Czy Moro naprawdę romansowała z Maserakiem? I kto rozpaczał, gdy odpadł? [5 rzeczy, których mogliście nie wiedzieć o "TzG"]

Myślicie, że po tylu odcinkach poznaliście show Polsatu na wylot? Niektóre rzeczy mogą Was jednak zdziwić. Przekonajcie się, jak wyglądała kuchnia "Tańca z Gwiazdami".
Krzysztof Ibisz, Aneta Zając i Stefano Terrazzino Krzysztof Ibisz, Aneta Zając i Stefano Terrazzino KAPiF

Kulisy

Finał show za nami. Już wiadomo, że był do hit - każdy odcinek oglądało średnio około 3,8 miliona osób. Jednak, jak się pewnie domyślacie, widzowie dostawali dopieszczony produkt, zrobiony ściśle według wytycznych biblii formatu BBC.  A za kulisami...  Jedni się lubili, inni nie. Niektórzy długo rozpaczali, gdy odpadli, inni się cieszyli. Do tego, co ciekawe, studio, w którym nagrywano show, nie wygląda w realu tak imponująco, jak na ekranie. To, co widzieliście na ekranie swojego telewizora, było sprytną kompilacją obrazów nagrywanych przez kilkanaście kamer. Operatorzy biegali po parkiecie nie mniej zwinnie niż tancerze. Przy czym byli dużo mniej skąpo ubrani - a w studiu panował potworny ukrop - zatem wcale nie było im łatwo... Oto jednak ciekawsze kulisy tej produkcji.

Pieniądze, czyli kto ile dostawał

 

Zarobki w show to kwestia bardzo drażliwa. Produkcja pilnuje, by pozostały tajemnicą handlową, a gwiazdom, nawet jak uchylą rąbka tajemnicy, nie można ufać. Zwykle bowiem solidnie zawyżają stawki, żeby nie uchodzić za "tanie". Według różnych źródeł, najwięcej za odcinek dostawały np. Natalia Siwiec, Karolina Szostak, Aneta Zając i Joanna Moro (od 8-10 tys. zł), najmniej zaś m.in. Dawid Kwiatkowski, Jacek Lenartowicz i Jacek Rozenek (od 4 do 6 tys. zł). Zdecydowanie bardziej opłacało się być jurorem - nie trzeba było ćwiczyć w pocie czoła i nie było ryzyka, że się odpadnie. Mieli pewny zarobek przed 12 odcinków - osoby o mocnych nerwach mogą sobie podliczyć.

Czarnym koniem był Andrzej Grabowski, o którym plotkowało się, że dostaje za odcinek około 20 tys. zł. Reszta jurorów inkasowała jedynie połowę tej sumki - mówi nasz informator.

Andrzej Grabowski, Iwona Pavlović, Beata Tyszkiewicz, Michał MalitowskiAndrzej Grabowski, Iwona Pavlović, Beata Tyszkiewicz i Michał Malitowski / KAPiF

Nic dziwnego, że wiele osób zabiegało w produkcji programu, żeby trafić do jury. I nie dziwi też, że jeden z jurorów - Michał Malitowski - przylatywał czasem, niczym Jan Kulczyk, prywatnym samolotem. Dla ścisłości - Malitowski jest światowym mistrzem w tańcach latynoamerykańskich i ma bardzo napięty grafik.

W Warszawie będę dokładnie tylko podczas programu. Zaraz po jego zakończeniu lecę do Blackpool, gdzie rano zaczyna się najważniejsza impreza w moim kalendarzu. Gdyby nie prywatny jet, nie zdążyłbym - mówił Malitowski przed półfinałem show.

Ile kosztuje przyjemność lotu prywatnym samolotem? Jednorazowo ok. 70 tys. zł.

Uczestnicy Uczestnicy "Tańca z Gwiazdami" KAPiF

Zostańmy przy pieniądzach - stroje

Być może nie każdy zdaje sobie sprawę, jak kosztowne to było przedsięwzięcie. Kreacje dla gwiazd i tancerzy powstawały jednocześnie w pięciu pracowniach w Polsce i w dwóch w Londynie. Nad wszystkim czuwała Malwina Wędzikowska, odpowiedzialna także za stylizacje w "The Voice of Poland" i "Top Model".

Chciałam, żeby stroje były zjawiskowe i zauważalne. Pracowaliśmy niemal bez przerwy, bo przecież kreacje nie powstawały na zapas, tylko na gorąco, kilka dni przed programem - opowiada Wędzikowska.

Jedna damska kreacja kosztowała 6-7 tys. zł. A same kamienie z sukni Joanny Moro (tej jak w musicalu "Chicago") były warte 5 tys. zł.

Joanna MoroKAPiF

Jurorzy (Andrzej Grabowski) czy prowadzący (Krzysztof Ibisz, Anna Głogowska) też mieli ubrania szyte dla nich na miarę. Beata Tyszkiewicz dostawała do show stroje z luksusowej polskiej firmy, do których styliści dobierali dodatki. Co się stało z kreacjami po zakończeniu programu? Na razie trafiły do pilnie strzeżonego magazynu.

Krzysztof Ibisz Krzysztof Ibisz KAPiF

Wpadki - tak, były!

Mimo profesjonalnej produkcji i świetnego prowadzącego, nie dało się uniknąć drobnych wpadek. W jednym z pierwszych odcinków głos z reżyserki za szybko zdradził werdykt, a w przedostatnim Krzysztof Ibisz nieco spalił półfinalistów.

Gdyby głos zależał tylko i wyłącznie od jurorów, wszystko byłoby jasne. Już wiedzielibyśmy, kto znalazł się w wielkim finale. Państwa głosy jednak zmieniły ten układ sił - powiedział Krzysztof Ibisz tuż przed ogłoszeniem wyników.

Było też przekleństwo, które wymsknęło się Beacie Tyszkiewicz.

Cóż, wpadki w programie na żywo są nieuniknione - komentuje osoba z produkcji show.

Beata TyszkiewiczKAPiF

Była też wpadka ciekawsza dla oczu - tancerzowi Tomaszowi Barańskiemu pękły spodnie w kroku.

Spodnie dla tancerzy mają w tym miejscu potrójne szwy. Niestety, Tomek postanowił tuż przed wyjściem na parkiet rozgrzać się szpagatem... No i stało się. Wyciągnięto wnioski na kolejną edycję - tancerze muszą mieć majtki pod kolor spodni, a nie pod kolor koszuli, tak jak to się szyje teraz. Wtedy, jak stanie się coś takiego, z czarnym spodni nie będą wystawały białe... - mówi nasz informator.

Była też niezręczna sytuacja, kiedy Beata Tyszkiewicz wycierała dłoń po pocałunku Krzysztofa Ibisza i zabawna, gdy Michał Malitowski nie potrafił ukryć fascynacji i wprost dawał to zrozumienia, że bardzo podoba mu się Aneta Zając.

Beata Tyszkiewicz, Krzysztof IbiszKAPiF

Stefano Terrazzino i Aneta Zając Stefano Terrazzino i Aneta Zając KAPiF

Sympatie i antypatie, czyli emocje

Tradycyjnie już w trakcie trwania show spekulowano o romansach uczestników. Wiadomo - nic tak nie podkręca zainteresowania programem, jak miłości i konflikty. Mało prawdopodobny - według naszych źródeł - wydaje się jednak związek Anety Zając ze Stefano Terrazzino.

Pary trenowały ze sobą nawet po osiem godzin dziennie. Siłą rzeczy zawiązywały się przyjaźnie, tak samo zresztą jak wtedy, gdy "Taniec z Gwiazdami" był w TVN. Pary chodziły razem na kawki, lunche. Dawid na przykład bardzo zaprzyjaźnił się z Janją. Ale żadna z par nie związała się ze sobą na poważnie - opowiada osoba znająca kulisy treningów.

Nieprawdziwe są też pogłoski, jakoby Joanna Moro miała romans z Rafałem Maserakiem. Wręcz przeciwnie - tych dwoje nawet się specjalnie nie lubiło.

Oboje są silnymi osobowościami, więc bywało ostro. Na dodatek Rafał jest przyzwyczajony, że zawsze kumplował się ze swoimi tanecznymi partnerkami, był dla nich kimś w rodzaju guru. Tymczasem Joanna po treningu wracała do domu, nie było mowy o żadnym spoufalaniu się. W dodatku na treningach była niezwykle spięta, nastawiona na ciężką pracę i zdystansowana. Rafał był rozczarowany i rozżalony - relacjonuje nasz informator.

Joanna Moro, Rafał MaserakKapif

Skoro już jesteśmy przy emocjach - choć nie wszyscy je okazywali, wiemy, że niektórzy bardzo przeżywali porażkę w programie. Iza Janachowska długo bolała nad tym, że nie doszła do finału, a Klaudia Halejcio, po wytężonych systematycznych treningach wręcz nie mogła się potem odnaleźć. Ale najbardziej chyba cierpiała Natalia Siwiec.

Uchodziła na faworytkę programu i liczyła co najmniej na półfinał. Gdy odpadła, na parę dni zamknęła się w domu i analizowała każdy krok. Nie spodziewała się, że tak szybko odpadnie - opowiada jej znajoma.
Andrzej Grabowski i Beata Tyszkiewicz Andrzej Grabowski i Beata Tyszkiewicz KAPiF

Gdy wyłączano kamery...

Zastanawiacie się, co dzieje się na planie programu telewizyjnego, gdy widz ogląda reklamy? Animatorzy publiczności w studiu mówią, ile potrwa przerwa w relacji i proszą, żeby się nie oddalać, bo to tylko 2-3 minuty. Ci sami animatorzy zresztą zachęcają publiczność do aplauzu i zapowiadają, która część sali będzie pokazywana tuż po przerwie. Czas, kiedy kamery odpoczywają, prowadzący i uczestnicy wyciskają zwykle do ostatniej sekundy.

Krzysztof Ibisz mało rozmawia, bo głównie powtarza kwestie scenariusza. Dawid Kwiatkowski za to nie rozstawał się ze swoim telefonem i pocztą, a tuż przed występem każda z par na szybko ćwiczyła jeszcze swój układ taneczny. Bardzo często zdarzało się więc, że ktoś z publiczności robił sobie "słit focię", a w tle była wymachująca nogami Joanna Moro. Skąd w ogóle telewizje biorą publiczność do swoich programów? Na widowni polsatowskiego "Tańca z Gwiazdami" siedzieli najczęściej znajomi i przyjaciele gwiazd.

A także rodziny uczestników - do Joanny Moro przyjechała mama i siostra, Anetę Zając odwiedził brat, raz była też mama Dawida Kwiatkowskiego - zdradza osoba z produkcji.

Dawid KwiatkowskiKAPiF

Dawid Kwiatkowski miał zresztą największą widownię. Jego fanki, naprawdę tłumy fanek, koczowały pod studiem od świtu do zakończenia programu późno w nocy.

Przyjeżdżały zazwyczaj na cały dzień i czekały na Dawida. Przywoziły ze sobą upominki i prezenty, np. własnoręcznie zrobione ciasto. Rzucały na parkiet misie, na kokardkach których były wypisane ich numery telefonów z prośbą o kontakt. Kiedyś dostał nawet paczkę tamponów - wspomina nasze źródło w produkcji show.

Fanki Dawida Kwiatkowskiego to właściwie temat na osobny artykuł. Aż żal, że chłopak nie dotrwał do finału...

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.