Łukasz z "M jak miłość" uderza w środowisko polskich filmowców: Zwracam uwagę na rzucane hasło "daj murzyna"

Na profilach Franka Przybylskiego w mediach społecznościowych pojawił się wpis dotyczący pracy na planie filmowym. Przyznał, że określenia, które należą do zawodowego slangu, nie są akceptowalne.

Franciszek Przybylski, czyli "pierwszy" Łukasz Mostowiak w serialu "M jak miłość" mocno skrytykował niektóre zachowania osób pracujących na planie filmowym. Skupił się głównie na operatorach i oświetleniowcach, a właściwie na ich przyzwyczajeniach, których według Franka nie powinno się akceptować.

Franek Przybylski nie kryje złości

Aktor nie może pojąć, dlaczego pewne słowa są używane bez większego zastanowienia. Te, które na dobre weszły do slangu operatorskiego i wymawia się je wręcz automatycznie, mają przecież zamienniki. Na to również zwrócił uwagę Franek:

Ktoś kiedyś wymyślił z powodów nie do końca dla mnie zrozumiałych, że zabawnym będzie nazywanie "murzynami" czy też zdrobniale (jak uroczo  „murzynkami”) czarnych/ciemnych sztywnych, płaskich powierzchni używanych do wycinania lub modelowania światła na planie filmowym. Od dłuższego czasu, zwracam na to uwagę na planach i na rzucone hasło „daj murzyna”, „damy tu dwa murzynki” odpowiadam „flagę”/„flagi”. - napisał 

Według Franka trudno mówić tu o czymś świadomym i nie należy winić, ale zwracać uwagę na problem, by uświadamiać wypowiadających się w taki sposób. Schematy powinno się zmieniać, to nie wymaga wysiłku. Szczególnie jeśli mogą okazać się krzywdzące.

Ja wiem, że ktoś, używając teraz tego sformułowania, najczęściej „nie ma nic złego na myśli”, ale pochylmy się trochę nad genezą tego, jak to powstało i jak się zaklepało i zapisało na stałe jako „coś, co tak jest i cześć”. Jakiś żart czy nie żart, dziwne powiedzenie pana X czy pana Y, które przyjęło się pewnie ponad pół wieku temu, na wieczornej poplanówce, w oparach wódeczki i zakąski i od dnia następnego, weszło w żargon jako wyborny dowcip albo jako nomenklatura „nie do zastąpienia!”. A ja mówię - do zastąpienia - dodał Franek.
 

Pamiętajmy, że to od nas zależy, czy będziemy powielać utarte schematy, czy zaczniemy je przełamywać. Franek zwrócił uwagę na sytuację konkretnego środowiska, o której raczej nie mówi się publicznie.

Czym zajmuje się Franek Przybylski?

Mimo wczesnego rozpoczęcia kariery aktorskiej, Franek wybrał techniczną stronę filmu i działa jako operator. Z informacji w mediach społecznościowych wynika, że jest studentem Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi.