"Wiem, co mężczyźni chcą zobaczyć i ich nie zawiodę" - mówiła w wywiadach Teresa Orlowski. Ale jej droga do tej wiedzy była długa i wyboista. Wiodła z rodzinnej Dębicy do zachodnich Niemiec. Jeszcze dłuższa musiała być jednak droga, którą mentalnie przeszła pochodząca z bardzo religijnej rodziny Teresa. Z czasem młoda kobieta zrozumiała jednak, że pisana jest jej nie kariera weterynarki czy zakonnicy, a królowej kontrowersyjnej branży. Kasety z jej filmami z latach 80. hurtowo szmuglowano zza zachodniej granicy. Historia bizneswoman, która jako "Foxy Lady" - "Lisia dama" - nieoficjalnie posłużyła za inspirację dla twórców serialu "Lady Love".
Teresa Maduzia, jak brzmiało jej panieńskie nazwisko, urodziła się 29 lipca 1953 roku w Dębicy w robotniczej rodzinie, jakich wówczas w Polsce było wiele. Była spokojną, wychowaną w głębokiej wierze katolickiej dziewczyną. Marzyła o karierze zakonnicy lub weterynarki. Mieszkała na osiedlu Matejki, dziś jednym z najniebezpieczniejszych miejsc w całym mieście. Po skończeniu szkoły podstawowej poszła do zawodówki - uczyła się w klasie frezerskiej. Później dostała posadę w sklepie spożywczym, gdzie rozlewała mleko i sprzedawała pieczywo. Za mąż wyszła za taksówkarza, Janusza Orłowskiego, urodziła syna, Sebastiana. Wiodła zwyczajne, nudne życie.
Nudna nie była natomiast uroda Teresy - ponoć miała w sobie coś elektryzującego, co sprawiało, że kiedy szła ulicą, mężczyźni tracili rozum i wpadali na słupy. Kobiety za to szybko uczyniły z niej ofiarę plotek. Mówiono, że syna ma z żonatym facetem. W małżeństwie z Januszem nie działo się najlepiej, praca i szara rzeczywistość schyłku PRL-u nie dawały zbyt ciekawych widoków na przyszłość. Teresa postanowiła więc zawalczyć o lepszą przyszłość. Udało się, choć chyba nie przypuszczała wówczas, jak ta przyszłość będzie wyglądać.
Na przełomie lat 70. i 80. wiele osób emigrowało z Polski w poszukiwaniu lepszych perspektyw. Tak samo postąpiła Teresa. Wybrała Bohum - miasto w zachodnich Niemczech. Udało jej się tam znaleźć pracę jako kelnerka. Szybko jednak zaczęła się piąć po szczeblach zupełnie innej kariery.
W 1981 roku - niewiele ponad rok po tym, jak postawiła stopę na niemieckiej ziemi - Teresa wystąpiła w pierwszej kontrowersyjnej sesji zdjęciowej. Wkrótce później podjęła współpracę z niemieckim producentem i reżyserem filmów dla dorosłych Hansem Moserem, znanym także pod nazwiskami Sascha Alexander i John Thompson. Odtąd sprawy potoczyły się bardzo szybko - w 1982 roku Teresa i Hans wzięli ślub. W tym samym roku małżonkowie założyli wspólny biznes - własną wytwórnię VTO (Verlag Teresa Orlowski / Video Teresa Orlowski). Produkowała ona filmy, a Teresa nie tylko była gwiazdą produkcji, takich jak kilka części hitowej "Foxy Lady" - Lisiej Damy. Orlowski, wówczas już oficjalnie pani Moser, była też prezeską firmy, a także wydawczynią i autorką scenariuszy.
Teresa w zdominowanym przez mężczyzn świecie przyciągała uwagę mediów. Zapraszano ją do popularnych talk-show, przeprowadzano z nią wywiady, w których przekonywała, że jest kobietą taką jak inne. "Nie jestem wyemancypowana: gotuję, sprzątam. Dla mnie idealnym połączeniem jest mieszanka damy z k***ą. Sądzę, że równouprawnienie jest pomyłką. Kobiety zapominają, że bycie szczęśliwą może być takie łatwe". Dla Teresy istotnie wówczas takie było - do pracy przyjeżdżała czarnym mercedesem sec, luksusową limuzyną, a jej gabinet ociekał luksusem. A zlokalizowane w Hanowerze studio filmowe, w którym powstawały produkcje VTO, było jednym z najnowocześniejszych w Niemczech.
Filmy wytwórni VTO w Niemczech sprzedawały się jak świeże bułeczki, a w Polsce stały się jednym z najbardziej pożądanych towarów, które szmuglowano przez zachodnią granicę. Jak pisze Ewa Stusińska w książce "Miła robótka. Polskie świerszczyki, harlekiny i p***o z satelity", w połowie lat 80. "wobec coraz częstszego importu kaset wideo władze celne podjęły się kontroli treści przywożonych kaset, umieszczając na wybranych przejściach granicznych magnetowidy, za pomocą których celnicy kontrolowali nagrania". A Teresa Orlowski zacierała ręce.
Schodziło wszystko. Nie miało znaczenia, ile byśmy nagrali, następnego dnia odbierano i wywożono w Polskę każdą ilość. Miesięcznie to było po kilka tysięcy. W sumie doszliśmy do pięćdziesięciu magnetowidów, na których przegrywaliśmy kasety. Pięćdziesiąt po dziesięć cykli w ciągu dnia, to daje pięćset filmów dziennie. Oczywiście magnetowidy się psuły, były problemy techniczne i tak dalej, ale na początku filmy szły jak świeże bułeczki. To był strzał w dziesiątkę
- mówiła. W Polsce przemycone kasety powielano, a pirackie kopie sprzedawano "spod lady" na bazarach i targach, jak kraj długi i szeroki.
Wraz z nastaniem lat 90. kasety VHS zaczęły ustępować miejsca nowemu medium - telewizji kablowej. Teresa perfekcyjnie wyczuła tę zmianę i założyła własną telewizję kablową. Już bez Mosera, bo ich małżeństwo skończyło się wraz z erą kaset i magnetowidów. Ponoć byłego męża Teresa zostawiła z niczym i związała się z dużo młodszym od siebie aktorem.
Aby zyskać dostęp do kanału Teresy o nazwie Der Heisse Kanal (Gorący kanał), trzeba było posiadać dekoder i wykupić abonament. Ci, którzy szarpnęli się na taki wydatek, zyskiwali dostęp do specjalnie produkowanych na potrzeby kanału filmów. Takich jak "Park Jurajski" w wersji tylko dla dorosłych.
Z czasem w imperium Teresy zaczęły jednak pojawiać się problemy - sukces firmy przynoszącej dochód rzędu dwudziestu milionów marek rocznie, przyciągnął nieproszoną uwagę niemieckich urzędników. Zwrócili oni uwagę na nieobyczajne treści. Pojawiła się też coraz większa konkurencja. A późniejsze próby odbudowania imperium, tym razem w internecie, spełzły na niczym. Przyzwyczajona do wystawnego stylu życia Teresa zaczęła więc popadać w coraz większe długi. Te z kolei zaowocowały problemami z prawem - Orlowski otrzymała wezwanie do sądu. Zażądano od niej złożenia pod przysięgą oświadczenia dotyczącego zobowiązań wobec firm windykacyjnych i niespłaconych kart kredytowych. Ale Teresa ani myślała stawiać się na sali rozpraw. Kupiła za to bilet w jedną stronę na Majorkę. Stamtąd wyjechała do Hiszpanii - do Niemiec nigdy nie wróciła, bo to oznaczałoby poważne kłopoty z tamtejszym wymiarem sprawiedliwości i natychmiastowe aresztowanie za malwersacje finansowe. Do Polski natomiast nie chciała wracać, choć niektórzy twierdzą, że raz odwiedziła ojczyznę. Bezpieczną przystań Lisia Dama znalazła w Andaluzji - kupiła luksusową willę w Marbelli. Niedawno Teresa Orlowski skończyła 71 lat. I choć twórcy serialu "Lady Love", dostępnego na platformie Max oficjalnie nie przyznali, że to jej historia posłużyła im za źródło inspiracji, widzowie wskazują na wiele podobieństw.
Nie przegap najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj Plotek.pl naGOOGLE NEWS