Ewa Krawczyk była szczęśliwą żoną Krzysztofa Krawczyka przez ponad 40 lat. Niestety, tę filmową wręcz historię miłości przerwała śmierć artysty w kwietniu 2021 roku. Wdowa po muzyku nie ukrywała, że po jego odejściu było jej niezwykle trudno.
W ostatnim wywiadzie udzielonym "Faktowi" wdowa po zmarłym muzyku przyznała, że okres dwóch lat po jego śmierci był dla niej niezwykle trudny. - Przez ponad półtora roku byłam sama, ale przyznam uczciwie, ludzie mnie męczyli, nie byłam w stanie rozmawiać. Potrzebowałam ciszy i nie chciałam nikogo widzieć, byłam momentami paskudna - mówiła. Nie poddała się jednak i codziennie przychodzi na grób ukochanego Krzysztofa - zapalić znicz, położyć kwiaty, pomodlić się za niego. Jak twierdzi, ten w zamian za to zesłał jej ludzi, których poznała przy jego grobie i którzy stali się jej przyjaciółmi.
Codziennie modlę się za Krzysia, znajomych, przyjaciół i za tych cudownych ludzi, których po śmierci Krzysia spotkałam. Mam zupełnie nowe grono przyjaciół. Poznałam ich na cmentarzu, myślę, że Krzysztof tak to zaplanował, bym nie była tu sama. Poznaliśmy się przy jego grobie. Jedna to fanka Krzysztofa. Mam teraz dużo życzliwych ludzi obok, którzy mi zawsze pomogą
- opowiadała dziennikowi Ewa Krawczyk.
Ewa Krawczyk nie ukrywała, że życie u boku ukochanego męża było łatwiejsze. Po jego śmierci musiała się nauczyć żyć od nowa. Mowa tu m.in. o obowiązkach dnia codziennego. - Musiałam się życia uczyć od nowa. My wciąż byliśmy w pracy, nagrania, trasy, koncerty. Wszystkim rzeczami, rachunkami, płatnościami, samochodami zajmowali się inni. My nie mieliśmy na to czasu. Teraz to spadło na mnie, łącznie z przeglądami auta, o czym nie mam pojęcia. Naprawdę uczę się żyć od nowa. Na szczęście jestem kierowcą i znów zaczęłam jeździć, więc wszystko mogę sama pozałatwiać. Poradziłam sobie, jestem dzielną dziewczynką - wyjawiła.