Dramat reprezentacji Czarnogóry. Nie żyje 26-letni bramkarz

Matija Sarkić, dziewięciokrotny reprezentant Czarnogóry, zmarł w wieku zaledwie 26 lat. Niespełna dwa tygodnie temu grał w towarzyskim meczu z Belgią.

W sobotni poranek czarnogórskie media poinformowały o śmierci bramkarza reprezentacji. Matija Sarkić miał zaledwie 26 lat, a przed sobą obiecującą karierę piłkarską. Do tej pory nie ustalono przyczyny zgonu.

Zobacz wideo Małysz szczerze o pomocy specjalistów

Matija Sarkić nie żyje. Był reprezentantem Czarnogóry

Matija Sarkić od 2019 roku grał w reprezentacji Czarnogóry i w narodowych barwach wystąpił dziewięć razy. Był też bramkarzem między innymi Aston Villi, Wolverhampton, Wigan, czy Birmingham. Ostatnim klubem, w którym występował był Millwall. "Wszyscy w klubie przesyłają wyrazy współczucia i kondolencje rodzinie i przyjaciołom Matii w tej niezwykle smutnej chwili. Klub nie będzie na razie udzielał dalszych komentarzy i prosi o poszanowanie prywatności rodziny piłkarza" - dowiadujemy się z oficjalnego oświadczenia, które znalazło się w mediach społecznościowych. Jeszcze dziesięć dni temu, dokładnie w środę 5 czerwca, Matija Sarkić zagrał w meczu towarzyskim z Belgią. Czarnogóra przegrała spotkanie 0:2, jednak gra bramkarza została oceniona bardzo dobrze, doszło aż do ośmiu udanych interwencji. "Dziesięć dni temu Sarkić zachwycił kibiców świetnymi interwencjami w meczu z Belgią. Wydawało się, że Dzielne Sokoły (przydomek reprezentacji Czarnogóry - przyp. red.) mają bramkarza na następną dekadę, ale na przeszkodzie stanęła przedwczesna śmierć" - czytamy na portalu rtcg.me.

Policja bada okoliczności śmierci piłkarza. "Najprawdopodobniej jest to śmierć naturalna"

Trzy dni później Matija Sarkić jednak już nie wziął udziału w meczu z Gruzją. Zgrupowanie opuścił wcześniej i udał się do Czarnogóry. Sportowiec w chwili śmierci znajdował się w miejscowości Budva. Jak nieoficjalnie informuje portal rtcg.me bramkarz dzień wcześniej miał udać się na spacer i kolację z przyjaciółmi. Następnego dnia rano nagle źle się poczuł. "Przyjaciele natychmiast wezwali pogotowie, ale niestety nie udało się go uratować. Na miejscu jest policja, badane są wszystkie okoliczności, ale najprawdopodobniej jest to śmierć naturalna" - dowiadujemy się. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.