Anna Bardowska znana z drugiej edycji "Rolnik szuka żony" przyzwyczaiła fanów, że na bieżąco relacjonuje to, co dzieje się u niej w domu. Ostatni czas przyniósł dla jej rodziny wiele trudności. Wraz z mężem i dziećmi rolniczka mieszka na Dolnym Śląsku. Choć jej dom nie ucierpiał podczas ostatnich powodzi, najbliższa rodzina przeżyła prawdziwy dramat i musiała się ewakuować. Kiedy tylko woda opadła, Bardowscy ruszyli z pomocą. Jak sytuacja wygląda teraz? Influencerka nie ukrywa, że jest to dla niej trudne do zniesienia.
Ostatnio rolniczka zorganizowała sesję Q&A na Instagramie. Od internautów padły pytania o powódź, w której najbardziej ucierpiał dom babci i taty Bardowskiej. Zniszczenia są ogromne, a budynki wymagają remontów. "To dla nas bardzo trudny czas. Najważniejsze, że mamy siebie i wspieramy się wzajemnie. Staram się patrzeć z nadzieją, że tam jeszcze zaświeci słońce, ale wiem, że Ci ludzie nie poradzą sobie bez pomocy. Teraz ta pomoc cały czas napływa, ale nie zapominajmy o nich. Szkody są tak ogromne, że odbudowa potrwa kilka lat" - pisała. Później Bardowska została zapytana o samopoczucie. Rolniczka bardzo źle znosi całą sytuację.
Wiele osób okazało Bardowskiej swoje wsparcie. Jak sama jednak przyznaje, za nią bardzo trudne chwile, a przed nią jeszcze trudniejsze. "Czuję się okropnie, swoje wypłakałam i czasami nadal łzy polecą, ale... tu nie ma czasu na łzy. Trzeba zakasać rękawy i brać się do roboty. Trzeba dać wsparcie innym. Jestem mamą, żoną i nikt nie chce mnie widzieć tylko zapłakanej. Życie biegnie dalej, a my razem z nim. Ludzie tam mają gorsze tragedie niż moja rodzina. Im trzeba pomóc. W naszym przypadku cieszę się, że wszyscy żyją" - pisała w odpowiedzi na zadane pytanie. ZOBACZ TEŻ: "Rolnik szuka żony". Ojciec Anny Bardowskiej ucierpiał w powodzi. Dramatyczny widok