Filip Chajzer poszedł na spacer nad Wisłę, a tam? Totalny śmietnik. Internauci: Takiego syfu jeszcze nie widziałam

Filip Chajzer podzielił się z internautami zdjęciem z porannego spaceru. Nad rzeką były jeszcze pozostałości po imprezie z poprzedniej nocy.

Filip Chajzer to rodowity warszawiak, który chętnie wielokrotnie angażował się w różne akcje społeczne i namawiał do dbania o wspólną przestrzeń. Jego ostatni apel już odbił się szerokim echem, choć w sieci znajduje się zaledwie od paru godzin. Dziennikarz opublikował zdjęcie z porannego spaceru nad Wisłą. Widok, który zastał nad wodą, wstrząsnął nim tak bardzo, że postanowił podzielić się nim ze swoimi fanami. Zdjęcie śmieci porozrzucanych na brzegu ironicznie opatrzył fragmentem słów ze "Snu o Warszawie" Czesława Niemena.

Gdybyś ujrzeć chciał nadwiślański świt Już dziś wyruszaj ze mną tam Zobaczysz jak, przywita pięknie nas Warszawski dzień...
Warszawa 7:00 rano. Dzień dobry.

Post Chajzera szybko zaczął roznosić się po sieci. Widok śmieci rozrzuconych na łonie natury rozzłościł internautów, którzy dzielili się swoimi opiniami i doświadczeniami na temat śmiecenia nad wodą.

I ta torba "Dbam o naturę" na pierwszym planie... O ironio.
Mieli siłę przynieść pełne, ale pustych już nie mieli siły zabrać, choć lżejsze. A zapytaj ich, czy są patriotami, a będą się bić w piersi, że są.
Spędziłam cały tydzień nad morzem i z przykrością stwierdzam, że żyjemy w kraju buraków. Takiego syfu na plażach jeszcze nie widziałam.

Nie wszyscy jednak widzieli sens wrzucania tego typu zdjęć do sieci.

Znajdź ich i powiedź, że tak nie wolno. Zupełnie nie wiem, w jakim celu wstawia się takie zdjęcia...

Na ten komentarz Chajzer szybko i dobitnie odpowiedział.

Żeby ch*jom było wstyd - odpisał, zdobywając za te cztery słowa ponad 2 tysiące polubień.

Można też do sprawy podejść inaczej, niż Chajzer. Jeżeli jego post sprawi, że choć jedna osoba zastanowi się, zanim pozostawi po sobie śmieci, to będzie znaczyło, że było warto.

Chajzer kupił chłopcu książkę. Akcja marketingowa? Opowiedział o szczegółach. "Po 15 minutach odezwała się jego mama, a potem..."

MK