Zaginięciem Izabeli Parzyszek żyje cała Polska. 35-latka miała jechać do szpitala, odebrać swojego ojca. W pewnym momencie jej samochód podobno uległ awarii. "Ojciec miał z nią ostatni kontakt o 19.37. Powiedziała, że nie zadzwoniła po lawetę. Poprosiła, żeby to zrobił. Kazał jej poczekać. Wysłał tam swoich znajomych. Jej już wtedy nie było" - dowiedzieliśmy się z relacji męża zaginionej, który udzielił wywiadu Onetowi. Teraz mężczyzna znów zabrał głos na temat tajemniczej sprawy. W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" zdradził, że przeżywa bardzo trudne chwile.
"Nie mogę tego uciągnąć psychicznie. To trwa już ponad tydzień, jak żona zniknęła" - mówił mężczyzna "Gazecie Wyborczej". Mimo wszystko partner Izabeli wierzy, że policji uda się odnaleźć jego ukochaną. W tej samej rozmowie zdradził, że w ciągu ostatnich dni otrzymywał wiele telefonów, które okazywały się jedynie fałszywym tropem. "Otrzymuję telefony w sprawie zaginięcia Izy, ale teraz jest ich znacznie mniej niż na początku. Dotychczasowe wiadomości niewiele wniosły. Dostawałem czasem zdjęcie, że ktoś widział kogoś podobnego do Izy. Patrzę, ale okazuje się, że to zupełnie inna kobieta, która nawet nie przypomina żony. Otrzymałem sygnały, że była widziana w różnych miejscach, ale też się to nie potwierdziło" - opowiadał.
Głos w sprawie zaginięcia 35-latki zabrała detektywka Małgorzata Marczulewska. "Okoliczności zdarzenia i wiele niejasności każą zadawać pytania: jak wyglądały relacje pani Izabeli z otoczeniem? Czy miała wrogów? Czy jej życie religijne i zawodowe mogło mieć coś wspólnego z zaginięciem? No i nie uciekajmy od trudnych pytań dotyczących jej relacji rodzinnych. Doświadczenia detektywów jasno pokazują, że (...) zaginięcia tragiczne lub te wynikające z chęci zaginionego zwykle związane są blisko z najbliższą rodziną" - tłumaczyła na blogu averto.pl. ZOBACZ TEŻ: Zaginięcie Izabeli Parzyszek. Mąż zabrał głos. "Policjanci coś mi zasugerowali"