Sprawa Iwony Wieczorek w końcu zostanie rozwiązana? "Nie powinien spać spokojnie"

Niezliczona ilość wątków i tropów, wielu podejrzanych i przesłuchanych, detektywów, śledczych i jasnowidzów. I tyle samo ślepych uliczek, bo najbardziej medialna, dotycząca zaginięcia sprawa w Polsce do dziś nie doczekała się rozwiązania. Czy kiedykolwiek dowiemy się, co feralnej nocy stało się z zaginioną 14 lat temu Iwoną Wieczorek?

To był piękny, lipcowy dzień. Taki, w który młodzi ludzie rozkoszują się zasłużonym po miesiącach szkoły odpoczynkiem i korzystają z życia. Nie inaczej było w przypadku 19-letniej Iwony Wieczorek i grupy jej znajomych. Młodzi najpierw wybrali się na "biforek" na działkę kolegi, a następnie ruszyli w miasto. Była zabawa i dużo alkoholu, był najmodniejszy w mieście klub. Idealny, wakacyjny wieczór? Tak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać, coś jednak poszło źle. Bo nad ranem Iwona Wieczorek w emocjach opuściła klub i swoich znajomych, decydując się na samodzielny powrót do domu. Niestety, nigdy tam nie dotarła. Dlaczego? Odpowiedzi na to pytanie przez ostatnie 14 lat szukało pół Polski - bliscy zaginionej, policja, prywatni detektywi, samozwańczy śledczy, internetowi eksperci, jasnowidzowie i wróżki. W sprawę zaangażował się Krzysztof Rutkowski i Archiwum X, dziennikarz Janusz Szostak napisał o niej dwie książki, a Netflix nakręcił serial. Mimo to, dotychczas nie znaleziono ani Iwony, ani jej ciała. I choć co jakiś czas pojawiają się nowe tropy w sprawie, każdy z nich okazuje się ślepą uliczką. Jedni są pewni, że za zaginięciem młodej gdańszczanki stoi ktoś z kręgu najbliższych znajomych, inni upatrują udziału członków grupy przestępczej, jeszcze inni są przekonani, że Iwona nadal żyje. Kto ma rację?

Zobacz wideo Ostatnie nagranie z Iwoną Wieczorek

Feralna noc

Lato 2010 roku było dla Iwony Wieczorek szczególne. Młoda dziewczyna miała powody, by świętować - skończyła liceum, świetnie zdała maturę i mogła zacząć planować studia. Na to ostatnie, jak myślała, miał przyjść jeszcze czas. Póki co, była pora na odpoczynek i beztroską zabawę. Podobnie jak większość młodych dziewcząt Iwona była przekonana, że czas jest jej sprzymierzeńcem. Nikt nie przypuszczał, że mogłaby się mylić. I właśnie dlatego to, co zdarzyło się w nocy z 16 na 17 sierpnia tak bardzo wstrząsnęło nie tylko osobami z najbliższego otoczenia dziewczyny, ale i całą Polską.

W sprawie Iwony Wieczorek wiele jest niewiadomych, ale przebieg tragicznego wieczoru jest jasny - dziewczyna wychodząc na imprezę, uprzedziła matkę, że prawdopodobnie nie wróci na noc do domu, bo spać będzie u przyjaciółki, Adrii. To uśpiło czujność kobiety i sprawiło, że nie martwiła się, kiedy rano nie zastała córki w mieszkaniu. Zareagowała dopiero wówczas, kiedy znajomi Iwony zadzwonili do niej z pytaniem o to, gdzie jest dziewczyna. Młodzi ludzie martwili się, ponieważ w nocy samotnie opuściła  imprezę. Jak do tego doszło? Grupa znajomych wraz z Iwoną najpierw udała się na zakrapianego alkoholem grilla na działce babci jednego z nich, Pawła. Po tzw. "biforku" młodzi wyruszyli w miasto. Ich celem był znajdujący się na najwyższym piętrze sopockiego Krzywego Domku Dream Club. Miejsce cieszyło się sławą najmodniejszego klubu w Trójmieście - takiego, do którego może wejść tylko ten, kogo wpuści selekcjoner. Ale Iwona i jej znajomi nie mieli z tym problemu. Bawili się w klubie do około 3 w nocy. Wówczas Iwona nagle opuściła znajomych i postanowiła sama, pieszo wrócić do oddalonego o około 6 kilometrów domu. Dlaczego podjęła taką - jak się później okazało - tragiczną w skutkach decyzję? I co jeszcze wydarzyło się tamtej nocy?

Kilka faktów jest pewnych. Zainstalowane na deptaku kamery monitoringu zarejestrowały obraz nastolatki idącej "Monciakiem" w stronę molo, a następnie w kierunku Gdańska trasą spacerową równoległą plaży. Iwona miała ze sobą telefon, ale bateria wkrótce się rozładowała. Billingi wykazały, że zanim tak się stało, Iwona kilkukrotnie dzwoniła i pisała do znajomych. Ujawniona treść wiadomości jest mocno niepokojąca. O 3.33 Iwona napisała do Adrii "O g*wno mnie zaczepiają". Po chwili dziewczyny rozmawiały przez telefon. Następnie, o 3.47 Iwona poprosiła przyjaciela, Kamila, o kontakt. Ten dopytywał, co się stało, ale dwie minuty później bateria odmówiła współpracy. Wcześniej nastolatka próbowała jeszcze dodzwonić się do Pawła P., z którym wcześniej bawiła się wieczorem. Jako ostatnia Iwonę zarejestrowała kamera, zamontowana przy wejściu nr 63 na plażę w Gdańsku-Jelitkowie. Dziewczyna szła dziarskim krokiem, nie rozglądając się na boki. Była boso - buty na wysokim obcasie niosła w ręce.

Policja kontra detektywi

Zaalarmowana przez przyjaciół Iwony matka natychmiast udała się na policję. Ta jednak zignorowała jej chęć zgłoszenia zaginięcia córki tłumacząc, że młoda dziewczyna na pewno zabalowała i śpi, więc z pewnością niebawem wróci do domu, wystarczy poczekać. Tak jednak się nie stało, a matka Iwony martwiła się coraz bardziej, nękały ją coraz gorsze przeczucia na temat losu córki. Odwiedzała komisariat tak długo, aż przyjęto zgłoszenie. Policja zaczęła działać, ale jak się okazało, z początku dość opieszale. Sprawy nabrały tempa dopiero wówczas, kiedy do akcji wkroczył ktoś jeszcze.

Zdesperowana matka Iwony Wieczorek postanowiła szukać pomocy u prywatnego detektywa. Ten, czując, że sprawa jest poważna, powiadomił o niej swojego znajomego. Tak w historii Iwony pojawił się Krzysztof Rutkowski. (Nie)detektyw-celebryta i jego patrol znani są z dość niekonwencjonalnych metod działania, ale też z tego, że sprawy, w które się zaangażują, natychmiast zyskują medialny rozgłos. Tak było w przypadku śmierci małej Madzi z Sosnowca, nie inaczej stało się też z zaginięciem Iwony Wieczorek. I choć Rutkowskiemu nie udało się znaleźć klucza do rozwiązania tej zagadki, to on jako pierwszy zabezpieczył laptopa Iwony, on wskazał na zaniedbania policji i sprawił, że ta zaczęła działać intensywniej. Przesłuchano m.in. wreszcie przyjaciół Iwony - niestety ci, zasłaniając się ilością wypitego alkoholu, jak jeden mąż uparcie twierdzili, że niewiele z tamtej nocy pamiętają. Nie udało się więc ustalić, dlaczego Iwona się obraziła i postanowiła sama wracać do domu, przebieg wieczoru również nie jest do końca jasny. Ale im więcej mijało od zaginięcia Iwony czasu, tym więcej pojawiało się nowych wątków, tropów i potencjalnych rozwiązań. Co jakiś czas wydawało się, że sprawa wreszcie znajdzie swój finał.

Nowe wątki i teorie spiskowe

W sprawie Iwony Wieczorek przesłuchano setki osób, sprawdzono niezliczoną ilość sygnałów, doniesień i plotek. Wśród nich zarówno takie, które mogły okazać się potencjalnym przełomem, jak i te najbardziej absurdalne. W śledztwo zaangażował się też dziennikarz Janusz Szostak (zmarły 10 grudnia 2021). Mężczyzna poświęcił zaginięciu Iwony dwie książki, sam sprawdzał wiele tropów, o pomoc poprosił nawet medium. Wszystko bez efektu. Ślepą uliczką okazał się też trop przyjaciół i byłych chłopaków Iwony: Patryka G. i Pawła P. W przypadku tego drugiego, policja w 2022 roku zastosowała nawet poważne kroki - przeprowadzono w jego domu rewizję, sugerując, że na terenie posesji mogą się znajdować zwłoki. Ponoć zagrożono, że dostanie wyrok 25 lat więzienia, ale jeśli się przyzna, będzie to 15 lat. Mężczyzna usłyszał też zarzuty utrudniania postępowania karnego poprzez usuwanie dowodów, zacieranie śladów przestępstwa, a także podawania nieprawdziwych informacji. Jednak po spędzeniu krótkiego czasu w areszcie, Paweł wyszedł na wolność, dzięki wpłaconemu poręczeniu majątkowemu.

Kolejnym tropem w sprawie Iwony był tajemniczy "Pan Ręcznik" - widoczny na nagraniach monitoringu mężczyzna, który w okolicy wejścia nr 63 szedł za Iwoną Wieczorek. Od samego początku zastanawiano się, czy mężczyzna nie śledził dziewczyny w celu zrobienia jej krzywdy, podejrzenia wzbudził fakt, że o godzinie 4.12 wracał sam tą samą drogą. Wątek "Pana Ręcznika" wypłynął ponownie po 12 latach od zaginięcia Iwony. Wówczas mężczyzna rozpoznał się na upublicznionych nagraniach i sam zgłosił się na policję. Ta jednak wypuściła go po wcześniejszym przesłuchaniu - nie usłyszał żadnych zarzutów. Ślepą uliczką okazał się też wątek tajemniczej śmieciarki, na pace której internauci dopatrzyli się leżącego wśród śmieci ciała. Z monitoringu wynika jednak, że najprawdopodobniej to właśnie pracownicy MPO widzieli Iwoną żywą jako ostatni, a w ich zeznaniach pojawiły się nieścisłości.

Zatoka sztuki i sztuczna inteligencja

Pod koniec grudnia 2022 roku wielu wierzyło, że w sprawie Iwony Wieczorek po ponad 12 latach wreszcie nastąpił tak długo oczekiwany przełom. Wówczas sprawę zaginięcia dziewczyny zaczęto łączyć z owianą złą sławą Zatoką Sztuki. Do Marcina T. - właściciela Zatoki - należał również Dream Club. Sprawy miała łączyć też osoba drugiego bohatera seksafery, niejakiego Krystiana W., znanego pod pseudonimem Krystek, a także jako "łowca nastolatek". W lutym tego roku Sąd Rejonowy w Wejherowie skazał 46-letniego Krystiana W. na karę 15 lat bezwzględnego pozbawienia wolności. Mężczyzna miał wyszukiwać wykorzystywane seksualnie później dziewczęta właśnie m.in. w Dream Clubie. Ale czy Iwona Wieczorek miała jakieś powiązania z Krystkiem? Według jednej z hipotez, właśnie tak miało być, co więcej, ciało zamordowanej dziewczyny miało zostać ukryte gdzieś w budynku Zatoki, po wcześniejszym rozpuszczeniu w kwasie, lub zakopane na pobliskiej plaży. Ale choć policja dokładnie przeszukała teren nieruchomości, dowodów w tej sprawie nie znaleziono - i ten trop okazał się prowadzić donikąd.

W sprawę zaginięcia Iwony zaangażowało się wiele osób. Huczały od niej internetowe fora, na policję zgłaszali się domniemani świadkowie, a także osoby, twierdzące, że dzięki paranormalnym mocom posiadły wiedzę o jej losie. Wszystko to uczyniło sprawę niezwykle medialną, o czym świadczy dobitnie nakręcony przez Netflix serial. Na występ w dokumencie zdecydowała się matka Iwony. W ostatnim odcinku kobieta gorzko podsumowuje przebieg sprawy mówiąc, że w jej toku doświadczyła wiele zła. Pojawili się tacy, którzy obwiniali matkę o zaginięcie córki, ale też tzw. hieny - ludzie, którzy na tragedii chcieli coś dla siebie ugrać. Kobieta nadal liczy na to, że sprawa zaginięcia jej córki doczeka się wreszcie rozwiązania.

Z kolei zajmujący się od lat sprawą dziennikarz Marek Sterlingow w dokumencie "Sprawa Iwony Wieczorek" powiedział, że zaginięcie rozwiąże się wówczas, kiedy znajdą się zwłoki dziewczyny. "Sprawa Iwony nadawałaby się do przeanalizowania przez sztuczną inteligencję. Jeszcze nie w tym momencie, bo ta technologia cały czas się rozwija, ale możemy założyć, że w niedalekiej przyszłości będzie zdolna do analizy wszystkich dokumentów, wątków, adresów, zdjęć satelitarnych. Wykorzystanie tego narzędzia być może będzie w kryminalistyce przełomem na miarę wprowadzenia badań DNA. Kimkolwiek jest morderca, nie powinien spać spokojnie, bo jeszcze mogą do niego zapukać" - przekonywał dziennikarz w zeszłym roku w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Iwona WieczorekIwona Wieczorek REPR. Dominik Werner / Agencja Wyborcza.pl

Myślisz, że sprawa Iwony Wieczorek w końcu zostanie rozwiązana?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.