Joe Biden był niemal pewnym kandydatem Partii Demokratycznej w zbliżających się wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. W wielu sondażach szedł niemal w łeb w łeb z faworytem Republikanów, Donaldem Trumpem. Wszystko zmieniło się jednak po pierwszej telewizyjnej debacie. Wielu komentatorów zaczęło wskazywać na słaby stan zdrowia Bidena, który gubił się w swoich wypowiedziach. Teraz spekuluje się o sensacyjnym rozwiązaniu, czyli zastąpieniu Bidena innym kandydatem. Środowiska polityków związanych z Partią Demokratyczną sugerują, że obecny prezydent USA powinien już przejść na emeryturę. Jak będą wyglądały jego świadczenia, jeśli odsunie się od polityki?
Według informacji przekazanych przez Business Insider, prezydent USA może liczyć na wysokie świadczenie emerytalne. Byli prezydenci, Jimmy Carter, George W. Bush i Bill Clinton w 2016 roku otrzymywali roczną emeryturę w wysokości 205 700 dolarów (ok. 827 920 zł). Z kolei Barack Obama w 2017 roku otrzymał łącznie 207 800 dolarów (ok. 836 372 zł). Co więcej, byli prezydenci mogą starać się o środki z Kongresu na pokrycie wypłat pracowników i wynajem powierzchni biurowych. Z takiego rozwiązania korzystał między innymi Bush. Byli prezydenci otrzymują też dożywotnią ochronę Secret Service, a ich dzieci są chronione do skończenia 16. roku życia.
Przy świadczeniach, które otrzyma Joe Biden, uposażenia, jakich może się spodziewać Andrzej Duda wypadają raczej blado. Według wyliczeń "Faktu" po zakończeniu prezydentury Duda będzie mógł liczyć na 11 tysięcy emerytury "na rękę", co daje kwotę 132 tysięcy złotych rocznie. Może także uzyskać dodatek w kwocie 12 tysięcy złotych na prowadzenie biura. Byłemu prezydentowi RP będzie przysługiwać także ochrona SOP, a także możliwość korzystania z państwowej limuzyny. Wprawdzie w porównaniu do prezydenta USA te kwoty szału nie robią, ale to wciąż dużo jak na polskie realia.