błędu, aniżeli kogoś, kto bez względu na okoliczności uparcie brnie w zaparte. To nie była co prawda wina Sznuka, ani jego osobiste przeprosiny, niemniej kiedy wskutek awarii komputera jeden z uczestników dostał krzywdzącą ocenę, twórcy prowadzonego przez niego programu zareagowali jak należy. Oto oświadczenie, jakie znalazło się w październiku ubiegłego roku na facebookowej stronie programu :

Jak Państwo słusznie zauważyli, w Wielkim Finale 82. edycji w wyniku błędu obsługi systemu komputerowego nie przyznano Panu Pawłowi Bończykowi 20. punktów za prawidłowo udzieloną odpowiedź. Pan Paweł Bończyk powinien zakończyć grę wynikiem 605 punktów i tym samym zostać nie tylko zwycięzcą Wielkiego Finału, ale również zawodnikiem, który w tej edycji zebrał największą liczbę punktów. Zapewniamy, że Pan Paweł Bończyk otrzyma zasłużoną nagrodę w wysokości 10 000 złotych. Gracz, któremu wręczyliśmy nagrodę w finale programu, także ją zachowa. Pana Pawła Bończyka oraz uważnych widzów przepraszamy za błąd, dziękujemy za błyskawiczną reakcję. Raz na 20 lat nawet najlepszym zdarzają się pomyłki. Ważne by je szybko naprawić, co niniejszym czynimy.

Tadeusz SznukTadeusz Sznuk Kapif Kapif

Za inspirację

A co by było, gdyby... Tadeusz Sznuk zameldował się na Twitterze? Byłoby na przykład tak:

Bardzo dziękuję za głosy, które dały mi Telekamerę. Szkoda, że otrzymał ja również @jarekkuzniar... Dekolt pani Grażyny - klasa!

Tadeusz Sznuk robiący aluzję do piersi Grażyny Torbickiej? Nie, to nie może być prawdą i raczej nie jest. Faktem jest jednak istnienie na Twitterze konta @tadeuszsznuk, z którego bezlitośnie punktowani są politycy, dziennikarze, sportowcy i celebryci. Dostaje się wszystkim po równo w stylu znanym z teleturnieju, tyle, że niekiedy ostrzej. Oberwało się między innymi Ewelinie Lisowskiej za reklamę sieci handlowej, Sławomirowi Nowakowi za aferę z zegarkiem i Adamowi Hoffmanowi za kreatywne podejście do funduszy parlamentarnych. Konta raczej nie prowadzi sam Tadeusz Sznuk, ale raczej ktoś zainspirowany nim i w dodatku inteligentny. Niemal każdy tweet jest bowiem perełką .

Tadeusz SznukTadeusz Sznuk Screen z Twitter.com/Tadeusz Sznuk Screen z Twitter.com/Tadeusz Sznuk

alex

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.