Tydzień temu dotarły do nas informacje, że Księżna Kate okrutnie zemściła się na przyjaciółce. Do tej pory księżna cieszyła się nieposzlakowaną opinią, była przedstawiana wręcz jako ofiara ciężkiego charakteru Meghan Markle. Tymczasem, nie wiadomo o co poszło, ale Kate miała zezłościć się na milionerkę, Rose Hunbury.
Księżna Cambridge była tak wściekła, że kategorycznie nakazała Williamowi zakazać zapraszania Rose na wszelkie liczące się imprezy i wydarzenia w Londynie. Czym Rose zasłużyła sobie na ten ostracyzm nie było wiadomo, ale są już pierwsze teorie.
"Daily Mail" zapewnia, że to wymysły brukowców, które w ten sposób próbują odwrócić uwagę Brytyjczyków od palącego problemu, jakim jest Brexit.
Przez weekend wszyscy pisali, że Kate odbyła okropną awanturę ze swoją sąsiadką, ale też bliską przyjaciółką - czytamy. - Jedne źródła donoszą o piekielnej kłótni, inne o tym, że Kate po prostu nakazała Williamowi usunięcie Rose z kręgu londyńskiego "society", ale to tak prywatne sprawy, że skąd niby gazety mogą o tym wiedzieć?
W tym samym czasie media wzmacniały doskonały wizerunek Williama, jako tego, który próbuje pogodzić kobiety, także przez wzgląd na swoją wieloletnią przyjaźń z mężem Rose - markizem Cholmondeley. To ciekawa teoria i na pewno pasuje specjalistom od wizerunku dworu, ale prawda jest taka, że Williama z markizem nie łączy niemal nic. David jest niemal w wieku jego ojca, mówi po francusku, pasjonuje się grą na pianinie i sztuką nowoczesną, czyli tym, z czym książę nie ma nic wspólnego.
Mąż Rose jest od niej dużo starszy. Rose jest atrakcyjną kobietą. William jest atrakcyjnym i ciągle młodym księciem. Wniosek nasuwa się sam. Bardzo śmiały wniosek, ale słowo "romans" owszem pada. Na Twitterze. Giles Coren, znany brytyjski dziennikarz, ale też członek brytyjskiego "society" (jego ojcem jest pisarz, Alan Coren) napisał wprost - owszem, był romans i wiedzą o tym wszyscy. Jego wpis przytacza na swoich łamach serwis laineygossip.com
"Tak. Mają romans. Nie czytałem o tym nigdzie, ale po prostu o tym wiem. Kochani, wszyscy wiedzą o tym romansie. Nawet my, Żydzi."
Wpis zniknął z Twittera, ale w internecie nic nie ginie. Myślicie, że coś jest na rzeczy?
Justyna Michalska