Maja Staśko zdradza szczegóły rozmowy z teamem Lewandowskiej. "Pozwu nie będzie". Menedżerka trenerki komentuje [PLOTEK EXCLUSIVE]

Spotkanie Mai Staśko z reprezentantami teamu Anny Lewandowskiej zostało odwołane, jednak aktywistka miała możliwość, by porozmawiać z menedżerką trenerki. Czy to oznacza koniec medialnej wojny? Mamy komentarz obu pań!

Gros osób otwarcie krytykuje nagranie Anny Lewandowskiej, na którym trenerka zaprezentowała się odziana w "ciało" osoby borykającej się z nadwagą. Filmik wywołał prawdziwą burzę w mediach, a w sieci wykluły się dwa obozy - sympatyków celebrytki, którzy uznali jej zachowanie za niewinny żart oraz zniesmaczonych "wpadką" społeczników. Najgłośniej całą sytuację skomentowała Maja Staśko, publikując na Instagramie obszerne wpisy, w których sugerowała, że żona Roberta Lewandowskiego propaguje tzw.  body shaming. Na odpowiedź sportsmenki nie trzeba było długo czekać. Prawnicy Anny wysłali do aktywistki pismo, którego treścią adresatka podzieliła się na Instagramie. 7 września miało dojść do konfrontacji Mai i reprezentantki teamu Lewandowskiej, ale spotkanie zostało odwołane. Jednak obu paniom udało się skontaktować telefonicznie. Znamy szczegóły rozmowy!

To koniec sporu Lewandowska-Staśko?

Staśko za pośrednictwem mediów społecznościowych poinformowała, że pracownicy Lewandowskiej odwołali umówione z nią spotkanie. Powodem miała być obawa teamu trenerki, że zaangażowanie Mai w sprawę jest podyktowane jedynie chęcią uzyskania rozgłosu. Okazuje się jednak, że ostatecznie rozmowa obu stron doszła do skutku. Menedżerka Anny zadzwoniła do aktywistki. 

Pracownica p. Anny zadzwoniła po spotkaniu, na którym też miałam być, a w końcu mnie z niego wyproszono. Powiedziała, że chciała mnie tylko uspokoić - że pozwu nie będzie. Potem pytałam, czy będą przeprosiny za straszenie mnie sądem za krytykę - ale nie będzie. Rozmowa trwała długo, starałam się opowiedzieć, dlaczego zachowanie zespołu prawnego było niedopuszczalne i wyjaśnić, że przeprosiny to w tej sytuacji minimum. Ale usłyszałam, że to była obrona ze strony celebrytki i że lepiej się porozumiewać niż kłócić. Nie mogę więc liczyć na przeprosiny, ale przynajmniej nie ma być pozwu - zdradziła w rozmowie z Plotkiem Maja Staśko. 

Aktywistka wyznała, że niestety nie miała kontaktu z samą Anną Lewandowską, bowiem celebrytka wszelkie konflikty rozwiązuje przez pośredników.

Pracownica pani Anny była bardzo miła - dyskutowałyśmy o sytuacji. To nie ona popełniła błąd, a to ona rozwiązywała problem. Od początku to właśnie ona się ze mną kontaktuje. Ani razu nie rozmawiałam z panią Anną i nie dowiedziałam się, dlaczego. 

Maja StaśkoMaja Staśko Instagram/ @majakstasko

Uzyskaliśmy również komentarz menedżerki Anny Lewandowskiej. Agentka trenerki potwierdziła słowa aktywistki o przyjaznej atmosferze podczas trwania ich rozmowy, jednak zaznaczyła, że w relacjach Staśko wciąż pojawia się ten sam błąd w nazewnictwie listu od prawników "Lewej". 

Nigdy nie było pozwu tylko pismo wzywające do zaprzestania szerzenia nieprawdy, a tym samym łamania prawa. Dziś odbyła się rozmowa z Panią Ewą i Panią Mają. Spotkanie z Panią Ewą Zakrzewską było bardzo kreatywne i zaowocowało wieloma pomysłami. Pozwu nie będzie. Chcemy skupić się właśnie na tych dobrych działaniach, a nie na walce. Obie rozmowy były bardzo miłe i rzeczowe - skomentowała dla Plotka menedżerka Anny.
 

Myślicie, że to już koniec medialnej wojny?