Eurowizja 2017. Kasia Moś wyśpiewała nam finał! A inni? Wzruszająca Blanche z Belgii i kapitalny Portugalczyk

Eurowizja 2017. Kasia Moś w finale! Jej piosenka "Flashlight" zachwyciła publiczność. Ale miała mocną konkurencję.

Eurowizja 2017. Pierwszy z dwóch półfinałów za nami. Ten bardziej emocjonujący, ponieważ występowała w nim polska uczestniczka, Kasia Moś. Nauczeni doświadczeniem sprzed lat wysyłamy teraz na festiwal piosenki, które nie są nazbyt pretensjonalne jak na gusta odbiorców, za to świetnie wpisują się w eurowizyjny klimat. Taka też była piosenka "Flashlight", którą Moś zaśpiewała mocnym, niskim głosem, który ma prawo zapaść w pamięć równie mocno, co wyśpiewana przez nią melodia.

Jeżeli dodamy do tego, że nasza reprezentantka nie była do końca zdrowa i na scenę wyszła na antybiotykach, to śmiało można powiedzieć, że sukces został wywalczony z dużym poświęceniem.

Kasia dała z siebie wszystko. Bardzo mocno to zabrzmiało, czekamy na wyniki z uśmiechem - podsumowujący jej występ Artur Orzech był pewny swego, a i my raczej nie martwiliśmy się o miejsce w finale.

Czy jednak Kasia Moś wyśpiewa nam w sobotę przyzwoity wynik, to się dopiero przekonamy, konkurencja jest bowiem mocna. Było to widać (a raczej słychać) po wykonawcach, którzy dzisiaj również zakwalifikowali się do finału.

 

Blanche z Belgii

Na przykład reprezentantka Belgii, Blanche. Mówi się o niej, że ma "łzy w głosie". Zresztą na scenie też wygląda, jakby była jednym, wielkim płaczem. Zaśpiewała "City Lights" i doprawdy, była to piosenka, przy której można spędzić sentymentalny wieczór z dziewczyną, ale także opłakiwać utraconą miłość. Takie piosenki lubimy, bo znamy je z list przebojów i dyskotek.

 

Salvador Sobral z Belgii

Widzieliście jego dłonie, jego gesty? Salvador Sobral z Portugalii podczas śpiewania wygląda jakby był w swoim świecie i z tymi lekko niezbornymi ruchami przypomina nieco Joe Cockera, choć wokalnie to oczywiście zupełnie inny świat. Przyglądanie mu się jest na tyle fascynujące, że chwilami niemal zapominamy o jego wspaniałym głosie z wdziękiem radzącym sobie ze skomplikowaną linią melodyczną utworu "Amar Pelos Dois", którym zaczarował eurowizyjną publiczność, a niektórych może i wprawił w stan sennego odrętwienia.

Takie trochę ruchy jakiejś spłoszonej sarenki. Fantastyczny występ - podsumował jego występ Orzech.
 

Właściwie to każdy z zakwalifikowanych do finału artystów zasłużył sobie na awans. Może nie tyle dlatego, że trafiły tam piosenki specjalnie wybitne, ale ich poziom był na tyle wyrównany, że ten, kto miał się dostać, raczej z góry wiedział, że się dostanie, a pozostali mieli tylko nadzieję. Prawdziwa bitwa czeka nas w sobotę.

JZ

Więcej o: